W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Dalidy, Juliusza, Łucji , 13 grudnia 2018

Oddzielmy politykę i wybory od codziennej pracy miejskich służb

2018-08-10

Trzy pytania do Jerzego Korolewicza, prezesa Zachodniej Izby Przemysłowo-Handlowej i właściciela firmy inżyniersko – doradczej

medium_news_header_22467.jpg

- Panie prezesie, ostatnio w Gorzowie są ogromne kłopoty z wyborem wykonawców na inwestycje drogowe i do tego, niestety, powoli się przyzwyczajamy. Nikt chyba jednak nie spodziewał się, że do przetargu na budowę Centrum Edukacji Zawodowej i Biznesu przystąpi tylko jeden wykonawca, który do tego zaoferuje ponad  dwukrotność kwoty założonej przez miasto, czyli 139 mln zł.  Czyżby budownictwo kubaturowe także nie posiadało już wolnych mocy przerobowych?

- Niestety tak. Niedawno mieliśmy przetarg na rozbudowę Szkoły Podstawowej nr 20, do którego zgłosił się również tylko jeden wykonawca, które zaoferował stawkę o około 80 procent przewyższającą wyliczenia miasta. Jeżeli chodzi o tak ważną dla Gorzowa budowę jak CEZiB to  wynik przetargu dobitnie pokazuje, że obecnie żaden rodzaj budownictwa nie  narzeka na brak zajęcia. Mam tutaj na myśli także budownictwo drogowe, kolejowe czy wodno-kanalizacyjne. Sytuacja na rynku budowlanym stała się dramatyczna, a wszyscy inwestorzy tylko załamują ręce. Tym bardziej, że nawet jak ktoś już złoży ofertę to oferowane kwoty  znacznie przekraczają wartości kosztorysowe oraz kwoty przeznaczane przez zamawiających na realizację konkretnych zadań.

- Coraz częściej przychodzi nam stawiać pytanie, co robić dalej?  

- Potrzebna jest zmiana filozofii działania  i idące w ślad za tym szybkie, odważne decyzje. Radykalnie należy zmienić zasady kontraktowania i pójść w kierunku podpisywania umów na bardziej partnerskich zasadach niż dotychczas. Trzeba wprowadzić możliwość waloryzacji umów, bo wykonawca nie może być jednostronnie obciążony wszystkimi możliwymi ryzykami wynikającymi z realizacji kontraktu, co zmusza go do windowania ceny, Dalej, trzeba realnie przeszacować przygotowane do realizacji zadania inwestycyjne, wybrać te najważniejsze, a przez to zmienić wcześniej przygotowany plan inwestycyjny. Realizując przykładowo zamiast dwóch inwestycji tą jedną, ważniejszą należy starać się uzyskać zgodę od jednostki zarządzającej o przeniesienie na nią środków z zaniechanego tytułu. W tak trudnej sytuacji lepiej zrobić jedną rzecz, ale szybko i dobrze niż rozgrzebać dwa place budów i nie zrobić de facto nic. Pamiętajmy, że przed nami jeszcze co najmniej dwa lata realizacji inwestycji opartych na unijnych funduszach z obecnej perspektywy finansowej 2014-2020. I obecna sytuacja może się tylko pogłębiać, a nie poprawiać. Dlatego tak ważna jest zmiana sposobu działania, a nie tylko narzekanie i rozkładanie rąk.

- Nie obawia się pan, że w obliczu zbliżających się wyborów samorządowych, tym samym czekającej nas kampanii wyborczej nikomu nie będzie w głowie zastanawianie się nad zmianami mającymi prowadzić do poprawy sytuacji wykonawców?

- Nie ma innego wyjścia. Jeżeli chcemy w Gorzowie w najbliższych dwóch latach zrealizować kluczowe inwestycje to musimy oderwać się od codziennej polityki, od kampanii i zacząć wprowadzać niezbędne korekty. Dla mieszkańców naprawdę najważniejszym problemem nie jest kwestia, kto wygra wybory, kto zostanie prezydentem czy kto zostanie radnym. Realnym problemami są opóźnienia w modernizacji dróg, brak rozbudowy szkoły, nie rozpoczęcie w terminie prac nad CEZiB, itp. Mam głęboką nadzieję, że prezydent Jacek Wójcicki też tak do tego podchodzi i zrobi wszystko, żeby cała urzędnicza machina była nakierowana na prowadzenie pracy merytorycznej, nie kampanijnej. Urzędnicy muszą stawiać czoła powstałym zjawiskom, którymi jeszcze przed rokiem nie musieliśmy się martwić. Najgorsze co może teraz się wydarzyć to nie reagowanie, trwanie i czekanie na nowe wybory, a potem jeszcze na ukonstytuowanie się nowych władz, nawet gdyby były to stare władze. Rozdzielmy mocno te dwie sprawy, czyli politykę i wybory od codziennej pracy, bo inaczej stracimy dziejową szansę na rozwój Gorzowa. 

RB