W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Danuty, Jana, Janiny , 24 czerwca 2019

Wenecja była restauracją z dancingiem oraz klasą

2019-04-09

Po słynnej restauracji pozostały ślady oraz wspomnienie i żal, że już nie ma tej knajpki na wodzie.

medium_news_header_24486.jpg
27 kwietnia 1958 roku w Gorzowie pojawiła się w tym miejscu Wenecja, restauracja której dawno już nie ma, ale jej mit wciąż trwa

I choć jej obraz zaciera się coraz bardziej, mit cały czas trwa.

- No wiem, że tu była knajpa, Wenecja. Moja babcia zawsze o niej mówiła. A ja uważam, że to byłoby coś ekstra, taka restauracja – mówi Agnieszka Kowalska spotkana w parku Wiosny Ludów (bardziej znanym jako park Róż). Obie spoglądamy na mural znajdujący się na budynku przy Kłodawce, który w pewien sposób dokumentuje istnienie legendarnej, bo rozebranej w 1972 roku restauracji.

Zatrzymane w pamięci, zatrzymane w drobiazgu

Wenecja, Polonia, Cafe Voley – miejsce, które cały czas jest obecne w spojrzeniu gorzowian na miasto, jest stale obecna w pejzażu miasta. Przede wszystkim przez wspomniany mural, który w 2010 roku wykonał Jerzy Siczka na zamówienie Urzędu Miasta. I jak to takimi rzeczami bywa, malowidło natychmiast podzieliło oglądających. Jedni wpadli w zachwyt, inni absolutnie nie, krytykowali straszliwie. Gorzowianom malunek się jednak w większości podoba, ponieważ jest i przypomina.

Innym namacalnym i właściwie pierwszym powojennym śladem tej restauracji jest pierwsza po wojnie książka o mieście, czyli Rubież Natalii Bukowieckiej-Kruszony. Już w czasie, kiedy rzecz cała ukazywała się w odcinkach na łamach „Głosu Wielkopolskiego”, świeży, bo dopiero co osiedli gorzowianie, mogli sobie poczytać o wypadkach w „Polonii”, bo tak wówczas nazywała się restauracja na wodzie. Kolejny literacki ślad, zresztą bez nazwy, ale jednak jest, to króciuteńka wzmianka w fabularnej powieści dla młodzieży Elżbiety Jackiewiczowej „Tancerze”.

Wspomnienie Wenecji pojawia się także w niezliczonych tekstach prasowych, których lawinowo przybyło po 1990 roku, czyli kiedy przyszedł czas na zainteresowanie się regionalizmem, czas poznawania historii własnego miasta.

Jednak najważniejszym śladem, jakie ma to jednak magiczne cały czas miejsce, to własna monografia pod tytułem Cafe Voley, która ukazała się w 2015 roku nakładem Miejskiego Ośrodka Sztuki pod redakcją Zbigniewa Sejwy. I to właśnie to wydawnictwo jest najważniejszym tekstem dedykowanym tej restauracji. Wydawnictwo to ma dziś status białego kruka.

Bywanie w Cafe Voley było rzeczą modną i na topie w przedwojennym Landsbergu…

Od Roberta Voleya się zaczęło

Na budowę najpiękniejszej landsberskiej restauracji Cafe Voley zdecydował się na samym początku lat 20. XX wieku znany i doświadczony landsberski restaurator Robert Voley. Nie obyło się bez problemów, ale ostatecznie jednak kawiarnia powstała. Miała nawet scenę, na której mogły występować zespoły artystyczne. I jak pisze Robert Piotrowski we wspomnianej monografii, w Cafe Voley umawiano się na randki, obchodzono ważne rocznice, świętowano prywatne uroczystości, odbywały się tu eleganckie przyjęcia. Bywanie w Cafe Voley było rzeczą modną i na topie, aby użyć współczesnego określenia.

Trudno się dziwić, na zachowanych zdjęciach i pocztówkach restauracja jawi się rzeczywiście jako miejsce bardzo eleganckie, komfortowe i zwyczajnie drogie.

Słynna i popularna restauracja w rękach Roberta Voleya pozostawała aż do wiosny 1939 roku. W maju tegoż staje się własnością Kurta Illingera, choć samo miejsce nazwy nie zmienia.

Ponieważ wybuch i przebieg wojny 1939-1944 miał niewielki wpływ na życie w Landsbergu, można zatem przypuszczać, że życie samej restauracji jakoś drastycznie nie uległo zmianie. Mieszkańcy nadal tu bywali, nadal odbywały się różne spotkania.

Sytuacja ta zmienia się dopiero na początku stycznia 1945 roku. To ten moment, kiedy Landsberg zaczyna odczuwać skutki wielkiej historii, kiedy przez miasto zaczyna się przelewać wielka fala uchodźców uciekających przed Armią Radziecką. Restauracja spowalnia swoje działania, aż do zaprzestania. I tak dobiega końca jej niemiecki rozdział.

