W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Anety, Leokadii, Wiesława , 9 grudnia 2019

Trzy pytania do Stefana Piosika, przedsiębiorcy, podróżnika i myśliwego

2012-10-03

medium_news_header_1629.jpg

- Odwiedził pan już wiele krajów, zobaczył niemal wszystkie kontynenty i łatwiej chyba powiedzieć, gdzie pana jeszcze nie było?

- Faktycznie zwiedziłem już kawał świata i nie byłem jedynie w Australii i na Antarktydzie, choć wokół niej już krążyłem. Dobrze poznałem najciekawsze kulturowo i przyrodniczo kraje europejskie, odwiedziłem wszystkie Ameryki włącznie z Alaską i Przylądkiem Horn, byłem na Dalekim Wschodzie i wiele razy miałem okazję poznawać czarną Afrykę. Trochę więc tego było, ale ciągle mi mało. Od dzieciństwa pasjonowały mnie podróże, ciekawiła historia i geografia świata. I tak mi już zostało. Nigdzie jednak nie jadę przypadkowo, nieprzygotowany. Są to czasami  wyjazdy typowo turystyczne, czasami jadę zapolować na jakiegoś zwierza, ale już częściej z aparatem fotograficznym niż z bronią. Bywają też wyprawy na ryby, których u nas się nie złowi. Zawsze jest z tym związane mniejsze czy większe niebezpieczeństwo, ale na ogół bardziej obawiam się ludzi niż dzikich zwierząt, choć groźnie bywało wśród lwów w Czadzie czy pośród stada bawołów w Zimbabwe. Najgorzej wspominam jednak wyprawę na Syberię, gdzie spłoszony koń zrzucił mnie z siodła i mocno się poturbowałem.

- Skoro tyle świata pan zwiedził, zobaczył i posmakował, to pewnie już nic nie jest pana w stanie zaskoczyć, zadziwić?

- O, nie. Świat ciągle mnie zadziwia i to często tam, gdzie najmniej się tego spodziewam. Największy szok przeżyłem w Brazylii, zwiedzając fawele. To olbrzymie osiedla miejscowej biedoty -  te domy zbudowane z odpadów,  blachy, plastiku i kartonów zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Kiedy się ogląda te domy, tych ludzi w dużej części uzależnionych od narkotyków i podatnych na różne patologie, to naprawdę nabiera się respektu i dystansu do wszystkiego. Tam chodzi jedynie o przetrwanie, o nic więcej.

- Nie dosyć, że pan zwiedza świat, poluje, fotografuje, to jeszcze wydaje albumy i książki, organizuje wystawy fotograficzne. Wszystko za własne pieniądze. Naprawdę warto?

- Tylko w ten sposób mogę się podzielić z innymi swoimi radościami, przeżyciami i doznaniami. Dlatego to robię, żeby inni zobaczyli to, co widziałem na własne oczy, dotykałem własnym rękami. Może i oni kiedyś tam pojadą, zachęceni przeze mnie. Poza tym, zawsze to miła pamiątka, czasami dobry pretekst do spotkań i wspomnień.

J. Del.