W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Emila, Karoliny, Kary , 5 sierpnia 2020

Różanie, kasztanowo, zielono i pięknie

2020-05-24

Wiekowe kasztanowce obramiają nieregularny staw z domkiem dla kaczek na sztucznej wyspie. Obok urzeka aleja platanowa. Najpiękniejszy miejski park od chwili założenia uwodzi rokokową lekkością.

medium_news_header_27685.jpg

- Zawsze tu przychodzę. Jak byłam dzieckiem, przychodziłam z babcią. Jak dorosłam, przychodzę sama, siadam na ławce i oddycham. Nawet zimą tu jestem – mówi Agnieszka Krawczak, gorzowianka od urodzenia. Dla niej i dla bardzo wielu innych ten park, park Wiosny Ludów, nazywany potocznie parkiem Róż, jest największym symbolem Gorzowa, znakiem tego, że i w robotniczym mieście może być pięknie.

Cesarski, miejski, landsberski

Dokładnie 107 lat temu wysoka Rada Miasta Landsberg zdecydowała, że w miejscu wiecznie podmokłej łąki Augusta Kocha i jego siostry Marie powstanie park miejski. Oczywiście, prosto nie było, trzeba było jeszcze trochę gruntu dokupić, trzeba było wymyślić koncepcję parku, ale skoro zapadła decyzja, to z ochotą przystąpiono do kreowania śródmiejskiego parku w samym centrum miasta, którym ten teren zaczął się stawać na przełomie XIX i XX wieku.

Powstanie tego parku, to także zmiana w myśleniu generalnie o zieleni w mieście. Bo do tej pory terenami zielonymi zajmowało się Towarzystwo Upiększania Miasta, a od tej chwili dbanie o parki przeszło w ręce odpowiedniego wydziału landsberskiego magistratu.

Nowy park nazwano patriotycznie imieniem Cesarza Wilhelma domu panującego Hohenzollern.

Jest 1913 roku, za chwilkę wybuchnie I wojna światowa, tak więc sprawy parku uległy spowolnieniu. Nikt za bardzo głowy do zieleni nie miał.

Koniec wojny, abdykacja Wilhelma II, zmiany w Rzeszy, powstanie Republiki Weimarskiej (choć cały czas obowiązywała nazwa Rzesza Niemiecka) – to wszystko spowodowało, że nowy park stracił swego patrona i stał się po prostu Parkiem Miejskim. To po roku 1920 powstało i ukonstytuowało się główne założenie, które czytelne jest do dziś.

Ulubione miejsce spacerów i nie tylko

Miejski park natychmiast stał się ulubionym miejscem spacerów ówczesnych landsberczyków. A ponieważ podmokłe łąki nadawały się na tworzenie zimą lodowiska, tak więc cały ówczesny Landsberg, całe dystyngowane towarzystwo zjawiało się tu, aby sztuki łyżwiarskiej doświadczyć, ale i się również pokazać. Dobrym przykładem tego jest zdjęcie archiwisty miejskiego Karla Vogta, który po lodzie śmiga ze swoją żoną Erną.

Ale park pojawiał się i na miejskich pocztówkach, na miejskich zdjęciach, był świadkiem wielu rodzinnych wydarzeń. Zarówno miasto, jak i mieszkańcy byli bardzo dumni z perełeczki w stylu angielskim, ale z pięknym ogrodem różanym.

Warto dodać, że wizerunki parku pojawiały się także na pamiątkach z ówczesnego Landsbergu – na talerzach, kubkach, obrazkach.

I co ważne, park otwarty był dla wszystkich mieszkańców, bez względu na ich status materialny czy ułożenie społeczne. Był piękny, ale miejski, czyli wszystkich i dla wszystkich.

Miejski, gorzowski, różany, wiosnoludowy

Sielskie życie Landsbergu zmieniło się radykalnie 30 stycznia 1945 roku. Wówczas to przez miasto przeciągnęła Armia Czerwona w drodze na Berlin, niemieccy mieszkańcy stracili prawo do życia w rodzinnym mieście, zaczynał się polski rozdział. Co znamienne, w całym amoku palenia centrum miasta, bo przecież to one, te przeklęte Niemcy, nie ucierpiała Katedra i… park.

Nowi mieszkańcy szybko oswoili sobie to miejsce. Podobnie, jaki ich niemieccy poprzednicy lubili tu bywać, lubili jeździć na łyżwach, lubili odpoczywać. Zaświadczają to wszystko liczne zdjęcia, jakie zachowały się w prywatnych albumach, swego czasu odkrywanych przez Zbigniewa Sejwę.

