W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Delfiny, Marii, Wirginiusza , 8 grudnia 2019

Uwielbiają być razem i cały czas są

2019-11-18

Objechali niemal cały świat. Czarują cały czas niebywałą sztuką.

medium_news_header_26315.jpg

Ich sezon trwa osiem miesięcy, ale kiedy zaczynają odpoczywać w podgorzowskim Dzierżowie, to po tygodniu już ich ciągnie w trasę. Po prostu Cyrk Juremix.

Wczesny listopadowy wieczór, ale już ciemno. Idę Wałem Okrężnym w kierunku prawdziwego namiotu cyrkowego, który stanął na lewym brzegu Warty. Nagle rozlega się upiorne wycie i krakanie ptaków. A z ciemności wynurza się mała dziewczynka. Ma straszliwie zmasakrowaną twarz, w ręce trzyma rachityczną, z lekka upiorną lalkę. Zbliża się do mnie i patrzy pustym spojrzeniem zombie. – Ja się ciebie nie boję – mówię do niej i po chwili mam zaszczyt poznać najmłodszą latorośl założycieli cyrku, czyli Nelly Turek-Dmitriev, lat dziesięć. Upozowana na Upiorną Dziewczynkę ma przestraszać schodzących się na ostatnie przedstawienie sezonu widzów. I często jej się to udaje. Magia cyrku działa zanim się wejdzie do okrągłego namiotu.

Najpiękniejsza historia rodzinna

Powstanie cyrku Juremix to ukochana historia najstarszej latorośli Jurija i Renaty Turek-Dmitriev, czyli córki Soni. – Moi rodzice poznali się w niezwykłych okolicznościach. Mój tata po szkole cyrkowej pracował w różnych cyrkach i jeździł po świecie. No i Cyrkiem Wielkim trafił do Polski, do Gorzowa. A na spektakl poszła moja mama ze swoim bratem i chrześniakiem, bo mama od zawsze lubiła cyrk. No i tata ją tam wypatrzył. Ale nie miał śmiałości podejść – opowiada Sonia. Pani Renata następnego dnia też była w cyrku i wówczas już przyszły mąż podszedł do niej. Nic jednak się znów nie wydarzyło. Pani Renata pojechała bowiem na wakacje do Kołobrzegu. – No i proszę sobie wyobrazić, że w tym Kołobrzegu zjawił się właśnie ten cyrk. Tata uznał, że tak ma być, że to przeznaczenie, że miłość – mówi Sonia. Występuje w cyrku od najmłodszych lat w różnych programach. W przeszłości przebijano ją szablami w magicznym pudełku.

Jurij Dmitriev i w habicie Dominika Turek-Dmitriev podczas spektaklu Circus of horror

A sam Jurij Dmitriev dziś mówi, że kiedy się zjawił z bukietem i pytaniem o rękę córki w domu przyszłych teściów, to oni mieli dość nietęgie miny. – Nie dość, że cyrkowiec, nie dość, że obcokrajowiec, to jeszcze trochę starszy od ukochanej córeczki – opowiada. Ale jak już poprowadził swoją wybrankę do ołtarza, tak się z nią i córkami nie rozstaje. Bo cyrk Juremix to właśnie przede wszystkim rodzinne przedsięwzięcie. A jego teść, Jan Turek, znany gorzowski przedsiębiorca, choć może na początku miał minę nietęgą, to dziś jest ukochanym ojcem, teściem i dziadkiem, który wspiera córkę, zięcia i wnuczki jak tylko może. – Bywa, że chce mu się jechać na drugi koniec Polski na nasze przedstawienie, bo się za nami stęsknił. Bez dziadka wiele rzeczy by się nie udało – mówią wnuczki.

Większa część roku w drodze

Cyrk, jak na instytucję o tej nazwie przystało, jest mobilny. Tyle tylko, że konie zastąpiły samochody. Ale ponieważ główną areną występu jest okrągły namiot cyrkowy, to cały czas jest to niemal taka sama trudna i ciężka praca. Bo najpierw trzeba go rozłożyć, zbudować widownię, potem złożyć, załadować na samochody i dalej w drogę. – To prawda, ale prawdziwie ciężka praca to użeranie się z urzędnikami. Bywa tak, że dzwonię, proszę o zgodę na rozbicie namiotu, a jakaś pani w połowie zdania odkłada słuchawkę, bo słyszy cyrk. Ale ja nie odpuszczam i dalej drążę. To wówczas słyszę, że konie będą brudzić – no to mówię, że nie mamy koni. Potem że zwierzęta – na co ja, że zwierząt nie mamy i nigdy nie mieliśmy. No użerać się trzeba – opowiada Jurij Dmitriev.

Państwo Dmitriev od początku wiedzieli, że chcą mieć swój cyrk. – Może to dziwne, ale to mama była głównym motorem, to ona bardzo chciała i dopięła swego – opowiada Sonia. I tak samo naturalnym było, że dzieci też będą w tym cyrku. A wszystkie trzy córki, bo jest jeszcze średnia Dominika zgodnym chórem przyznają, że innego życia sobie nie wyobrażają.

Renata Turek-Dmitriev jest nominalnym szefem rodzinnego cyrku. W spektaklach występuje w różnych rolach – robi bańki mydlane, występuje w numerach z mężem, a jak cyrk rusza w drogę, to zasiada za kierownicą jednego z samochodów, którymi wozi się sprzęt.

