W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Darii, Mateusza, Wawrzyńca , 21 września 2018

Rada mogła wykrzesać z siebie więcej, ale szybko się podzieliła

2018-09-07

Trzy pytania do Izabeli Piotrowicz, radnej Platformy Obywatelskiej

medium_news_header_22691.jpg

- Powoli dobiega pani pierwsza kadencja w radzie miasta. Jak pani ocenia pracę w radzie z perspektywy swoich oczekiwań?

- Przychodząc do rady tryskałam energią i byłam przekonana, że radny może zdecydowanie więcej niż… rzeczywiście może. Szybko zderzyłam się z wielką ścianą, głównie administracyjną, aczkolwiek zostałam również zaskoczona, że na tak niskim szczeblu, jak samorząd lokalny, polityka również może brać górę. Dlatego zamiast od razu działać musiałam rozpocząć budowę dobrych relacji z urzędnikami i politykami. Swoją drogą jest to klasyczny system naczyń połączonych. I kiedy już zrozumiałam, na czym to wszystko polega zaczęłam stosować zasadę małych kroczków. Przyjęłam jakiś plan do realizacji i tak powolutku budowałam najpierw dobrą atmosferę, potem wypracowywałam odpowiedni klimat w urzędzie i koniec końców osiągałam cel. Dlatego przestrzegam wszystkich młodych, którzy w przyszłości zostaną radnymi, że mandat ten wcale nie jest przepustką do szybkiego i sprawnego pokonania drogi na skróty. Wszystko trzeba wychodzić. Przy czym te małe rzeczy, które udało mi się dla mieszkańców załatwić, często wypracowane w pocie czoła, chyba teraz bardziej mnie cieszą. Pamiętam, jak w listopadzie 2014 roku poszłam na cmentarz schodami, które prowadzą z ulicy Marcinkowskiego. Przeklinałam je, ale pomyślałam sobie, że gdybym została radną to od razu będę działała w kierunku ich remontu. I kilka tygodni później zostałam radną, schody udało się naprawić i dla mnie to był taki pierwszy sukces, z którego do dzisiaj jestem dumna.

- A jako debiutantka, jak pani ocenia całą radę miasta, która przechodzi do historii?

- Jestem przede wszystkim rozczarowana działalnością pana prezydenta. Wydawało mi się, że on człowiek również młody będzie wszędzie tryskał tą energią, ale okazuje się, że na tym stanowisku potrzebne jest jeszcze odpowiednie doświadczenie. Tego mu zabrakło. Jego działalność miała też przełożenie na pracę rady, aczkolwiek uważam, że radnych było stać na większą aktywność. Uważam, że mogliśmy więcej w siebie wykrzesać. Niestety, rada dosyć szybko się podzieliła, potem zaczęły się niepotrzebne kłótnie i to wszystko spowodowało, że nie osiągnęliśmy celów, których się spodziewałam. Swoją ocenę opieram na tym, co widziałam na wielu sesjach sejmiku wojewódzkiego, bo miałam okazję na nich bywać.  I tam zaobserwowałam inny poziom dyskusji. Sejmik jest bardziej merytoryczny i co zauważyłam, wszystkie dyskusje zmierzają zawsze w kierunku znajdowania kompromisu w interesie województwa. U nas na sesjach interes miasta czasami przegrywał z interesem partyjnym. Nie będę już tutaj wymieniała tych spraw, ale wspomnę choćby o PET czy In Vitro.

- Będzie pani w październiku ponownie kandydowała do Rady Miasta?

- Nie, ponieważ muszę więcej czasu poświęcić sprawom rodzinnym. Trochę mi przykro, ale zapewniam, że nadal będę aktywnie działała na rzecz miasta Jestem bardziej społecznikiem niż politykiem. Zapewne – jak tylko czas pozwoli – będę przychodziła na sesje. Cieszę się, że sprawowanie mandatu radnego dało mi spory bagaż doświadczenia, które przyda się teraz w pracy zawodowej, ale i w działalności pozazawodowej. Liczę, że następna kadencja będzie dla Gorzowa lepsza niż ta kończąca się, pod warunkiem zmiany prezydenta. Nie ukrywam, że najlepszym kandydatem jest Robert Surowiec, który świetnie zarządza szpitalem, a ponadto ma duże doświadczenie.

RB