W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Darii, Mateusza, Wawrzyńca , 21 września 2018

Nie tylko turyści pytają o pamiątki z Gorzowa

2018-07-09

Trzy pytania do Danela Puczyłowskiego, gorzowskiego księgarza i animatora życia kulturalnego

medium_news_header_22241.jpg

- Czy w księgarni przy Chrobrego można kupić gadżety związane z miastem?

- Oczywiście, można. Od zawsze były widokówki z miastem, ale teraz mamy magnesy, podstawki pod napoje, zakładki do książek. Wszystko z wizerunkami miasta. U nas mamy też pudełka z widokami miasta, ale tych nie sprzedajemy, używamy ich jako wyposażenie sklepu. Kiedyś takie rzeczy związane z pamiątkami z poszczególnych miast można było kupić w salonie Cepelii. Nie ma Cepelii, to my przejęliśmy poniekąd tę rolę.

- Gorzowianie i turyści pytają się o pamiątki z miasta?

- Powiem tak, ludzie, nasi klienci, bo nikogo nie pytam, czy jest turystą, owszem pytają. Modne są magnesy, więc pytają o magnesy. Ale najbardziej pytają o książki związane z Gorzowem. No i tu już zainteresowania i potrzeby są różne. Po pierwsze brakuje porządnego opracowania dziejów miasta, zwyczajnie dobrze napisanej historii – bo tego nie ma. Poza tym przydałby się dobry przewodnik. Najlepszy, jaki do tej pory się ukazał, to książka Krystyny Kamińskiej i Zbigniewa Rudzińskiego, ale ma już ponad 10 lat i trzeba by było to wydawnictwo zaktualizować. No i jeszcze jest zapotrzebowanie na albumy, taki ładne wydawnictwa z dobrymi zdjęciami, bo tego szukają ludzie na prezenty.

- Co trzeba zrobić, żeby zmienić te sytuację braku?

- Trzeba sobie samemu zacząć wydawać lub produkować różne gorzowskiego pamiątki – to oczywiście żart. Ale poważnie mówiąc, to potrzebny jest dobry wydział promocji miasta, który zadba właśnie o takie rzeczy. Bo takowe ma Zielona Góra, Sulęcin też ma się czym pochwalić. A u nas niestety cisza. No i jak było 750-lecie miasta, to owszem, ukazało się sporo książek, ale ze względu na to, że wydawnictwa były dotowane, nie można było ich nigdzie kupić. I to jest właśnie słaba strona. Dotacje – bez nich trudno cokolwiek wydać, ale nie można tego potem sprzedawać. I kółko braku wydawnictw się zamyka. Jeśli chodzi o różne inne przedmioty reklamowe, to na szczęście są producenci, którzy je wytwarzają. Ale podkreślę raz jeszcze, wydawnictwa to duża bolączka, którą należałoby szybko jakoś zaleczyć.

Renata Ochwat