Do szkoły codziennie gdzie indziej

Pytam Nelly, jak wygląda jej dzień. – Normalnie. Chodzę do szkoły, występuję w cyrku – odpowiada rezolutnie. Ale okazuje się, że to chodzenie do szkoły to nie jest takie zwykłe. – Jak jesteśmy w trasie, to ja codziennie chodzę do innej szkoły. A jak zjeżdżamy na zimową przerwę, to wracam do mojej ukochanej szkoły, czyli Szkoły Podstawowej nr 1 – uprzejmie wyjaśnia. I jak się okazuje, można być dobrą uczennicą z doświadczeniem wielu szkół w trakcie roku szkolnego.

Wędrowny tryb życia cyrku sprawia, że Juremix znają fani tej sztuki w całej Polsce. Mało tego, cyrk ma także fanów, którzy śledzą nowe programy. – Ludzi nas lubią, bo my nie jesteśmy takim typowym cyrkiem, jakich swego czasu było wiele. U nas nie ma zwierząt, nawet clown jest inny – mówi Sonia.

A Jurij dodaje, że choć on jest clownem w swoim cyrku, to nosa na gumkę nie ma, bo nie lubi powtarzać ogranych sztuczek. – Najgorsze, co może być, to powtarzalność i plagiat. No i my tego nie robimy – podkreśla. I właśnie w ostatnim spektaklu sezonu, którym był Circus of Horror, też jest clownem, ale zupełnie innym, bo ubranym w gruby płaszcz i z białą szminką na twarzy.

Widzowie natomiast chwalą to, że spektakl buduje światło i nieliczne rekwizyty, że na scenie występuje rodzina i zaproszeni artyści, że nie ma zwierząt, tylko liczą się ludzkie możliwości, umiejętności, talent, gibkość. I choć spektakl potrafi trwać nawet do dwóch godzin, to i tak nikt nie wychodzi niezadowolony. Większość wraca na kolejne spektakle. Przynajmniej tak jest w Gorzowie, gdzie mieszka rodzina oraz przyjaciele i znajomi całej rodziny.

Milion obręczy

Bez cyrku nie wyobraża sobie życia także średnia córka cyrkowej pary – Dominika. – Bardzo dokładnie się o tym przekonałam, kiedy miałam poważną kontuzję, złamany kręgosłup i przez cały rok musiałam pauzować. To było okropne – opowiada śliczna blondynka, choć na potrzeby ostatniego spektaklu także oszpecona strasznym makijażem scenicznym. I dodaje, że cała rodzina tak ma, lubią swoją pracę, lubią być ze sobą, co więcej, raczej nie wyobrażają sobie, że mieliby robić coś innego.

Dominika Turek-Dmitriev prezentuje się w numerze z obręczami, który przyniósł jej półfinał w Mama Talent

To właśnie Dominika oczarowała zarówno jurorów, jak i widzów programu Mam Talent, kiedy na scenie żonglowała mnóstwem obręczy. W tym roku zresztą wystąpiła w Mam Talent po raz drugi, równo w dziesięć lat po swoim pierwszym występie. Jej program entuzjastycznie oceniała jurorka Agnieszka Chylińska. – Zajęłam czwarte miejsce w półfinale i uważam, że jest to sukces – mówi. A kiedy patrzę na szczupłą i niezbyt wysoką dziewczyną, nie wiem, jak ona to robi, kiedy ma na sobie te wszystkie obręcze.

Z Michałem Wiśniewskim też

Spektakl, który zamykał tegoroczny sezon, czyli upiorna opowieść z wampirami zatytułowana Circus of horror, był współpracą z Michałem Wiśniewskim, liderem Ich Troje. – Znamy Michała od lat, kilka razy współpracowaliśmy w jego projektach. Dlatego też zrobiliśmy ten spektakl razem – mówi Jurij Dmitriev. I dodaje, że cyrk jest gotów do współpracy z różnymi artystami, ale pod warunkiem, że to będzie coś ciekawego i na poziomie. I od lat są wierni tej zasadzie. W ich spektaklach pojawiają się finaliści Mam talent, ale także artyści spoza granic, bo po latach występów w Niemczech a nawet w Laponii Yuremix ma bardzo wiele kontaktów z zawodowymi cyrkowcami.

Jurij Dmitriev i Renata Turek-Dmitriev – clown i cyrkówka, czyli twórcy Cyrku Juremix

I właśnie ów poziom powoduje, że Juremix ma poważanie wśród innych. Na ostatni spektakl Juremixu z bukietem i upominkiem przyjechali właściciele Cyrku Metropol z Sosnowca. – Przecież to znakomita ekipa. Dlatego tu jesteśmy – mówili.

Widzów przyciąga magia

Wczesny listopadowy wieczór, ale już ciemno. Z centrum Gorzowa w kierunku rozświetlonego okrągłego namiotu ciągną widzowie. Upiorna Dziewczynka ma frajdę w straszeniu, zwłaszcza młodszych, ale z ochotą staje do zdjęć, a chętnych do wspólnego zdjęcia wcale nie brakuje. Podobnie jak wielu chętnych chce się fotografować z Jurijem i pozostałymi córkami.

Sonia Turek-Dmitriev, Michał Wiśniewski i Dominika Turek-Dmitriev w spektaklu Circus of horror

Widzowie zatrzymują się na widok rozstawionych zniczy, bo to przecież element upiornego spektaklu. Co niektórym ciarki latają po grzbiecie, kiedy co i rusz z rozstawionych głośników rozlegają się upiorne odgłosy. – Tak ma być. Jak cyrk i upiory, to właśnie tak ma być – mówią gorzowianie.

Zbliża się 18.00, czas zacząć spektakl. Pałatki namiotu się zamykają. Na kolejne wydarzenia Juremixu trzeba poczekać do wiosny. I fani, których ten cyrk ma, mówią, że poczekają, bo co mają robić.

Renata Ochwat

Fot. Archiwum Cyrku Juremix