W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Libuszy, Wacławy, Wacława , 28 września 2020

Do Letniej przychodzili także artyści

2020-08-09

Od rana przy stolikach siedzą stali bywalcy. Nie ma znaczenia temperatura na dworze i pora roku. Tak siedzieć będą na pewno do końca wakacji. Co dalej? Dalej nadal ma tu być lokal.

medium_news_header_28269.jpg

- Tak, jestem w trakcie finalizacji sprzedaży Letniej – mówi Aniela Widera, właścicielka najbardziej znanego w Gorzowie lokalu. Nie chce sprawy komentować, ale mówi, że przyszły właściciel przekonał ją do tego, że nadal ma być w tym miejscu lokal.

Stali bywalcy sączą napoje

Przy stolikach zacienionych ogromnymi parasolami zawsze można spotkać tych samych ludzi. Bywa pani Irenka, która już odchowała dzieci, a teraz lubi umalować oczy i zasiąść przy stoliku. Przychodzi pan Franek, którego żaden inny lokal nie interesuje, bo zresztą i innych w Gorzowie dla ludzi takich jak on nie ma. – Sama powiedz, gdzie można zjeść śledzika i napić się wódeczki tak, żeby ludzie na ciebie nie patrzyli jak na głupka – mówi pan Franek, z którym znamy się jeszcze z podstawówki. I sam po chwili dodaje, że nie ma takiego lokalu nigdzie i takiej pani Ani nie ma. I absolutnie nie chce słyszeć, że lokal idzie na sprzedaż i ma tu się coś zmienić.

Bywalcy Letniej to przede wszystkim ludzie starsi, którzy lubią się bawić, tańczyć albo zwyczajnie pobyć ze sobą. Są to ludzie w wieku przeważnie od 60 do nawet i 90 lat. Mówią, że nie ma dla nich innych lokali w mieście, dlatego przychodzą tu. Tłumaczą, że te inne są nowoczesne, ładne, dla młodych, ale oni tam się źle czują. A tu mają klimat ze swojej młodości.

W Letniej życie twa od rana. Koś przychodzi poczytać gazety, ktoś zaczyna dzień od kawy. Pani Ania zna stałych bywalców i wie, że ktoś pije kawę sypaną w szklance, a ktoś inny rozpuszczalną. Po południu przychodzą ci, co wychodzą z pracy, tak na chwilę, żeby odetchnąć albo coś zjeść. A w weekendy przychodzą dla zabawy i wtedy jest pełno. Trafiają tu ludzie, którzy nie mają już bliskich, bo wdowcy. Ale bywają też i ci, których rodzina nie chce akceptować. Przychodzą także i ci, co domów nie mają. I jak się patrzy na tych ludzi, to oni są szczęśliwi, uśmiechnięci. Jest sens prowadzenia takiego lokalu.

Zapowiadała to już od jakiegoś czasu

O tym, że być może sprzeda Letnią pani Ania mówiła już od jakiegoś czasu. Co prawda, nikt w to za bardzo nie wierzył, no bo jak to – Gorzów bez Letniej? Letnia bez pani Ani? Ale dokładnie trzy lata temu Aniela Widera mówiła o tym, że nie wie, co dalej z lokalem będzie, bo ona sama przechodzi na emeryturę, a rodzina raczej się nie kwapi, aby kultowy lokal przejąć.

Dlatego informacja, która pojawiła się pod koniec lipca dla niektórych zaskoczeniem nie była, choć bywalcy nie traktują jej jako prawdziwą. Sama właścicielka więcej komentować swojej decyzji nie chce. – To, co miałam do powiedzenia, już powiedziałam – kwituje, ale dodaje, że zdecydowała się na sprzedaż, ponieważ oferent chce tu dalej utrzymać lokal. Ma zamiar go odnowić, może unowocześnić. Pani Ania zdradza tylko, że do końca sezonu Letnia jeszcze pokieruje.

To była artystyczna przystań

Aniela Widera prowadzi Letnią od 1988 roku. I to w jej czasach do Letniej przychodzili artyści. Bywali tu aktorzy Jerzy Paukszta, Marek Pudełko, Alik Maciejewski, Kuba Zaklukiewicz. Bywał malarz Bolesław Kowalski, poeta Kazimierz Furman, pan Mieczysław Rzeszewski, pisarz Witold Niedźwiecki, naczelnik wydziału kultury Janusz Słowik, pan Mieczysław Wachnowski też tu zaglądał. Hieronim Świerczyński, który zresztą żartował, że na cmentarzu Aleja Zasłużonych to aleja wiadomej firmy i on po śmierci się tam nie da pochować. Muzykę na żywo grał Leszek Serpina.

Do Letniej artystów, ale i nie tylko ściągało kilka rzeczy – dobre jedzenie, klimat, osoba właścicielki oraz i to, że nigdy tu nie dochodziło do żadnych burd czy awantur. Wystarczy bowiem do dziś, że właścicielka popatrzy na tych, co się ewentualnie do rozróby szykują i po drace.

Próby reanimacji

Kilka lat temu grupka najmłodszych artystów wpadła na pomysł, aby trochę odmłodzić klientelę Letniej. W czasie Reggae nad Wartą zrobili koncert. Potem był Bombay Party i kilka innych akcji artystycznych robionych gównie przez Marcina Ciężkiego i ludzi z nim zaprzyjaźnionych. Ale nie przełożyło się to na wymieszanie klientów. Stali bywalcy patrzyli na te próby z uśmiechem, ale jakoś specjalnie się w te zabawy nie włączali.

Młodzi też tu nie zostali, odeszli do swoich klubów i swoich miejsc. Nie udało się przekonać nowych, starzy pozostali. – Dziś jeśli trafia tu ktoś nowy, to za sprawą bywalców. I albo złapie klimat, albo nie – mówi pani Irenka, która w letniej bywa od wielu już lat.

Nie może być bez Letniej

Na razie w lokalu jest tak jak zawsze. Ktoś pije kawę, ktoś piwo, ktoś je śledzia, ktoś schabowego. Zwolna schodzą się bywalcy, dla których dzień bez Letniej się nie liczy. Nie myślą na razie, co będzie, jak Letnią przejmie nowy właściciel. – Może się nic nie zmieni? Może dalej będzie to nasza Letnia? – mówią.

Zmiany mają się zacząć jeszcze w tym roku. I tylko niektórzy już się ich boją.

roch