W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Gerwazego, Protazego, Sylwii , 19 czerwca 2019

W gorzowskim Orszaku Trzech Króli może pójść każdy

2019-01-04

Trzy pytania do Augustyna Wiernickiego, pomysłodawcy i organizatora Orszaku Trzech Króli w Gorzowie

medium_news_header_23675.jpg

- Kiedy w 2015 roku pierwszy raz podejmował się pan organizacji Orszaku Trzech Króli spodziewał się pan tak licznego zainteresowania tym wydarzeniem ze strony gorzowian?

- Pamiętam, że kiedy pojawiła się możliwość zorganizowania Orszaku Trzech Króli powiedziałem do swoich współpracowników ze Stowarzyszenia Pomocy Bliźniemu im. Brata Krystyna, iż powinniśmy sobie z tym poradzić i podejmiemy się tego obowiązku. Pomimo że naprawdę nasze stowarzyszenie nie jest takie zwykłe. To jest przedsiębiorstwo dobroczynne, w którym mamy bardzo dużo pracy. Codziennie odwiedza nas przynajmniej sto potrzebujących pomocy osób. Miesięcznie tylko w samym Gorzowie pod opieką jest prawie trzy tysiące ludzi. Nie działamy akcyjnie, ale przez 365 dni w roku. Dzisiaj powiem to głośno, ale byłem przekonany, że na pierwszy Orszak nie przyjdzie więcej jak tysiąc osób. Uważałem, że będzie to dla nas wielki sukces, a nawet jak zjawi się 500 ludzi to i tak uznamy, że warto było zorganizować to nowe w życiu miasta wydarzenie. Przyszło kilka tysięcy, czym z jednej strony zostałem pozytywnie zaskoczony, z drugiej zorientowałem się, że warto było tak skonstruować formułę marszu, żeby każdy znalazł coś dla siebie. I to nam udaje się od samego początku, dlatego konsekwentnie tego się trzymamy.

- Często pan powtarza, że pańska rola jako organizatora kończy się z chwili rozpoczęcia marsza w stronę gorzowskiego Betlejem. Potem to już tylko martwi się pan, żeby wszystko ułożyło się zgodnie z planem. Czego najbardziej się pan w takich chwilach obawia?

- Żeby ktoś odpowiedzialny za swój odcinek nie został nagle przygnieciony nadmiarem tej odpowiedzialności. Przy Orszaku pracuje bardzo dużo ludzi. Ktoś może mieć słabszy dzień, dlatego trzeba cały czas być przygotowanym na wystąpienie istotnego problemu. Żeby organizacyjnie wszystko świetnie zagrało pieczołowicie budowane w trakcie przygotowań ogniwa muszą się dobrze zazębiać. Do tej pory wszystko nam zawsze się świetnie zgrywało, co nie zwalnia nas z dalszego utrzymywania czujności. Policja ocenia nasz Orszak jako jedną z najbardziej bezpiecznych imprez masowych w mieście. Jest jeszcze jedna sprawa, a dotyczy wariantów tak zwanych skrajnych. Przy tego rodzaju wydarzeniach z udziałem wielu tysięcy ludzi najważniejszą sprawą jest zachowanie bezpieczeństwa. Dlatego tak istotne jest zabezpieczenie marszu przez służby medyczne, straż pożarną, a także wewnętrzną ochronę, którą tworzą wolontariusze. Wiem co to jest psychoza tłumu, co to jest wywołanie strachu, co to jest nawet rzucenie petardy lub rozsypanie jakiegoś proszku w tłumie. To wszystko musimy potrafić na tyle przewidzieć, żeby być przygotowanym na takie zdarzenie. I wiele innych, nawet takich jak zagubione dziecko, które płacze i szybko chce powrócić do mamy. Musimy radzić sobie z końmi, które w tłumie także mogą różnie zareagować. 

- Co powie pan tym gorzowianom, którzy jeszcze nie uczestniczyli w Orszaku, ale mają wolną najbliższą niedzielę i brakuje im pomysłu na spędzenie popołudnia?

- Tym, którzy jeszcze nie mieli okazji być z nami, powiedziałbym, że trochę stracili na wspomnieniach, ale wszystko można nadrobić. Należy wziąć rodzinę i przyjść w niedzielę pod Filharmonię Gorzowską lub włączyć się w trakcie już przemarszu. Ze względu na to, że mamy pierwszy mały jubileusz, bo czeka nas piąty Orszak, przygotowaliśmy sporo nowości i naprawdę będzie ciekawie. 

RB