W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Augustyny, Łukasza, Urbana , 30 października 2020

Zabrakło Kuny, wybudowali swoją łódkę

2020-09-22

Nowa, jeszcze bez nazwy, ale podobna do kuny łódka ma 14 metrów długości i tylko 20 cm zanurzenia. I nie byłoby w niej nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ręki do jej budowy dołożył znany gorzowski rzeźbiarz.

medium_news_header_28612.jpg

- Zabrakło Kuny, bo przestala pływać, więc postanowiliśmy wybudować sobie własną łódkę – mówi Andrzej Moskaluk, na co dzień znany bardzo gorzowski rzeźbiarz, autor wielu rzeźb w przestrzeni miejskiej, kiedyś załogant Kuny, a dziś – jeden z trzech twórców najnowszej jednostki pływającej, która ma zastąpić Kunę.

Zaczęło się trzy lata temu

Wszystko ma swój początek jakoś tak trzy lata temu. To wówczas trzech ludzi – właśnie Andrzej Moskaluk, który mówi o sobie, że był do ciężkiej roboty, kapitan Ryszard Andrzejewski, który był od całej logistyki związanej z tym, żeby łódka pływała, była bezpieczna i miała wszelkie homologacje wymagane przez urzędy żeglugi śródlądowej oraz Tadeusz Żygański – specjalista od różnych koniecznych układów, zdecydowało, że dość gapienia się na rzekę, pora znów na nią wypłynąć.

Pytanie – tylko czym? Można kajakiem, można tratwą, można kanadyjką, ostatecznie nawet na materacu, ale jak się dużo czasu spędziło na Kunie, lodołamaczu przywróconym do życia przez nieżyjącego już kapitana Jerzego Hopfera, ale i pana Ryszarda, to pływanie na byle czym zwyczajnie nie smakuje.

To wówczas zapadła szalona z perspektywy czasu decyzja – budujemy swoją. – Kuna może rzadko pływać, bo ma takie a nie inne zanurzenie, nie wiadomo, czy jeszcze kiedyś wypłynie, dlatego panowie zdecydowali się na barkę, płaskodenną łódkę, która da radę – tłumaczy Agnieszka Kopaczyńska-Moskaluk, dziennikarka i jednocześnie żona Andrzeja Moskaluka, która była obecna przy budowie łódki, która na razie nazwy nie ma, ale już stoi w macierzystym porcie, czyli w nowiutkiej marinie w Santoku.

Miała być podobna do Kuny

Kiedy się patrzy na dzieło trójki zapaleńców, od razu rzuca się w oczy podobieństwo do Kuny. – Zależało nam bardzo, żeby miała kształt taki z przełomu XIX i X wieku, taki klimat. I tak ją właśnie budowaliśmy – mówi Andrzej Moskaluk.

Nowa jednostka pływająca jest nowa – oznacza to, że została wybudowana od podstaw, bez opierania się o jakieś wcześniejsze. Zapaleńcy musieli kupić wszystko, co potrzebne i gdzieś ją zbudować.

Za suchy dok posłużyła posesja przyjaciół. Przy pracy szkutnicy spędzali każdą wolną chwilę. I efekt jest niezwykły. Stylizowana na stary parowiec lub lodołamacz łódka ukradnie serce każdemu, kto pamięta rejsy Kuną po Warcie. Ma 14 metrów długości, 3 metry szerokości, zanurzenie wynosi 20 cm, więc nawet na upartego po wodzie do kolan popłynie. Na pokładzie jest miejsce dla 12 osób i trzech załogantów. Za sterami stanie pan Ryszard, którego to już czwarta jednostka w życiu. Andrzej Moskaluk żartuje, że jemu przypadnie jak zwykle zaszczytna funkcja załoganta.

Po chrzcie w wielki rejs….

Choć najnowsza jednostka jest już gotowa do pływania, ma wszelkie niezbędne dokumenty, to brakuje jej imienia… - Będzie chrzest, na pewno. Już mamy wybrane imię, ale do chwili chrztu nic nie będziemy zdradzać – mówią wilki rzeczne.

Już wiadomo, że nowy stateczek będzie można wynająć na rejs po Warcie lub Noteci. – A jak się pamięta, ile ludzi pływało na niedzielnych rejsach Kuną, jesteśmy pewni, że i nasza łódka się przyjmie – mówią budowniczowie.

Nowa łódka może wypływać w rejsy różnej długości – po Noteci czy po Warcie, a jak się uda, to może nawet pokona Wielką Pętlę Wielkopolską. – Wszystko jest możliwe. Trzeba tylko chcieć – mówią twórcy łódki, która już zdążyła zrobić furorę podczas otwarcia mariny w Santoku.

roch