W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Franciszka, Kazimiery, Ruty , 21 sierpnia 2018

Musimy zoptymalizować procesy inwestycyjne w mieście

2018-08-08

Trzy pytania do Marty Bejnar-Bejnarowicz, przewodniczącej klubu radnych Kocham Gorzów

medium_news_header_22454.jpg

- Do trzeciego przetargu na remont ulicy Kazimierza Wielkiego zgłosiła się jedna firma. Do tego jej oferta była prawie dwukrotnie wyższa od zakładanej przez miasto. Czy można mówić już o całkowitym załamaniu rynku wykonawcy?

- Myślę, że należy mówić o kilku zjawiskach. Pierwsze - załamanie rynku inwestora, bo to oni mają w tej chwili problemy. Wykonawcy przebierają w ofertach, ale też borykają się ze swoimi problemami. Nie mają pracowników. Oznacza to, że niezbędne jest podniesienie płac oraz doliczenie do ceny inwestycji również obciążeń z tym związanych. Koszty pracy w budownictwie kubaturowym w województwie lubuskim potrafią dojść w ofertach nawet do 55 złotych za godzinę. Standardy oscylują w granicach 30 złotych. Boom inwestycyjny skończy się jednak wraz z zakończeniem perspektywy finansowej Unii Europejskiej na lata 2014-2020. Rynek jest obecnie zależny nie od standardowych cykli, ale od rzutów środków unijnych. Ponadto wstrzymanie programów przez ekipę rządzącą na początku ich kadencji, w celu – jak to określali – uporządkowania spowodowało wstrzymanie inwestycji na prawie rok.

- Czyli, że teraz mamy tak zwany efekt kumulacji?

- Dokładnie. Transport większości materiałów drogowych odbywa się za pośrednictwem PKP Cargo, które najzwyczajniej w świecie nie ma takich mocy przerobowych aby bez kłopotów nadrobić roczny przestój. 100 km transportu materiału TIR-em zamiast koleją, kosztuje tyle co wartość tegoż materiału. No i mamy taką sytuację, że dwa lata temu budowa czy modernizacja drogi kosztowała 8 milionów, a dziś 12. Tak to politycy potrafią sabotować własną gospodarkę.

- To co zrobić, żeby chętnych było więcej, a proponowane stawki nie aż tak wysokie w stosunku do tego co planuje inwestor?

- Ja bym postawiła inne pytania. Może kosztorysy nie są przypadkiem niedoszacowane? Może dokumentacje projektowe nie są wystarczająco sprawdzane przy odbiorze i braki w nich wyłapują dopiero potencjalni wykonawcy? Trudno powiedzieć. Skala dziwactw, jakie obserwujemy w wydziałach odpowiedzialnych za inwestycje i remonty przestaje być śmieszna, kiedy mieszkańcom każe się płacić za to grube miliony. Tak, czy siak, znalezienie winnego nie rozwiązuje problemu. Musimy zoptymalizować procesy inwestycyjne w mieście. Wieloletni Plan Inwestycyjny powiesić na kołku, tam, gdzie jego miejsce, a sporządzić racjonalny i wykonalny program inwestycji. Trzeba uczciwie powiedzieć, że cztery lata tego misz-maszu spowodowało totalny chaos w finansach miasta. Rozmawiamy o milionach na Grand Prix, na Dni Gorzowa, na czekoladki z logo czy samochody dla prezydenta a zaczyna nam brakować na nakładki asfaltowe ulic, z których deszczówka leje się ludziom do mieszkań albo udrażnianie studzienek czy łatanie szkolnych dachów.

RB