W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Bogusława, Liwiusza, Tekli , 23 września 2020

Kaplica, której już nie ma i pewien duch

2020-06-11

Kończy się remont katedry po katastrofalnym pożarze trzy lata temu. Spod ogrodzenia technicznego wygląda czerwony zarys widoczny w kocich łbach.

medium_news_header_27823.jpg

To kaplica św. Urbana, która rozpala wyobraźnię tych, co lubią legendy.

Kaplicę do świadomości gorzowian, tych zwykłych, ale i tych, którzy kochają niezwykłe historie do życia przywrócili archeologowie, którzy w 1996 roku prowadzili tu badania. Odkryli wówczas pozostałości po kaplicy. W komunikacie dr Małgorzaty Pytlak z Muzeum Lubuskiego można przeczytać, że służby znalazły wówczas:liczny zabytkowy materiał ruchomy zarówno późnośredniowieczny, jak i nowożytny. Odkryto 26 monet, wśród których szczególnie cenne są te najstarsze – połówki dwóch denarów z drugiej połowy XIII wieku oraz brakteaty guziczkowe. Liczne ułamki ceramiki, naczyń szklanych, przedmiotów metalowych, elementy architektoniczne, precjoza, np. złoty wisiorek. Odkryto także szczątki ludzkie. Jeden w całości zachowany pochówek ludzki znajdował się poza kaplicą w wykopie po stronie wschodniej. W trakcie prac wykopaliskowych odsłonięto fragment ławy fundamentowej nawy głównej kościoła

Ówczesne władze planowały nawet przykrycie zarysu kaplicy, która powstała w XIV wieku, szklanym dachem, tak, aby można sobie było oglądać jej pozostałość. Na słowach jednak się skończyło. Na szczęście ośmiokątną budowlę zaznaczono czerwoną, dobrze widzianą cegłą.

Opowieść o miłości

Kaplicę wybudowano w XIV wieku, czyli gdzieś około lat 1300. I leży ona w prostej linii na wprost nieistniejących od dawna murów miejskich Landsbergu. I właśnie z tą, zaznaczoną dziś czerwoną cegłą budowlą łączy się legenda o miłości.

Działo się to w początkach czerwca 1433 roku. Już od kilku tygodni strwożeni mieszczanie słuchali w coraz większym strachu o tym, że przez Europę idzie Bicz Boży, czyli silna, bitna, świetnie zorganizowana oraz tak dowodzona, a przede wszystkim zdeterminowana armia Taborytów, czyli Sierotek. Tak naprawdę to było wojsko husyckie, powstałe po tym, jak król czeski Zygmunt Luksemburski doprowadził do śmierci Jana Husa, przywódcy religijnego bardzo popularnego na terenie Czech. Mimo zakazów, w husyckim wojsku, w Sierotkach służyli Polacy.

Kiedy Taboryci podeszli pod Landsberg, zestrachani mieszczanie zrozumieli, dlaczego mówiono o nich właśnie tak. Sierotki szybko ustawiły obóz, szybko się zorganizowały i zaczęły przemyśliwać, jak tu dostać się do mocno ufortyfikowanego miasta. Przeprawa iście trudna była, bo na drodze do miasta leżała Warta oraz rzeczone mury miejskie. Nijak się nie dało znaleźć sposobu, aby jednak wejść do miasta.

Zaniepokojeni mieszczanie landsberscy popatrywali na Tabor z murów miejskich. Była wśród nich pewna dziewczyna. I to jej wpadł w oko przystojny żołnierz nieprzyjaznej armii. Władysław mu było na imię i był Polakiem. Młodym udało się spotkać. Dziewczyna natychmiast zakochała się w żołnierzu.

A ponieważ z miłości robi się różne głupoty, powiedziała chłopakowi, że pokaże mu tajne przejście, które kończy się w kaplicy św. Urbana, czyli w samym środku miasta. I kiedy wszystko było już omówione, spisek odkrył jeden ze strażników miejskich. Taboryci do miasta nie weszli, dziewczynę pojmano i skazano na śmierć.

Została powieszona na wzgórzu, dziś ul. Grottgera. I jak chce legenda, w mgliste listopadowe wieczory właśnie tam można spotkać błąkającą się dziewczynę w białej sukni, która powtarza, że jest niewinna, bo to wszystko z miłości.

A taboryci po kilkunastu dniach oblegania Landsbergu, bezskutecznego oblegania, pociągnęli dalej na Pomorze.

***

Legenda o Taborytach jest jedną z wielu ciekawostek, jakie dotyczą katedry, najstarszego gorzowskiego kościoła. Jak już remont dobiegnie końca warto poszukać tam szachownicy – do dziś nie wiadomo, skąd się wzięła, dlaczego akurat wewnątrz świątyni i co oznacza. Warto spojrzeć na Belkę Tęczowo, a właściwie trzy belki, poszukać czerwonego brandenburskiego orła czy popatrzeć na zapomniany przez wszystkich obraz z Buczacza.

roch