W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Belii, Ludwika, Luizy , 25 sierpnia 2019

Niegdyś piękne, dziś niszczeją w oczach

2019-07-30

Stare pofabrykanckie wille, kamienice na Nowym Mieście, budynki, które zwyczajnie straszą. Nieliczne mają szansę na zmianę wizerunku.

medium_news_header_25388.jpg

- Przykro patrzeć na te budynki, bo one zwyczajnie niszczeją w oczach – mówią gorzowianie o kilku adresach w Gorzowie. Wszystkie z nich mają swoich właścicieli i tylko nieliczne chyba doczekają się remontów.

Łokietka 17

Najbardziej jaskrawym przykładem zaniechań właścicieli jest budynek przy ul. Łokietka 17. Cała historia zaczęła się w 2000 roku, kiedy to miasto w sposób pilny musiało wyprowadzić z budynku mieszkańców. Wówczas to po silnych tąpnięciach zaczęły się wybrzuszać mury. Sześć lat później udało się budynek, jeszcze ze śladami urody sprzedać prywatnej firmie z hiszpańskim kapitałem. Od samego początku jednak nowy właściciel tylko zwodził miasto, że coś tam będzie robił. A budynek popadał w coraz większą degradację. Potem było już tylko gorzej. Adres zmieniał właścicieli. Każdy coś tam planował, coś obiecywał i nadal nic się nie działo. Obecnie budynek ma zabite wejścia do wewnątrz, powybijane szyby, a na części elewacji zdążyły wyrosnąć samosiejki.

Nic nie wiadomo, aby w najbliższym czasie coś się miało zmienić.

30 Stycznia – róg Dąbrowskiego

Secesyjna kamienica z początków XX wieku tez przez lata stała pusta i też z tego samego powodu. Mieszkańcy musieli się z budynku wyprowadzić, ponieważ zaczął być niestabilny. Przez lata też nie było chętnego nabywcy mimo bardzo atrakcyjnej lokalizacji, bo w samym centrum. Ostatnio budynek został sprzedany w prywatne ręce i nowy właściciel zapowiada, iż powstanie tu apartamentowiec.

Dawna siedziba LOK

Była siedziba LOK, czyli Ligi Obrony Kraju, faktycznie pochodząca z 1900 roku willa Herzoga, to obraz niemocy miasta wobec prywatnego właściciela. Budynek w 2009 roku za 531 tys. zł magistrat sprzedał prywatnemu przedsiębiorcy. I od tego czasu willa stoi i straszy. Kilka lat temu wybuchł tam nawet pożar, ale udało się go ugasić. I dalej nic. W ubiegłym roku magistrat podjął nawet działania, które miały przymusić obecnego właściciela do jakichś zdecydowanych działań, ale nadal nic się nie zmieniło i willa zwyczajnie straszy.

Willa Jaehnego ul. Kosynierów Gdyńskich

Willa Jaehnego, to przykład zamożności fabrykantów Landsbergu. W czasach komuny mieścił się tu komisariat i milicyjny, a potem policyjny areszt. Niszczejący coraz bardziej budynek od lat czeka na godziwy remont i zadbanie. Poprzedni prezydent Tadeusz Jędrzejczak chciał budynek wyremontować i umieścić tu Miejski Ośrodek Sztuki. Obecny prezydent Jacek Wójcicki zdecydował, że będzie się tu mieścić Instytut Papuszy. Jednak we wrześniu minionego roku gorzowscy radni jednogłośnie przegłosowali sprzedaż budynku z 99% bonifikatą. Kupiła go Zachodnia Izba Przemysłowo-Handlowa, która chce po remoncie stworzyć tam Centrum Przedsiębiorczości.

