W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Amelii, Dobromira, Leonarda , 30 marca 2020

Gdzie zamieszka Cygan musi być pięknie

2020-03-04

Edward Dębicki  4 marca świętuje swoje 85 urodziny. Ten znakomity muzyk, kompozytor i animator kultury romskiej całe swe dorosłe  życie związał z naszym miastem.

medium_news_header_27109.jpg Fot. Emilia Wójcik Edward Dębicki na scenie z zespołem Terno

Przy okazji tak godnego jubileusz przypominamy rozmowę z E. Dębickim, która ukazała się na naszych łamach w 2015 roku:

Z Edwardem Dębickim, muzykiem i kompozytorem, założycielem zespołu Terno i organizatorem festiwalu Romane Dyvesa, rozmawia Ryszard Romanowski.

- Czy festiwal Romane Dyvesa rzeczywiście w tym roku mógł się nie odbyć?

- Festiwal był zagrożony, mimo że odbywa się już od 25 lat i wszędzie kojarzony jest z Gorzowem.  Przykre, że impreza bardziej jest znana na świecie niż w naszym mieście. To jest taka ciuciubabka. W Gorzowie gdy mówię Romane Dyvesa niektórzy urzędnicy pytają: - a co to jest? To jest śmieszne. Jestem upartym człowiekiem, nie robię tego  festiwalu dla poklasku tylko aby utrwalić to co przemija.  Jak festiwal organizowałem po raz pierwszy myślano, że fantazjuję. W tym roku ludzie pytali co będzie z Romane Dyvesa. Ludzie potrzebują tego festiwalu i nawet ci, co na niego nie chodzą czują, że jest to coś wielkiego.  Mówili abym na nic nie zważał, tylko robił kolejną imprezę.

- Urzędnicy jednak mieli inne priorytety?

- Zamiast dbać o to, co od lat interesuje ludzi i promuje miasto, wymyśla się różne promocje i topi w nich wielkie pieniądze. Tymczasem nie przynoszą one żadnych efektów, ani zainteresowania ludzi. Kto pamięta o jakiś autobusach promujących województwo, czy o innych dziwnych poczynaniach.

 - Kultura cygańska od zawsze związana jest z Gorzowem. Przyznam jednak, że słuchając niektórych zespołów na festiwalu nie mogłem odnaleźć znanego mi folkloru.

- Ja jestem propagatorem lub jak niektórzy mnie nazywają strażnikiem kultury cygańskiej. Moim obowiązkiem jest podawać ludziom różnego pokroju pełną paletę muzyki cygańskiej. Można w niej znaleźć i tę tradycyjną muzykę, i te falbaniaste spódnice i muzykę taborową. My jesteśmy przyzwyczajeni do folkloru polsko – rosyjskiego,  a najbardziej rosyjskiego. Rosyjscy cyganie są chyba najbardziej muzykalni. Warto tu zwrócić uwagę na różnicę w znaczeniu słowa akademicki. W Rosji to synonim najwyższego mistrzostwa. W Polsce znaczenie jest nieco inne. Rosyjscy Cyganie na Romane Dyvesa są akademiccy w rosyjskim znaczeniu. Polskich można porównać czy do Rosjan czy Ukrainców. Tam jednak jest bardzo rozśpiewany naród, a tutaj, jak śpiewali to takie piosenki trochę śmieszne np.: Ja twojemu Maćkowi będę dawała…. I tak dalej z komiczno – erotycznym klimatem.

Ściągam zespoły z różnych stron świata. Cygański folklor bałkański ma naleciałości bałkańskie, tureckie. Goran Bregowicz dużo z tego skradł, ale trzeba przyznać, że bardzo spopularyzował ten odłam muzyki cygańskiej. Cyganie z różnych krajów mają miejscowe naleciałości, co wyraźnie słychać w ich muzyce. Gdy sprowadziłem zespół bałkański i jego członkowie zaczęli tańczyć w szarawarach do swojej muzyki, to niektórzy widzowie pytali mnie co to ma wspólnego z folklorem.   Jest to folklor, muzyka wykonywana w tamtych stronach od dziesięcioleci, którą trzeba pielęgnować i zachować dla przyszłych pokoleń. Był również cygański zespół jazzowy. Być może jednak pasowałby on lepiej do klubu jazzowego niż do tego festiwalu. Z prostego powodu. Widz idzie na festiwal folklorystyczny, a nie jazzowy i może być zupełnie nieprzygotowany do odbioru takiej muzyki. Na scenie festiwalowej i tak jest bardzo szeroka różnorodność. Był zespół z Argentyny, Serbii, była Edyta Gepert i wielu innych. Cygański zespół raperów robił furorę wśród młodzieży. Było to dla wielu ogromne zaskoczenie, że można połączyć tradycyjną muzykę cygańską z najnowszymi trendami muzyki popularnej.

