W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Kingi, Maryna, Tycjana , 3 marca 2021

Boże Narodzenie to czas magiczny

2020-12-13

Tradycje przy wigilijnym stole przyszły do nas wraz z przesiedleńcami.

medium_news_header_29250.jpg Fot. Archiwum Gorzów jest wielokulturowy, co widać m.in. na tradycyjnej Wigilii Narodów organizowanej w naszym mieście

W Gorzowie i okolicach obchodzi się święta Bożego Narodzenia tak, jak dawniej gdzieś na Kresach, w Małopolsce czy Łódzkiem. Stąd bowiem przyjechali polscy osadnicy na pozyskane ziemie i przywieźli ze sobą obyczaje – w tym świąteczne.

Boże Narodzenie to czas magiczny. Decyduje o tym pora roku, szybko zapada ciemność, trzeba się wspomagać sztucznym światłem. Nierozłącznym atrybutem dla wielu jest choinka, którą się ubiera, a nie przystraja, na stół kładzie się przeważnie biały obrus, a na nim stawia się talerz dla niespodziewanego gościa. Do tego dochodzi jeszcze 12 potraw, które musza się znaleźć na wigilijnym stole. – To jest właśnie magia, ale i stereotyp zakorzeniony głęboko w kulturze – mówi dr Maciej Dudziak, kulturoznawca z Akademii im. Jakuba z Paradyża.

I nawet trudna sytuacja, jaką spowodował Covid 19, raczej tej tradycji nie zmieni. Może tylko zamiast wielkich rodzinnych imprez święta będą bardziej kameralne, spędzane w mniejszym gronie, jak tegoroczna Wielkanoc. Ale nic nie wskazuje, aby Polacy mieli zarzucić tak lubione świąteczne rytuały.

Dr Maciej Dudziak tłumaczy, że takie ustawienie akcentów wynika z tradycji. Ważna jest bowiem bogata obrzędowość Bożego Narodzenia z momentem centralnym i jednocześnie początkiem tych świąt, czyli Wigilią. - Wszak jest paradoksem, że dzień, który właściwie nie jest jeszcze świąteczny, jest jednocześnie początkiem i kulminacją Bożego Narodzenia – mówi naukowiec. I dodaje, że właśnie Wigilia w polskiej tradycji jest najważniejszym momentem tych świąt.

I choć przesiedleńcy do Gorzowa przyjechali z różnych stron, to wypracował się już wspólny model obchodzenia świąt. Wygląda on następująco: wigilia, rodzina, choinka, prezenty. Jednak jak zauważają kulturoznawcy, do tego modelu ostatnio dochodzi nowy element – kolędnicy. Jednak w tym roku właśnie ze wzglądu na pandemię raczej kolędników trudno się spodziewać, choć od kilku lat zaczynali się coraz mocnej wpisywać w świąteczny rytuał – oczekiwany i chciany.

Jeśli popatrzeć na gorzowskie świąteczne stoły, to niemal na każdym znajdą się takie same lub podobne potrawy. I mniejsza z tym, czy dom jest katolicki, ewangelicki, prawosławny lub taki, gdzie religia nie odgrywa żadnej roli. Musi być więc ryba na kilka sposobów, kompot z suszu, ale też pierogi z kapustą i grzybami. – Mało kto sobie wyobraża, żeby ich na wigilii nie było, a to przecież potrawa wybitnie wschodnia – mówi Maciej Dudziak i dodaje, że właśnie takie przejmowanie zwyczajów z innych kręgów nazywane bywa ciepłą agresją. Ciepłą, bo świetnie przyjmowaną, natychmiast uznawaną za swoją. Także kompot z suszu jest potrawą przywiezioną w pociągach jadących z Kresów czy z Podlasia.

Oczywiście, da się spotkać jeszcze domy, gdzie serwuje się kutię, śledzie z rodzynkami czy śliżyki – także potrawy ze Wschodu, ale to już rzadkość.

Gorzów od początku swojej polskiej historii był miastem wielokulturowym. Przyjechali tu bowiem ludzie z różnych stron byłej Rzeczypospolitej, bo z utraconych Kresów, Wileńszczyzny, okolic Lwowa, Stanisławowa, ale też z Wielkopolski, Małopolski czy innych typowo polskich krain geograficznych. Mało tego, przyjechali ludzie o różnych wyznaniach – bo katolicy, prawosławni, grekokatolicy, ale też ewangelicy, wyznawcy różnych innych  religii. Każdy z nich ma swoje tradycje, każdy z nich świętuje po swojemu. Nierzadko bowiem gorzowianie zasiadają do dwóch wigilii – katolickiej i prawosławnej, bo jedno z małżonków jest katolickiego wyznania, a drugie – obrządku wschodniego. – I tylko się cieszyć, że tak jest. Bo to skarb niezwykły. Dwa razy się świętuje – mówi Agnieszka Kaczmarek, która ma taką sytuację właśnie. – Cała rodzina czeka na te święta. Bo podwójne prezenty, ale podwójna, z lekka różna wigilia, każdy to lubi. Nawet czasami najbliższych sąsiadów zapraszam, bo też polubili wschodnie specjały – dodaje.

Właśnie taki układ kulturowy chwalą też naukowcy. Maciej Dudziak dodaje, że mieszkamy na pograniczu polsko-niemieckim, niedaleko mamy Berlin. W samym naszym mieście mieszkają już Chińczycy, Niemcy i jeszcze parę różnych innych grup etnicznych. Nietrudno też zauważyć olbrzymią diasporę ukraińską, która od kilku lat silnie zaznacza swoją obecność. – I taka sytuacja będzie się pogłębia. Im prędzej to zrozumiemy i zaakceptujemy, tym szybciej będzie nam się lepiej żyć. Taka otwartość na nowe, inne spowoduje, że w następnych latach będzie nam tylko lepiej. Bo przecież żyjemy w Europie, która już w części jest bez granic. Ludzie swobodnie się przemieszczają, tak samo obyczaje i tradycje. I nikt tego raczej nie zatrzyma. I trzeba nauczyć się z tym żyć – mówi Maciej Dudziak

Renata Ochwat