Zawarciański Zameczek, ul. Wał Okrężny

Willa Herrmanna Pauckcha, światłego i mądrego landsberskiego fabrykanta od początku 2015 roku stoi pusta. W ubiegłym roku kupiła ją filma Silcare. To najpiękniejsza z pofabrykanckich willi zwana też Zawarciańskim Zameczkiem. Trzykondygnacyjny eklektyczny pałacyk, zbudowany w 1875 roku. Nierozłączną częścią posiadłości był okazały park w stylu angielskim. Po wojnie mieściła się tu Dyrekcja Dróg Wodnych i Przedsiębiorstwo Budownictwa Wodnego. W 1976 roku budynek odnowiono i stał się siedzibą Wojewódzkiego Domu Kultury, potem Grodzkiego Domu Kultury. Po raz drugi pałacyk odremontowano w 1985 roku. Nowy właściciel zapowiada, że lada chwila ruszą prace nad adaptacją willi i parku. Ma ty powstać reprezentacyjna siedziba firmy, elegancki hotelik i restauracja. A część pomieszczeń ma być wykorzystywana na cele publiczne.

Stary Ratusz, ul. Obotrycka

Ratusz przy ul. Obotryckiej został oddany do użytku w 1924 roku. Był siedzibą władz miejskich. Do dziś mieści się tam paradna sala Rady Miasta utrzymana w ekspresjonistycznym stylu i śliczna mozaika z kartuszem herbowym miasta. Po wojnie siedziba bezpieki, a potem milicji i policji. Po przełomie demokratycznym nadal w rękach policji do 2003 roku, kiedy budynek trafił w ręce miasta. Poprzedni prezydent chciał obiekt sprzedać, ale nie zgodziła się na to rada miasta. Potem był pomysł, aby ratusz nadal był ratuszem, ale teraz nic nie wskazuje, że tak się stanie.

Zespół poszpitalny, ul. Warszawska

Zespół dawnego Szpitala Miejskiego znajduje się pomiędzy ulicami Warszawską i Szpitalną. Najstarsza część szpitala zajmuje działkę przy ulicy Szpitalnej. To eklektyczny, dwupiętrowy budynek z klinkierowej cegły zbudowany w 1848 r. Po wojnie był głównym miejskim szpitalem, zamknięty w 2008 roku. Właściciel, czyli Urząd Marszałkowski w Zielonej Górze usiłował go sprzedać, potem w 2012 przekazał kompleks miastu. Najnowsza koncepcja jest taka, że powstanie tu centrum kształcenia technicznego. Jednak cały czas coś staje na przeszkodzie, aby kompleks ruszył. Jedyną budowlą, która ma na pewno szansę na zmianę, jest poszpitalna kaplica, dziś w rękach wiernych Kościoła grecko-katolickiego.

Czerwony Spichlerz, ul. Wał Okrężny

Czerwony Spichlerz sypie się od lat. Wybudował go prawdopodobnie w drugiej połowie XIX wieku gorzowski kupiec Adolf Boas handlujący zbożem. Po II wojnie budynek należał do Gminnej Spółdzielni, po zmianach demokratycznych zmieniał właścicieli i dziś także jest prywatną własnością. To kolejny przykład na wieloletnią niemoc władzy w kwestii zabytków pozostających w prywatnych rękach. W planach miał tu powstać hotelik, potem centrum medycyny estetycznej. Ostatecznie nie ma tu nic.

Schody Donikąd

Schody Donikąd wybudowane przez Gorzowskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Przemysłowego w 1972 roku miały być jedynie pierwszym etapem prac nad zagospodarowaniem tego fragmentu miasta. 241 stopni miało prowadzić do palmiarni i kawiarni usytuowanej na wzgórzu w parku Siemiradzkiego. Zamknięto je 25 listopada 2002 roku i od tej pory też czekają na poprawę swego losu. Miasto cały czas tłumaczy się brakiem pieniędzy. Mimo tego, że schody są teoretycznie zamknięte, to jednak mieszkają tam bezdomni, a wieczorami spotyka się na nich okoliczna młodzież.

roch

Dabrowskiego30-Stycznia-kamienica.JPG
GDK-wiosna.JPG
LOK.JPG
Lokietka-17....JPG
Schody-Donikad-i-bezdomni.JPG
Warszawska-na-szkole.JPG
czerwony-spichlerz.JPG
ratusz-stary-2.JPG
willa-Jaechnego-od-tylu.JPG