W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Mascelego, Walerii, Włodzimierza , 16 stycznia 2019

Z większym sentymentem spoglądać na miniony czas

2019-01-07

Trzy pytania do Lecha Dominika, nauczyciela i kierownika filii Muzeum Lubuskiego w Spichlerzu

medium_news_header_23705.jpg

- Jak powinno się dzisiaj zachęcać dzieci i młodzież do głębszego zainteresowania kulturą w sytuacji, kiedy z wszystkich stron otaczają je różne bardziej lub mniej ciekawe pokusy?

- Nie jest to zadanie proste, rzekłbym nawet, że coraz trudniej jest przyciągnąć do szeroko rozumianej kultury. Najmłodsi są zapatrzeni głównie w komputery i telefony. Nie oznacza to, że nie należy czynić starań mających na celu pozyskanie tej grupy społecznej. Jako muzeum nie jesteśmy już instytucją zapraszającą gości tylko do samego zwiedzania. Staramy się wychodzić naprzeciw zainteresowaniom. Jesteśmy placówką, która coraz szerzej otwiera się na działania edukacyjne i przez to od wielu lat poszerzamy ofertę na wszystkich poziomach. Czyli począwszy od dzieci w wieku przedszkolnym, kończąc na młodzieży na poziomie szkoły średniej. Oczywiście stawiamy na rozwiązania inne niż tradycyjne szkolne. Idąc za takim rozwojem przykładowo uznaliśmy, że warto wprowadzić nową propozycję, jaką są ferie i wakacje spędzane w muzeum. Zaczęliśmy od ferii zimowych, potem były półkolonie letnie. To się sprawdziło i będziemy kontynuować tę formułę. Poza tym zależy nam na pozyskiwaniu takiego odbiorcę, który przychodząc do nas zawsze będzie dobrze się tu czuł.

- Czyli takiego, który chętnie będzie powracał do was?

- Oczywiście, bo nie jest sztuką raz zaprosić. Dlatego tak ważne jest organizowanie takich zajęć, które będą działać na uczestnika jak magnes. Będą zachęcać do szybkiego powrotu i tak zresztą się często dzieje. Ważne, żeby takie grupy dzieci, najczęściej są to klasy szkolne, miały prawo wyboru. Wiadomo, że w szkołach uczniowie muszą przerobić z góry założony materiał edukacyjny, u nas mają za to poczuć radość z pracy na warsztatach. To samo zresztą dotyczy jeszcze młodszych grup, przedszkolnych. Ważne jest ponadto urozmaicenie zajęć. W maksymalnie krótkim czasie należy przekazać niezbędną wiedzę, potem zaś dzieci muszą już zacząć ją wdrażać w praktyce. I jeszcze ważna sprawa, zajęcia muszą być ciekawe, co zrozumiałe, ale takie, jakich uczniowie na ogół nie uświadczą w szkole czy w domu.

- Co w muzeum najbardziej interesuje młodego odbiorcę?

- Z takich ogólnych obserwacji można wnioskować, że najmłodsi gorzowianie, którzy odwiedzają nasze placówki najbardziej interesują się lokalną historią. Zarówno gorzowską, jak i regionu. Mniej tą polską, może dlatego, że ta dominuje w szkole. To zainteresowanie lokalną historią sięga różnych czasów i obszarów. Zauważyłem, że ta nasza młodzież chętnie interesuje się historią archeologiczną miasta, ale i tym, kto mieszkał w starych willach, jakie to były rodziny. Interesują się też czasami współczesnymi, bo przecież są to czasy ich dziadków i ojców. Często na takich spotkaniach dzieciaki wyskakują i mówią ,,o, tutaj moja babcia mieszkała, a tu wujek’’. To też jest dobry sposób na zaszczepienie u nich zainteresowania przeszłością, pozwala z większym sentymentem spoglądać na miniony czas. Powiem więcej, do naszego muzeum przyjeżdżają potomkowie właścicieli zabytkowych gorzowskich budynków. Mam nadzieję, że niedługo jeszcze mocniej zainteresujemy historią miasta wszystkich, nie tylko młodzież, bo za kilka dni czeka nas promocja książki ze zdjęciami Waldemara Kućki z dużą liczbą niepublikowanych wcześniej fotografii przedstawiającymi życie gorzowian w latach 60-70. Książka została wydana przez Nadwarciańskie Towarzystwo Upowszechniania Dziedzictwa Kulturowego. Zawiera ponad trzysta wizerunków.

RB