Płonie centrum, ale Cafe Voley nie

Styczeń 1945 roku to jednak groza nadchodzącego frontu. I wreszcie nadchodzi feralny 30 stycznia. Feralny dla niemieckich mieszkańców, bo oznacza koniec znanego im miasta. Wkraczają Rosjanie. Idą w kierunku na Kostrzyn od strony Strzelec Krajeńskich. Ciemne, skute mrozem miasto na pewno nie jest m przyjazne. Oświetlają sobie więc drogę, podpalając kolejne kamienice w centrum. Ginie wiele wspaniałych kamienic, które były znakiem wielkomiejskości Landsbergu. O dziwo, z tej pożogi bez szwanku wychodzi najpiękniejsza lansberska restauracja, czyli Cafe Voley.

Zmienił się jednak czas, zmieniła się wielka geografia, czas na zmiany także i w przypadku Voley.

Słynny landsberski lokal przejmuje Franciszek Śmigielski. To nie byle kto, ale kelner, który pracował przed II wojną na flagowym polskim transatlantyku „Batory”. Trudno dziś ustalić, jak to się stało, że właśnie on zajął ten atrakcyjny lokal oraz jak generalnie się znalazł w polskim już Gorzowie.

Ważnym jest, że w Cafe Voley zmieniło się tylko jedno – nazwa. Restauracja bowiem przybrała nazwę Polonia. Ale nadal to był modny lokal, bywała tu radziecka komendantura miasta, ale też i ci wszyscy, których do Gorzowa, zresztą jak i innych miast ziem zachodnich ściągała legenda Polskiego Dzikiego Zachodu.

Słów parę o gwiazdach

Od samego początku polskiej historii w Polonii występowały gwiazdy, które dodatkowo ściągały restauracyjnych gości. Jak pisze Jerzy Zysnarski w przywoływanej już monografii restauracji, jedną z takich gwiazd miała być Monika Marlicz, lekarka i pisarka. Ale tylko tyle o niej powiedzieć można, bowiem w pomroce dziejów ślad po niej zaginął.

O prawdziwych gwiazdach natomiast można mówić w przypadku dwóch sióstr Didur – Mary Didur-Załuskiej, hrabiny zresztą oraz Olgi Didur-Wikotorowej. Melomanom samo nazwisko rodowe wiele powie. Tym mniej osłuchanym w klasyce podpowiedzieć trzeba, że  były córkami wielkiego polskiego śpiewaka operowego – Adama Didura i miały za sobą występy na największych scenach operowych świata, w tym w nowojorskiej Metropolitan Opera House oraz mediolańskiej La Scali. Mary Didiur-Załuska wystąpiła w Gorzowie na pewno, nieco mniej pewna jest obecność jej siostry. A trafiły obie tu za sprawą transportu ocalałych więźniów obozu w Ravensbrück, który trafił tu na leczenie.

Na pewno krótko występował znany polski tenor Adam Raczkowski – potem organizator życia muzycznego na Dolnym Śląsku.

Generalnie, w Polonii występowali wszyscy, którzy pojawiali się w Gorzowie, bo tuż po zakończeniu wojny był to najbardziej prestiżowy, najbardziej liczący się lokal.

Czas Wenecji przychodzi

Polonia funkcjonowała aż do 1948 roku. Wówczas lokal upaństwowiono i zamknięto. Dziesięć lat stoi zamknięta na głucho. A do życia wraca, za sprawą Spółdzielni Usług Różnych,  27 kwietnia 1958 roku, już jako Wenecja, restauracja z dancingiem. Dziwnym nie jest, że natychmiast się przyjęła. I znów, jak za landsberskich czasów, znów to był najbardziej modny lokal. Zasłynął przede wszystkim z popularnych w tym czasie dancingów oraz gry uznanego już wówczas zespołu muzycznego Mariana Klausa. Ważne miejsce spotkań gorzowskiej młodzieży.

W latach 60. na śniadania (jajecznica na boczku, parówki) zachodzili prokuratorzy z prokuratury, która mieściła się w budynku obecnej biblioteki nad Kłodawką. Wieczorami schodzili się aktorzy, żużlowcy oraz studenci Studium Nauczycielskiego (wódka i wina węgierskie). O godz. 17 były także popularne wtedy "fajfy". Podobno podczas jednego z rock and rolli złamała się deska w podłodze. Tancerze zobaczyli zgniłe belki podtrzymujące parkiet sali. Mimo tak dużej popularności kawiarni Spółdzielnia Wielobranżowa nie zadbała o stan techniczny budynku, chociaż w połowie lat 60. prowadzono regulację brzegów Kłodawki, i można było wzmocnić lub zmodernizować posadowienie sal.

Mimo popularności lokalu, jego drewniana konstrukcja nie doczekała się remontu i z końcem 1969 roku, ze względu na zły stan techniczny drewnianej werandy, Wenecja została zamknięta. W latach 1970-1971 lokal został rozebrany.

Ci, którzy pamiętają to miejsce ze swoich tam pobytów, mówią jedno – eleganckie miejsce i trzeba było się tam pokazywać.

Roch

Korzystałam między innym z „Cafe Voley”, red. Zbigniew Sejwa, Gorzów Wielkopolski 2015 oraz publikacji internetowych.

Fot. Archiwum (Cafe voley)

Fot. Kazimierz Nowik  (Wenecja)