Aż przyszedł rok 1964, wówczas to park przeszedł gruntowny remont. Prace trwały trzy lata. Zmieniono wówczas kształt stawu w centrum parku. Na alejkach pojawił się asfalt. Wybudowano betonowe zejścia do stawu, co ułatwiło dostęp, ale też pojawiły się betonowe schody – nowe wejście do parku od strony ronda przy IV Liceum Ogólnokształcącym. Dosadzono sporo nowych roślin. I znów park ściągał do siebie tych, którzy chcieli odpocząć od kurzu centrum, ale nie chcieli z tego centrum wychodzić.

Od początku polskich czasów pojawiła się też kwestia nazwy. Najpierw przejęto niemiecką nazwę, czyli park był po prostu Parkiem Miejskim. Ale bardzo szybko zwyciężyła opcja nazwania go parkiem Wiosny Ludów. Równie szybko gorzowianie ochrzcili go Parkiem Róż, a to od najpiękniejszego zakątka, czyli Rosarium….

Wytworne otoczenie

Park, jak na perełkę i najpiękniejsze miejsce zielone w mieście otaczało eleganckie towarzystwo. Swoje wille mieli tam landsberscy fabrykanci: Carl Jaehne oraz Hans Lehmann – dziś pięknie odnowiona stara siedziba Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej.

Obok willi Jaenhego stoją mieszczańskie kamienice z mieszkaniami wychodzącymi na park – dziś jedne z najbardziej pożądanych miejscówek wśród tych, którzy chcą mieszkać w centrum. Warto dodać, że mieszkania w tych kamienicach rzadko pojawiają się na rynku, a jak już, to błyskawicznie znikają i to za cenę wyższą, niż normalnie.

Kolejna willa, która sąsiaduje z parkiem, to śliczny budyneczek przy ul. Łokietka 37, pierwszy w mieście z garażem dla automobilu. Dość dodać, że przed operacją berlińską w tym budynku swoją siedzibę miał marszałek Georigij Żukow, między innymi dowódca 1 Frontu Białoruskiego, który prowadził bitwę o wzgórza Seelowskie.

A po drugiej stronie słynny Robert Voley wybudował swoją kawiarnię, czyli ni mniej, ni więcej a Wenecję. Wspomnieniem po niezwykłej restauracji jest średnio udany mural na kamienicy sąsiadującej z parkiem.

Ślad w literaturze

Piękny park ma także swoje miejsce w literaturze. Pojawia się naturalnie we wspomnieniach byłych mieszkańców. Ale i fragment poświeciła mu Christa Wolf we „Wzorcach dzieciństwa”. Park pojawia się w tekstach Gotrfieda Benna, poetów Zdzisława Morawskiego, Marka Lobo Wojciechowskiego. O nim pisze także wybitny regionalista Otto Kaplick.

Jakby prześledzić literaturę związaną z miastem, to wielu różnych poetów czy pisarzy wspomina właśnie o tym parku.

Jednak najważniejszą książką o parku jest jego monografia, czyli praca Roberta Piotrowskiego „Stulecie Parku Róż” wydana nakładem zasłużonej Oficyny Kamienica w 2014 roku, której redaktorem jest dr Zbigniew Sejwa. To podstawowe źródło informacji i całej wiedzy o tym miejscu, bogate zarówno w fakty, jak i ikonografię oddającą w najlepszy z możliwych sposobów znaczenie tego miejsca dla byłych i obecnych mieszkańców.

Dziś także jest to ulubione miejsce na spacery. A od kiedy kawiarnia Cafe Costa latem ustawia tam swój ogródek, to miejsce jeszcze bardziej zyskało.

Kasztanowce, platany, miłorząb japoński….. W upalne dnie nie ma lepszego miejsca na spacer, jeśli się nie chce wyjeżdżać z centrum.

Renata Ochwat

Korzystałam z: Robert Piotrowski 100 lat Parku Róż, red. Zbigniew Sejwa, Gorzów Wielkopolski 2014, Kronika Wieku, red. Dariusz Barański i Artur Brykner, Gorzow 2003, Gorzów Wielkopolski – miasto parków i ogrodów, opisali Zdzisław Linkowski i Wincenty Piworun, Gorzów 2000.

Fot. Archiwum 

Park-Roz-2.JPG
Park-Roz-3.JPG
Park-Roz-BN-7.jpg
pr.panarchiwsta.jpg
pr3.JPG
pr4.JPG
pr5.JPG
pr7.JPG