W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Alfreny, Rufina, Wincentego , 19 lipca 2018

Szczęśliwy, że powrócił na podium w Grand Prix

2018-07-10

Trzy pytania do Bartosza Zmarzlika, żużlowca Cash Broker Stali Gorzów

medium_news_header_22250.jpg

- Od kilku tygodni prezentujesz bardzo dobrą dyspozycję, ale brakowało wisienki na torcie w postaci udanego startu w Grand Prix. Czy trzecie miejsce w Hallstaviku to jest ten wynik, na który czekałeś?

- Na pewno jest to bardzo dobry rezultat, który powinien napędzić mnie do kolejnych dobrych występów w tych rozgrywkach. Generalnie wcześniejsze starty nie były jakieś dramatyczne. W Warszawie byłem w półfinale, podobnie jak w Horsens. Na tym drugim torze pojechałem na dziesięć punktów, co nie jest złym wynikiem, jak przypomnimy sobie moje dwa wcześniejsze tam występy. O tym, że po trzech rundach plasowałem się nisko w klasyfikacji zadecydował wyjątkowo kiepski występ w Pradze, w której zdobyłem zaledwie cztery oczka. Gdybym pojechał na kilkanaście punktów byłbym blisko czołówki. Przy czym nie ma co się spoglądać do tyłu, gdyż nic już nie zmienimy. Mnie interesują najbliższe starty. Już myślę o Cardiff.

- W Grand Prix startujesz trzeci sezon z rzędu i każdorazowo zaczynasz ostrożnie, a dopiero od połowy cyklu wrzucasz wyższy bieg. Co stoi na przeszkodzie, żeby od pierwszej rundy jeździć skutecznie?

- Nie najlepsza znajomość niektórych torów. Proszę zwrócić uwagę, że zawsze dobrze mi idzie w Szwecji, bo tu od wielu lat startuję w lidze, znam tory i specyfikę tutejszego żużla. W obecnym speedway'u decydują tak niewielkie niuanse, że trzeba pilnować się na każdym kroku. W sobotę trzy pierwsze biegi miałem kapitalne, a potem straciłem prędkość. Co bieg robiliśmy korekty i ciągle byłem czymś zaskakiwany. Zmiany były naprawdę drobne, ale po trzecim wyścigu nagle motocykl stał się zbyt słaby. Dopiero na półfinał wszystko wróciło do normy. W pierwszym podejściu jechało mi się rewelacyjnie, zaś w powtórce już ciężko. Teraz mogę przyznać, że kiedy bieg ten został przerwany byłem bardzo zły. Naprawdę trudno w tak silnej stawce o ponownie świetny start i odpowiednią koncentrację. Dobrze, że zdołałem na dystansie wyprzedzić Emila Sajfutdinowa. Pamiętajmy także, że na początku każdego sezonu trwa testowanie sprzętu i szukanie optymalnych jego ustawień. Czasami uda się to wykonać szybciej, innym razem potrzeba na to więcej czasu. U mnie na razie to wszystko trwa dłużej, bo ja ciągle czegoś się uczę.

- Turniej w Szwecji pokazał, że Grand Prix może być niezwykle emocjonujące. Czemu tak rzadko możemy oglądać tak ciekawe zawody?

- Każdorazowo duże znaczenie ma nawierzchnia toru. Ta w Hallstaviku była fajnie przygotowana, choć pod koniec zawodów trudno było się przebić z ostatniego pola, które od czwartej serii przestało nieść. Kiedy w wyścigu finałowym puściłem sprzęgło poczułem wibracje i wiedziałem, że nic ze startu nie zrobię. Nikt nie miałby szans wygrania z tego pola, co pokazały wcześniejsze biegi półfinałowe. Dlatego wyjeżdżając do finału tak ustawiłem motocykl, żeby był trochę mocniejszy i wszystko postawiłem na walkę na dystansie. Opłaciło się, bo wyprzedziłem bardzo szybkiego Taia Woffindena. Naprawdę jestem szczęśliwy, że powróciłem na podium w Grand Prix.

RB