W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Luizy, Włodzmierza, Zuzanny , 11 sierpnia 2020

Polska nie jest krajem turystycznym

2013-07-19

Trzy pytania do Marka Bucholskiego, prawnika, dziennikarza i podróżnika

medium_news_header_4358.jpg

- Skąd wziął się pomysł na pisanie książek o egzotycznych wycieczkach i wyprawach do Azji, Afryki czy Ameryki Południowej, gdzie jeździsz turystycznie?

- Zawsze lubiłem pisać i opisywać. W szkole średniej trudno mi było zmieścić się w narzuconych przez „panią od polskiego” ramach objętościowych wypracowań. Uważałem, że wypracowanie na 6 – 8 stron, to za mało. Powinno być najmniej czternaście. W czasie studiów, na uniwersytecie, współtworzyłem i redagowałem pismo uniwersyteckie. Prawdziwą „szkołę pisania” przeszedłem jednak pracując kilkanaście lat jako dziennikarz w redakcji „Gromada- Rolnik Polski”. Gazeta, choć nie sztandarowa, ale wielka -  nawet 800 tys. egzemplarzy nakładu - miała za to wielu „sztandarowych” dziennikarzy „zsyłanych” czasami z innych warszawskich redakcji. Przyczyny zsyłki były różne - nie, nie , żadna polityka, żadne kombatanctwo – z reguły niepokorna natura, ostre pióro, a wiadomo – szefowie są różni. Jak w życiu. Słabeuszy się wyrzucało, dobrych się zsyłało. Zajmując się problematyką prawno – ekonomiczną, nie stroniłem i od formy lżejszej, ale – sam jesteś dziennikarzem i wiesz doskonale – wcale nie łatwiejszej – od felietonu. To m. in. zaowocowało moją, bodajże siedmioletnią, współpracą z „Ziemią Gorzowską”, w której i ty pracowałeś. Jako Miś Polarny krytykowałem w mych felietonach politykę „marszałkowskiej” Zielonej Góry wobec Gorzowa. Dziś mam wątpliwą satysfakcję, że miałem rację widząc, jak zmieniono dynamiczny, wojewódzki w latach 1975 – 1998 Gorzów w niewiele znaczące miasto powiatowe z wojewódzkim szyldem. Niestety, degradacja postępuje. W latach 90. Jeździłem dość dużo po Europie. W lekkim, trochę prześmiewczym stylu opisywałem zdjęcia robione na tych wycieczkach. Niejednokrotnie pod zdjęciem był półstronicowy opis, który wywoływał śmiech, zaciekawienie. Żona Ewa, z którą zawsze podróżujemy razem i syn zaczęli namawiać do szerszych relacji. Dołączyli się przyjaciele i znajomi. A że mam spojrzenie na świat więcej niż lekko „z ukosa” i dystansu, to i w mych książkach nie brakuje humoru, przewrotności. Cierpiętnictwa i martyrologii mam dość na co dzień w mediach.

- W Polsce nie ma już dla ciebie nic ciekawego do zobaczenia, do opisania?

- Są miejsca ciekawe. Lubimy jeździć na Kaszuby. Jesteśmy tam co roku. Schodziliśmy Tatry, Pieniny, Beskidy, całe Sudety, ale zaczęło się robić tłoczno. Unikamy tzw. kurortów, tłoku. Na Kaszubach „mamy” zaprzyjaźnioną(!) oborę, a że uwielbiam mleko, to i 3 litry „prosto od krowy” dziennie potrafię wypić. Tam, na Kaszubach, odnajduję atmosferę turystyczną, o którą gdzie indziej dość trudno. Polska nie jest krajem turystycznym. Do gościnności innych narodów bardzo nam daleko. Ale świat się zmienia. Może zatem i tu coś drgnie.

- Masz jakieś swoje ulubione miejsca w naszym mieście, w okolicach Gorzowa, które warto odkryć dla innych?

- Z Gorzowem jestem związany 43 lata, a więc całe moje dorosłe życie. Bardzo mi zależy, by miasto się rozwijało. Gościom z dumą pokazuję Gorzów, a niedociągnięcia tuszuję żartem.

Jestem głęboko przekonany, że „lądując” w woj. lubuskim przegraliśmy swą szansę na lepszy rozwój. Liczę, że słabe województwa, w tym lubuskie, muszą „paść”. Wtedy moje miasto, centrum subregionu, nabierze wiatru w żagle. A miejsca ulubione? Myślisz, że powiem bulwar? Jest piękny. Fakt. Ale przyjaciół Holendrów wożę po lasach. Są zachwyceni. Zauroczyć się też można gminą Bogdaniec, gdzie mieszkam. Te rozległe, nadwarciańskie krajobrazy. Cudo! Stromizny moreny z niesamowitymi lasami do łazęgowania i jeżdżenia rowerem. Droga z Jenina do Racławia niczym górska serpentyna. I „zaczarowane” jeziorko na morenie nad Jeninem, po którym przed wojną pływały łódki. Dziś jeziorko czeka na nowe życie. Mamy w Polsce „zaczarowane” miejsca, ale brakuje nam tego czegoś. Czego? Staram się odpowiedzieć na to w moich książkach.

J. D.

Od redakcji: O samej książce M. Bucholskiego „Podróże dość dalekie”  pisze Krystyna Kamińska na swoim blogu w naszym portalu.