- Wśród wszystkich narodów to właśnie Cyganie dostali szczególny dar, że są tak umuzykalnieni?

- To fakt. Cyganie są jednak leniwymi ludźmi. Są bardzo zdolni, ale zdolności trzeba poprzeć pracą, a tego po prostu się nie chce.  W mojej gałęzi rodziny Wajsów byli bardzo  pracowici ludzie. Dziękuję Bogu, że urodziłem się w tak wspanialej rodzinie. W czasach mojej młodości prawie jedna trzecia rodziny umiała pisać i czytać, a w innych taborach był cmentarzyk, wszyscy podpisywali się krzyżykami. U nas nauka przechodziła z dziada na ojca. W moim rodzie były szlachcianki gdzieś po drodze wżenione w znakomite rody.

- Wspomnijmy więc Kresy, a szczególnie Kałusz,  miasto w którym pan się urodził.

- Kałusz pamiętam jak przez mgłę. Jakiś domek, rzeczka, mostek. Pamiętam miłe rzeczy, ale również wojenne tragedie, takie jak egzekucje. Kałusz to takie miasteczko, jak w dzisiejszej Polsce Wieliczka. Są tam ogromne kopalnie soli. Moje marzenie może uda się w tym roku zrealizować i odwiedzić miejsca, w których mieszkałem podczas wojny. Nawet wczoraj przeglądałem ukraińską mapę i próbowałem je odszukać. Niestety nie jest to łatwe, bo pozmieniano nazwy miejscowości.

- Zapewne miłe wspomnienia przyćmione są tymi wojennymi. W tych stronach przecież wydarzyły się największe zbrodnie Niemców, banderowców i sowietów.

- Partyzantka polska i rosyjska sprzyjała nam i pomagała. Zresztą partyzanci chowali się w lasach tak samo jak my. Natomiast z rąk Niemców i banderowców na Wołyniu zginęła duża część mojej rodziny. Zamykali nas w gettach i mordowali zarówno jedni jak i drudzy. Po tej wojnie wracać tam jest bardzo trudno. Pamiętam, że jako dziecko prowadzony przez ojca za rączkę, przeskakiwałem przez pomordowanych ludzi.  Widziałem jak mordowano kobiety. Piłowano je piłami.

- Te wspomnienia są ciągle świeże, mimo upływu tylu lat?

-Teraz, w starszym wieku odczuwam to bardziej niż za młodu. Kiedyś goniło się tu i tam, kopało piłkę i czas jakoś płynął inaczej, łatwiej było zapomnieć o tym co działo się jeszcze wczoraj. Teraz, gdy piszę wspomnienia to wszystko powraca.

- Dlatego zaczął pan pisać książki?

- Teraz piszę książkę o dawnych czasach. Powstają różne mity i z prawdy mało co zostanie. Każdy dodaje coś zmyślonego  i cała Polska będzie znała nieprawdziwą historię.

- Dotyczy to również Bronisławy Wajs, znanej  jako Papusza?

- Oczywiście. Papuszę dobrze znałem, bo to przecież moja ciotka. Obawiam się, że ona już od samej młodości była nerwowo chora. Stale robiła jakieś wygłupy, przez które wszyscy mieliśmy później kłopoty. Nie była ona taka idealna, jak teraz się pisze. Byli lepsi od niej, jak chociażby jej brat. Ona była bardzo śmiała i trochę niepoczytalna. No, ale Ficowski zrobił z niej największą poetkę a większość wierszy sam napisał.

- Czyli książki o niej i zapowiadany film nie zawierają prawdy?

-Teraz pisze się zupełną nieprawdę. Niedawno rozmawiała ze mną pani, która napisała książkę o Papuszy. Siedziała w tym samym miejscu co pan i słuchała. Napisała rzeczy nieprawdziwe, o których nie powinno się pisać chociażby dlatego, że uderzają w tabu naszego rodu. Jeżeli opisuje, że mój wujek uderzył Papuszę tak, że ona zemdlała, a później całował jej stopy, to jest coś wbrew wszystkim  zwyczajom. Nie można robić czegoś takiego, bo ten człowiek jest potem skalany. Zresztą Papusza miała bardzo rozbujane wizje. Była mitomanką. Nie powinno się o takich rzeczach pisać, nawet jeżeli Papusza pisała o tym w swoim pamiętniku.

- Jak to się stało, że z dawnego życia taborowego wyrósł tak wykształcony muzyk jak pan?

- W 1953 przyjechaliśmy tutaj, a niedługo później zabroniono jeździć taborami. Ja w 1963 poszedłem do szkoły muzycznej. Wujkowie i Papusza się pokłócili i pojechali zamieszkać do Nowej Soli i Żagania, a ja byłem tym Gorbaczowem, który pierestrojkę zrobił.

  - Zmienił sposób życia?

