W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Małgorzaty, Marty, Nikifora , 22 lutego 2020

Nie jest łatwo podążać za sześcioletnim dzieckiem

2015-03-10

Trzy pytania do pedagoga Alicji Oleksiuk

medium_news_header_10566.jpg

- Dlaczego uważa pani, że polskich sześciolatków nie powinno posyłać się do szkoły?

- Dzieci w wieku 6 lat fizjologicznie  nie za bardzo nadają się do szkoły. Głównie ze względów emocjonalnych, aczkolwiek nie tylko, bo również  ze względu na sferę poznawczą, percepcję słuchową,  zdolność do wysiłku itp.  Jak dadzą z siebie więcej wysiłku, to energetycznie się  napinają. Kiedy się napinają, to zaczynają się bardziej  denerwować, bardziej stresować. Wtedy są pobudzone, niespokojne i wybuchowe. Dzieci współczesne mają coś takiego jak niedojrzałość układu nerwowego.  Nie wszystkie, ale bardzo duża grupa. W związku z  tym  fizjologia powoduje, że nie powinny siedzieć zbyt długo w ławkach. U dzieci do 9 roku życia  rozwija się układ przedsionkowy, czyli część mózgu odpowiedzialna za to, żeby dziecko rozwijało się dobrze ruchowo. Dzieci do 9 roku życia powinny się ruszać swobodnie i tyle ile potrzebują. Ograniczanie tego  w okresie wcześniejszym powoduje, że są niezrealizowane ruchowo i układ przedsionkowy  nie doskonali się. Skutki uboczne są takie, ze dziecko musi się nadmiernie kontrolować ograniczać  swoją swobodę ruchu i  rozwój emocjonalno–społeczny nie przebiega prawidłowo.

-  To dlaczego w większości krajów Zachodu sześciolatki idą jednak do szkoły?

- W większości krajów zachodnich rzeczywiście dzieciaki idą do szkoły w wieku 6 lat. Jednak nie ma tam czegoś takiego jak u nas. Tam nauczyciel podąża za dzieckiem. Jeżeli jakieś dziecko ma ochotę się uczyć to wtedy  się z nim pracuje. Natomiast jak nauczyciele i specjaliści zauważają,  że dziecko ma ograniczenia to pracują z nim w miarę jego możliwości. U nas  niby mamy się do tego dostosować, jednak w praktyce jest to trudne. Dzieci nadmiernie obciążone różnymi wymaganiami nie są gotowe do podjęcia niektórych zadań np. mają słabe rączki, które nie funkcjonują jeszcze dobrze, a muszą wiele wykonać. Szkoła nie pasuje im przede  wszystkim ruchowo, bo muszą parę godzin siedzieć w ławce i nie mają możliwości zaspokojenia potrzeb ruchowych.

- Czy rzeczywiście jest aż tak źle?

 -Są takie zerówki i pierwsze klasy, w których dzieciaki mogą się swobodnie rozwijać. Nauczyciele podążają za dzieckiem, a nie ukrywam, że jest to bardzo trudne do zrobienia.  Potrafią obniżać wymogi, dostosowując je do specyfiki rozwoju dziecka. Zwykle jest nacisk na to, aby  realizować  założone w programie etapy. Zwalnianie tempa, żeby podążyć za dzieckiem daje  dużą szansę, że dziecko  da sobie radę w szkole  i spokojnie będzie realizowało kolejne etapy  edukacji.

rar