W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Jolanty, Łukasza, Olimpii , 17 grudnia 2017

Bez kreatywności, pasji i oddania niewiele można zrobić

2017-12-05

Trzy pytania do Marka Pospiesznego, byłego urzędnika i działacza odznaczonego przez prezydenta RP Złotym Medalem za Długoletnią Służbę

medium_news_header_20328.jpg

- Od kilku miesięcy jest już pan na emeryturze. Czy w tej sytuacji spodziewał się pan tak wysokiego wyróżnienia?

- Nie, jestem naprawdę mocno zaskoczony. O tym, że coś się szykuje dowiedziałem dwa tygodnie temu. Otrzymałem informację, że w wydziale kultury i sportu jest dla mnie zaproszenie i była prośba żebym je odebrał. Rozumiałbym, gdyby takie wyróżnienie spotkało mnie jeszcze w czasie pracy, a tu niespodzianka przyszła, kiedy już zakończyłem ten etap w życiu.

- Jak długo pracował pan w służbie samorządowej i jak wspomina pan te lata?

- W gorzowskim magistracie pracowałem przez ostatnich 12 lat, ale moja przygoda z tą służbą zaczęła się bardzo dawno jeszcze w Międzychodzie, gdzie zaczynałem pracę w urzędzie. Potem byłem zatrudniony w gorzowskim urzędzie wojewódzkim, dalej w urzędzie marszałkowskim. Były również inne jednostki, jak choćby Okręgowy Związek Piłki Nożnej. W sumie tej pracy zawodowej uzbierało się blisko 47 lat, z czego ponad 30 lat w samej administracji. Powiem szczerze, że praca w samorządzie jest naprawdę ciężka i wypalająca psychicznie. Szczególnie, że zawsze obracałem się wokół sportu, a ta działalność nie zamykała się w ośmiu godzinach dziennie. Dlatego z chwilą, kiedy pojawiła się możliwość przejścia na emeryturę uczyniłem to z zadowoleniem, pozostawiając za sobą jednak miłe wspomnienia.

- Zaczynał pan pracę w administracji w czasach dawnego ustroju. Jakimi cechami trzeba było się wykazać, że poradzić sobie także w obecnych realiach samorządowych?

- Najważniejszą cechą, tak mi się przynajmniej wydaje, jest kreatywność. Jeżeli ktoś da się zaszufladkować, to szybko się wypali i praca biurowa mocno go zniechęci. Bardzo miło wspominam choćby pięcioletnią pracę w urzędzie marszałkowskim. W tym czasie razem z panem Augustynem Wiernickim realizowaliśmy zadanie budowy ośrodka kolonijnego na Długim. Czyniłem to z wielką pasją, dlatego, że zawsze najwięcej radości sprawiała mi praca przynosząca wymierny efekt. Żeby jednak zbudować to czy tamto najpierw trzeba przerzucić trochę dokumentów. Praca biurowa rzeczywiście jest mało interesująca, ale potrzebna. Cieszę się, że uczestniczyłem z pozycji pracownika samorządowego w budowie wielu obiektów sportowych w mieście i regionie. Na picie kawy nigdy nie miałem czasu. Swoją drogą, znam mnóstwo ludzi, którzy przez lata pracy w urzędach pozostawili po sobie trwałe ślady i nigdy nie zostali docenieni. Ja zostałem, dlatego czuję się naprawdę spełniony. Oczywiście, ktoś powie, że każdy wykonuje tylko swoją pracę. Zgoda, ale - jak wspomniałem - bez odpowiedniej kreatywności, pasji i oddania niewiele można zrobić. Naprawdę cieszę się, że efekty mojej pracy, ale nie tylko mojej, bo zawsze działałem w zespole, są w wielu miejscach widoczne. A to, że czasami ktoś nas krytykuje? W każdej społeczności są osoby, którym trudno dogodzić.

RB