W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Adeli, Felicyty, Klemensa , 23 listopada 2020

Przez Gorzów przeleciał rajski ptak

2020-11-02

W czasach polskiego Dzikiego Zachodu na nowe ziemie, które trafiły się Polsce zaglądali ciekawi ludzie. Tak też było i z Gorzowem. Takim rajskim ptakiem była Mary Didur-Załuska.

medium_news_header_28964.jpg

Wiadomo, że była więziona w Ravensbrück. Wiadomo, że podczas występu ktoś postrzelił ją w nogę. Wiadomo, że była córką legendy polskiej wokalistyki – Adama Didura – bas. No i wiadomo, że na krótko zawitała do miasta nad Wartą, które właśnie stało się polskie. Po prostu Mary Didur-Załuska.

Krótko, ale z przytupem

Tak właściwie nie bardzo wiadomo, jak długo Mary Didur-Załuska była w Gorzowie. Kilka tygodniu? Kilka miesięcy? Rok? Półtora? Maksymalnie półtora roku, choć to też jest wątpliwe. Choć była tu krótko, to dość mocno zaznaczyła się jej obecność. I choć wówczas było to mocno, dziś zaledwie nieliczni, bodaj tylko regionaliści o tej obecności pamiętają.

Co wiadomo na pewno? Na pewno wiadomo, że trafiła tu z Ravensbrück, w którym siedziała jako więźniarka. Ale czy przyjechała tu transportem, który miasto Gorzów wysłało do obozu, aby zabrać ciężko chore kobiety i mężczyzn na rekonwalescencję, czy też może sama przyjechała – tego na pewno dziś nikt nie stwierdzi.

Wiadomo, że zaangażowała się w samorząd artystyczny. Bowiem 22 października minęło dokładnie 75 lat od chwili, gdy powstał Związek Zawodowy Pracowników Sztuki; do związku tego należeć powinni wszyscy malarze-plastycy, artyści dramatyczni oraz muzycy – pisała „Ziemia Lubuska”. W skład tymczasowego zarządu weszli: Romediusz Juszkowsk – przewodniczący, Alfred Kulewicz – sekretarz, Irena Zielińska (1915-2001) – skarbnik, Mary Didur-Załuska (1905-1979) i Edward Krzymowski – członkowie zarządu; był to czwarty związek zawodowy w mieście, pierwsza reprezentacja artystów.

No i wiadomo, że na pewno występowała w różnych miejscach w mieście. Warto przytoczyć taką oto notatkę: „Głos Wielkopolski” z 25 lipca 1945 r. „Dyrektorowi Teatru w Gorzowie (Adamowi Raczkowskiemu) udało się znaleźć zbiór nut, zawierających najsławniejsze symfonie wielkich mistrzów muzyki operetkowej i opery, łącznie z mało znaną u nas partyturą «Quo Vadis» - Nowowiejskiego”. Jak podaje Zofia Nowakowska - wraz z nim przybyły do Gorzowa dwie tancerki-solistki: Urszula Wojtkowiak (późniejsza jego żona) i Bożena Puchalska. Cała ta czwórka, do których dołączyła Maria Didur-Załuska, występowała ze swoim programem na terenie miasta. Drugi zespół artystów w osobach: Irena Zielińska - konferansjerka, Remigiusz Juszkiewicz - akompaniator i także Maria Didur-Załuska koncertował dwa razy w tygodniu w kawiarni „Polonia”. Choć praca kulturalna wspomnianych zespołów była krótka (do września 1945 r.) i mało znana obecnemu społeczeństwu Gorzowa, to jednak ze względu na warunki i intensywność w jakich była wykonywana - zasługuje na wspomnienie. Maria Didur-Załuska Po jednym z takich koncertów została postrzelona w nogę i z tego powodu do końca życia miała ją sztywną.

Jak widać, kolorowy ptak dość zaznaczył swoja obecność w polskim Gorzowie.

Egzotyczne korzenie, artystyczna rodzina

Mary, właściwie Maria Didur, po mężu hrabina Załuska urodziła się 27 kwietnia 1905 roku w Mediolanie. Była córką Adama Didura i meksykańskiej śpiewaczki Angeli Aranda-Arellano, siostrą śpiewaczek: Ewy Didur i Olgi Didur-Załuskiej.

Szkołę ukończyła w Nowym Jorku. Głos kształciła we Włoszech. Debiutowała prawdopodobnie w sierpniu 1923 w Krakowie. Występowała na różnych scenach – Lwów, Kraków, Warszawa, Poznań. Były to sceny operowe, operetkowe ale i wodewilowe teatrzyki.

Talent odziedziczyła po rodzicach, a temperament po matce, która nie dość, że utalentowana, to jeszcze przy tym chorobliwie zazdrosna o swego znanego męża. Sama Mary o swego hrabiego aż tak zazdrosna nie była, ale i nie pozwalała mu na romanse za swoimi plecami.

Późniejsze losy

Pod koniec 1945 roku Mary już pracowała w poznańskiej Operze. Śpiewała większe role operetkowe, takie jak: Rozalinda z „Zemsty nietoperza”, ale potem i pomniejsze rólki. Długo utrzymywała się na scenie dzięki artystycznemu temperamentowi i wdziękowi scenicznemu, zgrabnej figurze i długo zachowywanej, egzotycznej urodzie. W Poznaniu obchodziła także jubileusz 40-lecia pracy artystycznej. Wystąpiła wtedy w roli Pani Higgins w „My Fair Lady” i był to jej ostatni, pożegnalny występ. Potem i mieszkała na Wybrzeżu, a w ostatnich latach życia na Śląsku.

Zmarła 21 maja 1979 roku w Katowicach.

Roch

Korzystałam z różnych stron internetowych, zdjęcia z wolne zasoby wiki