- Tak. W tym czasie nie było jeszcze nakazu, aby osiedlać się gdziekolwiek na stałe. Wujkowie chcieli mieć akordeonistę w orkiestrze taborowej. Nauczyli mnie grać, ale to mnie nie zadowalało, chciałem nauczyć się o wiele więcej. Dlatego poszedłem do szkoły muzycznej. Do grania w taborowej orkiestrze zupełnie nie było to potrzebne.

- Mówi się o Cyganach i Romach. Czy jest między nimi jakaś różnica?

- Ja nie jestem zwolennikiem określenia Rom dlatego, że jestem przyzwyczajony z dziada pradziada do słowa Cygan.  Uznano, że kojarzy się ono z jakimś krętactwem, nieróbstwem ogólnie rzecz biorąc z negatywną postacią człowieka. Wymyślono więc słowo Rom. Wymyślili to młodsi Cyganie. Słowo Rom przetłumaczone na polski to nic innego jak Cygan. Jak pan powie Cygan to też nikt się nie obrazi. Redaktorzy wahają się jak mówić, a można tak i tak. Młodsza generacja bardziej jest za określeniem Rom i ja też czasami go używam. Jak chcą, niech mają. Życie ciągle goni do przodu.

- Jeżeli mówimy o Cyganach, to trudno nie zapytać o tajemnicze umiejętności cynowania. Fachowcy twierdzą, że nawet najnowsze technologie nie potrafią zastąpić cygańskich kotlarzy a cygańska patelnia przewyższa jakością wszystkie najnowsze produkty.

- Nie była to moja profesja ale interesowało mnie wszystko. Nauczyłem się jednak pobielania patelni i przeróżnych konstrukcji. Wiem na czym to polega.

- Na czym?

- Jest to nasza słodka tajemnica. Rzeczywiście dzisiejsza technika robi wszystko, ale nie potrafi zrobić tego co robi się od wieków ręcznie. Nie da się przy jej pomocy zrobić tego co Cygan cierpliwie i starannie robi ręcznie. To tak samo jak w poezji. Nie robi się tego tak hurtowo jak np. kładzie  drogę.

- Czy oprócz tworzenia muzyki też pan coś pobielił, czyli pocynował?

- Cyganie przeważnie pracowali w piekarniach. Cynowanie zapewniało wysoki stopień higieny. W Skwierzynie była masarnia i trzeba było pobielić haki. Tam mnie nauczyli to robić. Jak zwykle byłem dociekliwy i chciałem zmodernizować stary sposób. Zawiesiłem hak na kawałku drutu następnie topiłem go w płynnym metalu i wyciągałem.  Dobrze, mówili, ale zobacz tu jeszcze trzeba popracować. Pokazywali przy tym niedopracowane miejsca. Jeszcze modernizowałem technologię, jednak zbyt dużych efektów nie było. W każdym razie nie było to takie proste. Trzeba było bardzo dokładnie przygotować powierzchnie i precyzyjnie nad tym pracować.

- Powróćmy do muzyki. W tym roku zabrzmiały niespotykane dźwięki. Orkiestra z harfami podbiła serca publiczności.

- Pokazaliśmy taborową orkiestrę harfiarzy. Bisowaliśmy kilka razy. Była owacja na stojąco. Ten efekt i brzmienia to nie tylko moja zasługa. Bardzo dobrze współpracuję z dyrektorem Filharmonii Zielonogórskiej. Uzupełniliśmy skład o wiolonczele, altówkę, flet, dwoje skrzypiec i jeszcze kilku muzyków z filharmonii. Oczywiście nie zabrakło muzyków z Terno. Ludzie nie wiedzieli, że tak można grać na harfach.

- Na razie brzmienia te znane są wyłącznie tym, którzy byli na Romane Dyvesa, a muzyka ta mogłaby podbić świat podobnie jak orkiestra Bregowicza. Czy nie chce pan jej upowszechnić?

- Przygotowujemy płytę. Będzie nagrana w profesjonalnym studio. Ciągle poszukujemy sponsora, a ludzie już się dopytują gdzie można ją kupić. Czy widział pan ostatni wideoklip Cygańskie Tango? Jest on ważny bo nakręcony tutaj w najbliższej okolicy. Nie używaliśmy animacji, pająków czy innych chwytów mających podkręcać atmosferę. Wystarczył krajobraz. Na ulicy mnie zaczepiają i pytają gdzie go można zobaczyć. Już mamy zaplanowaną trasę koncertową. Wystąpimy m. in. w Katowicach.

- Rzeczywiście obok piękna cygańskiego tanga widać piękno podgorzowskiego krajobrazu. Zapewne kręcono to niedaleko pana domu.

- Nie trzeba było zbyt dużo szukać. W końcu tam, gdzie zamieszka Cygan musi być pięknie.

- Dziękuję za rozmowę.