W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Arkadii, Krystyna, Stanisławy , 13 listopada 2018

Walka pomiędzy partiami czasami niszczy samorząd

2018-09-11

Trzy pytania do Piotra Zwierzchlewskiego, radnego z klubu Gorzów Plus

medium_news_header_22719.jpg

- Jak pan ocenia mijającą kadencję Rady Miasta z punktu widzenia osoby, dla której było to nowe doświadczenie życiowe, gdyż pierwszy raz miał pan okazję zasiadać w radzie?

- Pierwsze spostrzeżenie dotyczy tego, że w radzie nie powinny znajdować się osoby z nadania partyjnego. Ja wchodziłem do rady jako radny niezależny i dalej nie jestem z nikim związany. To naprawdę ułatwia wiele spraw, pozwala na dużą swobodę działania. Oczywiście trzeba umieć działać ponad podziałami, iść na kompromisy, ale nikt nie może niczego mi narzucić siłą. Kolejna sprawa, to sztuczne tworzenie koalicji tylko na potrzeby zbliżających się wyborów. Mam tutaj na myśli powstanie nowego klubu, których niektórzy przedstawiciele na ostatnich sesjach przy kamerach telewizyjnych i mikrofonach radiowych niezbyt ładnie się zachowują wobec innych radnych. Ideą działania rady powinno być dążenie wszystkich do wspólnego dobra, a nie zwalczanie się na każdym kroku. Walka pomiędzy partiami czasami niszczy samorząd, bo wszelkie ich działania są podporządkowane ideom partyjnym. Radny powinien skupiać się tylko na interesie miasta, na niczym innym.  

- Z czego jest pan zadowolony, jeżeli chodzi o swoją pracę jako radnego?

- Tu mam problem, gdyż nie lubię i nie potrafię się chwalić. Wszelkie moje działania społeczne są powiązane z tym, co robiłem dużo wcześniej, jako społecznik. Praca w radzie jest o tyle korzystniejsza, że można dalej działać na rzecz ludzi, ale dla dużo szerszego spektrum. Przez to praca w radzie sprawia mi naprawdę sporą przyjemność. Od oceny mojego wkładu są oczywiście mieszkańcy, którzy mogą podsumować moją działalność. Powtórzę się, że chwalenie się, czego ja tutaj nie zrobiłem, nie leży w mojej naturze.

- Kandyduje pan na kolejną kadencję z listy prezydenta Jacka Wójcickiego. Na czym będzie pan się starał skupić w swojej działalności w przypadku wyboru do rady?

- Bardzo zależy mi na zapomnianej przez wielu dzielnicy Gorzowa, jaką jest Zieleniec. Sporo już kroków poczyniłem w tej kadencji, żeby pomóc jej w rozwijaniu się, ale tak naprawdę jesteśmy dopiero na początku drogi. Przez lata pies z kulawą nogą nie zaszedł do Zieleńca, przez to tam naprawdę jest wiele rzeczy do zrobienia. Kiedy nie byłem jeszcze radnym, a jedynie szefem Stowarzyszenia Edukacyjnego ,,Razem’’, to bardzo długo walczyliśmy o postawienie choćby wiat autobusowych, bo nawet tego nie było, co pokazuje jak trudno jest cokolwiek zrobić na tym osiedlu. Zieleniec to nie wszystko, bo musimy pójść wreszcie w kierunku zadbania o te miejsca w Gorzowie, gdzie brakuje najprostszych rzeczy, takich jak oświetlenie dróg, placów zabaw czy chodników. Jest to trudne do realizacji, gdyż takich potrzeb zgłaszanych na swoich dyżurach miałem bardzo dużo i jak szedłem do urzędników z zapytaniem, co można zrobić, najczęściej w odpowiedzi słyszałem, że nie ma pieniędzy. Trzeba jednak zacząć szukać tych pieniędzy i systematycznie zmieniać obecny stan rzeczy.

RB