W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Amandy, Jana, Juliana , 27 maja 2019

Gorzów zawsze dla mnie będzie najważniejszy

2019-05-09

Trzy pytania do dr. Dietricha Ehrhardta, byłego mieszkańca Gorzowa, który regularnie bywa w rodzinnym mieście

medium_news_header_24758.jpg

- Bywa pan w miarę często w Gorzowie. Jak pan ocenia miasto?

- Bardzo dobrze. Zawsze to było dla mnie ważne miasto. Odkąd przyjeżdżam, to widzę, że jest tu bardzo dobra energia, taka psychiczna energia, która sprawia, że miasto jest jakby rozświetlone. Mam tutaj przyjaciół, lubię tu wracać i za każdym pobytem cieszę się już na następne. A zacząłem tu przyjeżdżać po 1990 roku, kiedy miasto zaczęło współpracę z Ziomkostwem byłych mieszkańców. I przyjeżdżam cały czas.

- Wyjeżdżał pan z Landsbergu 30 stycznia 1945 roku. Czy w pańskim domu rodzinnym wspominano Gorzów?

- Właściwie to nie, nie było klimatu, nie był to dobry czas na takie rozmowy. Rodzice nic nie mówili, ja nie bardzo pytałem. Inna rzecz, że też za bardzo nie było wiadomo, co tu, w Polsce w tamtych czasach się działo. Przecież dzieliła nas żelazna kurtyna. Rzadko kto jeździł do Polski, do Gorzowa chyba nikt. Nie było klimatu, aby wspominać wczesne dzieciństwo. Ale zawsze pamiętałem, że pochodzę z Landsbergu nad Wartą. Potem, kiedy poznałem Wiesława Górnickiego, polskiego dziennikarza, wówczas okazało się, że jego krewny mieszka w Gorzowie. Wróciły wspomnienia. Nawet napisałem potem do Górnickiego kilka listów, ale ich nie dostał. Trzeba było poczekać do zmian, żeby tu znów wrócić.

- Napisał pan książkę „Landsberg nad Wartą i ja” o swoim dzieciństwie w mieście. Ma pan w planach jakieś kolejne publikacje?

- Napisałem też drugą, o wydarzeniach z końca wojny, w których pod Trzebiszewem udział brał mój ojciec. I właściwie te dwie rzeczy wyczerpują wszystko, co wiąże się z moimi wspomnieniami z Landsbergu. Przecież ja miałem 11 lat, kiedy w pośpiechu opuszczaliśmy miasto. Pisać, owszem piszę, ale są to wspomnienia z mojej pracy zawodowej, w tym dla ONZ. Nie wiem, czy kogoś tu to zainteresuje. Ale i tak piszę wspomnienia.

Renata Ochwat