W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Janusza, Marii, Reginy , 21 listopada 2019

Wspominamy nawet tych, których nie znamy

2019-11-02

Palące się znicze to znaki, że nadeszły listopadowe dni wspominania zmarłych.

medium_news_header_26184.jpg

Od lat znicze płoną nie tylko na grobach najbliższych, ale też i w miejscach, które poświęcone są byłym mieszkańcom.

- Zawsze tak robię. Palę zniczka moim dziadkom, kilku znajomym, bo już odeszli, ale też zapalam znicza przy tym pomniku. I nie ma dla mnie znaczenia, czy jest to na 1 listopada, czy przy każdej bytności na cmentarzu. Robię tak, bo myślę, że tak trzeba – mówi Agata Zielińska spotkana na cmentarzu komunalnym w Skwierzynie. To tu stoi pomnik dedykowany dawnym niemieckim mieszkańcom miasta, ale także i tym polskim, którzy już nie mają grobów. I jak przy innych tego typu miejscach w różnych miejscowościach, znicze płoną nie tylko przy okazji święta.

Oswajanie przyszło z trudem

Zanim udało się postawić pomnik pamięci w Skwierzynie, miasteczko podzieliło się w dyskusji, czy to konieczne. Ostatecznie jednak udało się wydyskutować zarówno miejsce, jak i napis. Miejsce jest znaczące, ponieważ to stary poewangelicki cmentarz, który po rekultywacji służy znów mieszkańcom miasteczka.

Przykład Skwierzyny jest znamienny dla całych Ziem Zachodnich, w tym także dla Gorzowa. Tuż po zakończeniu wojny i przesiedleniu tu ludzi z Kresów, ale i osiedlenia się tych, którzy szukali lepszego życia, nastąpiła szybka absorbcja miejsca. Propaganda skutecznie zresztą przekonywała o powrocie na „pradawne piastowskie ziemie”, stawiano pomniki z polskimi deklaracjami, zatracała się prawdziwa historia tych ziem.

Musiało dojść do przewrotu demokratycznego w 1989 roku, zmiany polityki i narodzin reginalizmu, aby obecni mieszkańcy zaczęli dostrzegać, że historia ich miast i wsi nie zaczęła się zimą, a najpóźniej wczesną wiosną 1945 roku. Zaczęły się kłopotliwe pytania zwłaszcza o zniszczone, zachwaszczone i zapomniane stare cmentarzyki ewangelickie. Coś się zaczęło zmieniać.

Wszystkich nas czeka ta sama noc

Coś się zaczęło zmieniać zresztą wcześniej. Iwona Bartnicka, szefowa Kina 60 Krzeseł i Dyskusyjnego Klubu Filmowego Megaron mieszka od urodzenia przy gorzowskim Kwadracie, w mieszkaniu, w którym zaraz po wojnie zamieszkali jej dziadkowe. I to ona opowiada, jak do dziadków w latach 70. ubiegłego wieku po raz pierwszy trafili byli mieszkańcy. Dziadkowie gościnnie przyjęli przybyszów i kontakty rozciągnęły się na lata. – Dla mnie to było normalne, że oni przyjeżdżali, oglądali swoje dziecięce kąty – mówi.

Takich domów było zarówno w Gorzowie, jak i w innych miejscach, wiele. Od takich domów zaczęły się zmiany, które przeniosły się na grunt oficjalny. Zaczęły powstawać miejsca wspólnej pamięci. Obecnie w każdej wsi, w każdym mieście jest takie dedykowane tym, którzy tu mieszkali do wojny.

Symptomatyczny i najbardziej znaczący napis wybrali na miejsce pamięci mieszkańcy Racławia, którzy na pamiątkowym głazie w miejscu byłego cmentarza ewangelickiego umieścili inskrypcję wielkiego rzymskiego poety Horacego – Wszystkich nas czeka ta sama noc.

Zaduszki, wiosna, Boże Narodzenie

Od kilku lat jest tak, że znicze przy symbolicznych miejscach pamięci płona nie tylko z okazji Zaduszek i całej oktawy tego święta, która kończy się 8 listopada. Coraz częściej lokalni mieszkańcy palą tam świeczki na pamięć bez jakichś szczególnych okazji. Zawsze natomiast lokalne społeczności o byłych mieszkańcach pamiętają przy okazjach świąt, jak Wielkanoc czy Boże Narodzenie, kiedy tradycja także nakazuje odwiedziny grobów najbliższych.

- Podobnie jest, jeśli chodzi o groby na cmentarzach wojennych czy wojskowych. Oswoiliśmy historię, zrozumieliśmy, że to także nasza przeszłość. Dziś nikomu by nie przyszło do głowy, aby na cmentarzu urządzić park, jak to miało miejsce w Gorzowie, czy też wybrukować podwórko starymi nagrobkami, jak to miało miejsce w wielu podgorzowskich wioskach. Dobrze, że tak właśnie się stało – mówi Justyna Kopińska, kulturoznawczyni z Poznania, która także pali świeczki przy skwierzyńskim pomniku oraz zagląda do gorzowskiego lapidarium w parku Kopernika. – To jest miara cywilizacji – dodaje.

roch