W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Eustachego, Faustyny, Renaty , 20 września 2019

Teatr to pasja, podróż jeszcze bardziej

2019-06-13

Jakby zliczyć wszystkie podróże Bartosza Bandury, to już tak ze cztery i pól raza Ziemię dookoła obleciał. A jak dodać do tego aktorstwo i kilka innych pasji to okaże się, że jego doba powinna liczyć 48 godzin.

medium_news_header_25075.jpg

- Aktorem zostałem trochę z przypadku – mówi Bartosz Bandura, aktor Teatru Osterwy znany gorzowskim teatrofanom z tego, że jak już się na scenie pojawia, to „kradnie” ją dla siebie. U Osterwy gra i robi ruch sceniczny. Zresztą za opracowanie ruchu scenicznego do Szekspirowskiego „Hamleta” w reżyserii Błażeja Peszka został w ubiegłym roku wyróżniony w bardzo prestiżowym Konkursie o Złotego Yoricka w Gdańsku.

Trochę z namowy nauczycielki

Jest z Drezdenka, miasta księdza Jerzego Hajdugi, z którym jest zresztą zaprzyjaźniony i który mu dawał ślub z ukochaną Paulą. To w tym mieście od lat festiwale muzyki organowej urządza Wiesław Pietruszak, który ściąga tam największe sławy klasyki. To w tym mieście mieszkał ciekawy astronom Karl Ludwig Hencke. Być może taki, a nie inny klimat sprawił, że Bartosz Bandura ostatecznie został aktorem.

- Nie bardzo miałem pomysł na to, co robić po maturze. Byłem finalistą konkursu recytatorskiego i trochę z namowy mojej polonistki zdecydowałem, że dobra,  pójdę do szkoły aktorskiej – opowiada. Wybór zdawał się prosty, jak już do szkoły aktorskiej, to niech będzie krakowska Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna. Bo miasto, bo tradycje, bo bohema.

Peszkowie to taka moja rodzina

No i właśnie na uczelni spotkał się z rodziną Peszków. – Błażej Peszek był moim profesorem. Na II roku robiliśmy „Fedrę” Jeana Racine’a w jego reżyserii. Ja byłem asystentem. Tak się ta znajomość zaczęła – mówi. Potem, na III roku spotkał Jana Peszka, wielkiego polskiego aktora. – Poznałem też Marysię Peszek, teraz jestem zaprzyjaźniony z cała rodziną – opowiada.

Owo zaprzyjaźnienie polegało też i na tym, że kilka lat temu do Osterwy trafił Błażej Peszek jako reżyser i trochę to się odbyło za sprawą Bartka. A jak w zeszłym roku w Teatrze Polskim w Poznaniu Jan Peszek zagrał Fryderyka II Wielkiego w „Wielkim Fryderyku” Adolfa Nowaczyńskiego, to Bartek pojechał na jedno z premierowych przedstawień.

Na pytanie, jakie drogi zaprowadziły go do Osterwy, odpowiada, że trochę za sprawą Jana Peszka się to odbyło, bo go nieco zareklamował. – Poza tym pamiętałem Osterwę z lat szkolnych. No i jeszcze rzecz niebagatelna. Gorzów leży blisko Berlina, a tam wiadomo, tygiel kultury. Mnóstwo teatrów, scen, wiele się dzieje – mówi. Istotne jest także i to, że wówczas w Berlinie pracowała także ukochana Bartka Paula. Chciał być blisko niej. Po kilku latach Paula wróciła do Polski i wybrała Gorzów.

O kradzieży sceny

Bartosz Bandura ma tak, że jak wchodzi na scenę, to skupia na sobie uwagę. Tak było od początku jego związków ze sceną. Jednak do najlepszych przykładów możliwości aktorskich należy drugoplanowa rola służącego w „Kolacji na cztery ręce” Paula Barza w reżyserii Jana Tomaszewicza. To opowieść o spotkaniu wielkich muzyków Jana Sebastiana Bacha i Georga Friedricha Haendla, którego nigdy de facto nie było. Na scenie Michał Anioł – Bach i Krzysztof Tuchalski – Haendel. A wystarczyło, że pojawiał się Bartosz Bandura, cała uwaga skupiała się na nim. – Bywa to zabawne – komentuje aktor. Podobnie zresztą jest i w innych sztukach.

Podróż to pasja, niemal jak narkotyk

- Czasami myślę, że pasja podróżowania jest chyba generalnie moją najważniejszą w życiu – mówi Bartek. Od kilku lat ma zamontowaną aplikację zliczającą przelatane kilometry i wyszło mu ostatnio, że ponad czterokrotnie okrążył Ziemię po linii równika. Ale jak się przyjrzeć mapie jego podróży, to trudno się dziwić. W swoich podróżach zawsze gdzieś tam pojawia się także aktorstwo, bo albo to są wyjazdy studyjne, albo poznawcze, nigdy natomiast nie jest to leżenie na plaży.

- Dwa razy byłem w USA. I to były wyjazdy dzięki Instytutowi Muzyki i Tańca. Studiowałem na San Diego State University, ale zobaczyłem też Los Angeles i byłem w Nowym Jorku – opowiada.

Był także w Azji. – Byłem na Syberii i przyglądałem się szamanom. To dzięki projektowi Filipa Frątczaka, który realizował tam projekt „Grotowski – od szamanizmu do teatru”. To był egzotyczny wyjazd. Poznawałem rzeczy dla mnie kompletnie nieznane. Byłem w Sajanach. Nie chciało mi się stamtąd wracać – opowiada. Ale to nie był jedyny azjatycki wyjazd. Także dzięki programom z Instytutu Muzyki i Tańca był w Korei Południowej i Japonii. – Co prawda tam byłem tylko pięć dni, ale wrażenie czegoś niezwykłego pozostało mi do dziś – mówi. Opowiada, jak to w Kioto, duchowej stolicy Japonii, zdecydował się na wycieczkę z przewodnikiem, bo inaczej nic by nie zobaczył.

- Nie znaczy to, że tylko wybieram się w egzotyczne strony. Podróżuje także po Europie, i tu już sam. Zasada jest prosta – lecę tam, gdzie są tanie loty z bagażem podręcznym – mówi.

Wyjątkiem szczególnym w Europie jest Portugalia, kraj do którego Bartosz Bandura latał, lata i wszystko wskazuje, że będzie latał. Tam bowiem studiowała dziś żona, wówczas dziewczyna Paula. – Wiele razy tam byłem, za każdym razem ten kraj mnie zachwycał. Mało tego, dzień zaczynam od picia portugalskiej kawy – mówi Bartosz Bandura.

Roch

Fot. Archiwum prywatne Bartosza Bandur