W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Belii, Ludwika, Luizy , 25 sierpnia 2019

A najbardziej czeka na majową pokrzywę

2019-08-08

Na miejskich skwerkach widać czasami pojedyncze osoby z koszykami, które zbierają opadające owoce. Jeszcze kilka lat temu ich widok budził zaskoczenie.

medium_news_header_25479.jpg

- Jeszcze trzy lata temu, kiedy chciałam zebrać to, co leży pod drzewem, czekałam na wieczór. Bo ludzie różnie komentowali. Dziś najwyżej ktoś przyjaźnie zagadnie – opowiada Ulka, wegetarianka, która od lat uprawia miejską ekopartyzankę. – E, dziś to już nie jest ekopartyzantka, ludzie się chyba zmienili – śmieje się Ula.

Mapę mają w głowach

Takich wege i eko jak Ulka jest w mieście trochę. Nie chcą za bardzo się jednak ujawniać, bo styl partyzantki im za bardzo nie pozwala. – Wiesz, nawet jak jesteśmy w Berlinie na Prinzessingarten, to też nie bardzo chcemy, żeby nas fotografowano. Szczęściem, przestajemy być modni – mówi Ula i tłumaczy, że ten Prinzessingarten, to miejsce specjalne, Mekka ekologów i wegetarian oraz ludzi, którzy nie tolerują marnotrawstwa jedzenia pod żadną postacią. – Tam się uczyłam wege partyzantki – opowiada Ulka.

Ulka nadal pracuje w dobrej gorzowskiej firmie. Ale ma fioła, albo, mówiąc jej językiem, dziwną skłonność do zagospodarowywania tego, co się marnuje, a marnować nie powinno. Ma na myśli to, co się marnuje, a można przerobić na smaczne jedzenie. I jak tłumaczy, ma w głowie miejsca, gdzie może co do jedzenia zdobyć. – Legalnie – podkreśla – My nie kradniemy.

Od pokrzyw i szczawiu

Najprędzej zaczynają się zbiory szczawiu, pokrzywy i mlecza, z którego można zrobić rewelacyjną sałatkę. Na takie zielsko wege partyznaci wyprawiają się nad Kanał Ulgi, ale też nad Kłodawkę i fragmenty Srebrnej. Podobnie jest ze szczawiem i paroma innymi ziołami i listkami. Okazuje się, że nawet brzoza może być jadalna, tyle tylko, ze trzeba ją umieć przetworzyć. – Mało tego, robię syrop z pędów sosny, ale to rzadko, bo to już nie jest miejska partyzantka – śmieje się Ulka.

Sama przyznaje, że najbardziej czeka na majową pokrzywę, bo wychodzi z niej pyszna sałatka, ale i płyn do płukania włosów też.

Czerwiec, czyli morwa

W tym roku morwa przyspieszyła i owoce miała już pod koniec maja. I tu już rzeczywiście zaczyna się miejska wege partyzantka, bo morwowce rosną na Zawarciu i to dwóch odmianach– białej i takiej fioletowej. – To zapomniane drzewko. Ludzie zapomnieli smaku owoców, a to jest bomba witaminowa, a przy okazji jaka smaczna – mówi ekoterrorystka. Małe owocki można przerobić na dżemy, konfitury, nalewki, usmażyć je w cukrze. Od pewnego czasu Ula robi też musztardę morwową, co jest delikatesem absolutnym. Ale jakoś nie kwapi się z przepisem. – Może kiedyś, jak udoskonalę recepturę – mówi z ociąganiem.

Morwa rośnie przy ulicach, po których jeżdżą samochody. Jest ruch, ale to się nie przekłada na morwę. Ekoterroryści sprawdzili samochody już nie są tak trujące środowisko, jak kiedyś, dlatego można zbierać bezpiecznie morwę i inne owoce.

Lipiec, sierpień, śliwki i nie tylko

Końcówka lipca. Ekoterroryści zbierają owoce w samym centrum, na skwerku przy Łaźni. Tu bowiem rosną śliwy, śliwo coś tam, jabłonie. Ulka się cieszy. – Zobacz, tyle dobra się marnuje. Tyle dobrych rzeczy można na jedzenie przerobić.

Na skwerku przed Szkołą Podstawową zbiera rajskie jabłuszka, które też przerabia na dżemy. Ostatnio w pobliżu odkryła coś niebywałego. – Tyle lat tamtędy chodzę i dopiero teraz odkryłam, że tam rośnie leszczyna…. W tym roku już ma plan, jak zebrać orzechy – cieszy się ekoterrorystka.

Choć wege się nie przyznają za bardzo, to spiżarkami są dla nich także opuszczone działki – ogródki, które już nie maja właścicieli. Bo jak mówią terroryści od jedzenia, tam cały czas coś rośnie. Ulka prowadzi mnie na takie opuszczone i tłumaczy, że frukty z tych miejsc nie mogą się marnować. Nie powinny.

Zapytałam w Urzędzie Miasta, czy ekoterroryści mogą sobie zbierać owoce z miejskich drzewek. – Naturalnie. Nam to nawet jest na rękę, bo się jedzenie nie marnuje. Zawsze tylko prosimy, żeby w takich przypadkach nie niszczyć zieleni, nie łamać gałęzi. Za zbiórkę śliwek czy innych owoców nikt tych ludzi nie będzie karał – zapewnia Wiesław Ciepiela, rzecznik Urzędu Miasta. A eko tylko się cieszą i tłumaczą, że im nigdy do głowy by nie przyszło uszkodzić jakąkolwiek gałązkę.

roch