W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Filipa, Halki, Melanii , 22 października 2019

Mieliśmy praktycznie stuprocentowe poparcie społeczne

2019-06-03

Trzy pytania do Zbigniewa Syski, historyka i opozycjonisty w czasach PRL-u

medium_news_header_24989.jpg

- Czym dla pana jest dzień 4 czerwca 1989 roku?

- Jeżeli chodzi o najnowszą historię Polski jest to oczywiście bardzo istotna data, o której wszyscy powinniśmy pamiętać. Wybory parlamentarne przeprowadzone tego dnia, jeszcze co prawda nie w pełni demokratyczne, zapoczątkowały cały proces zmian ustrojowo-gospodarczych w naszym kraju.  Kolejne już wybory przebiegały w atmosferze pełnej demokracji. Dodam jeszcze, że 4 czerwca 1989 roku zapamiętałem też z innego powodu. Wieczorem siedziałem razem z przyjaciółmi przed telewizorem i słuchaliśmy informacji dotyczących wyników wyborów. Z każdą kolejną godziną okazywało się, że Solidarność wyraźnie wygrywa, z czego bardzo się cieszyliśmy, ale w pewnej chwili przerwano program. Poprzez BBC zaczęto przekazywać dramatyczne informacje z Pekinu. Tam walczący, jak my, o wolność chińscy studenci zostali w tysiącach brutalnie zamordowani na placu Tiananmen. Byliśmy tym faktem bardzo poruszeni i przygnębieni. Z jednej strony wiedziałem, że nam w Polsce właśnie udało się osiągnąć cel, w Chinach zaś była wielka tragedia.

- Kiedy pierwszy raz usłyszał pan, że dojdzie w naszym kraju do wolnych wyborów co pan sobie pomyślał?

- Będąc przez lata zaangażowany w działalność opozycyjną, oczywiście bardzo się ucieszyłem, że to co robiłem i to co robiło tysiące innych Polaków przyniosło efekt. W tym czasie działałem w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów w Lublinie, bo tam studiowałem. Gdy pojawiła się informacja o wyborach, to przez kilka tygodni pomagałem kandydatom z Solidarności przy kampanii wyborczej. Nikt z nas nie spodziewał się wówczas, że wybory zakończą się miażdżącym zwycięstwem opozycji. Oczywiście mówię tutaj o tym, co było do wzięcia. Mieliśmy praktycznie stuprocentowe poparcie społeczne, bo – przypomnę – nasi kandydaci uzyskali 99 mandatów do senatu i 35 procent mandatów do sejmu, bo tyle mogliśmy tylko wtedy dostać.

- Jako społeczeństwo wykorzystaliśmy minione 30 lat przemian?

- Taką ocenę należy rozpatrywać w kilku kategoriach. Pamiętam, jak po odzyskaniu niepodległości zostałem zaproszony na konferencję poświęconą budowie demokracji i w jej trakcie jeden z prelegentów z kraju zachodniego powiedział, że sama budowa fundamentów demokratycznych potrwa dwa pokolenia. Byłem wtedy wzburzony tymi słowami. Zabrałem nawet głos, bo byłem wtedy bardzo optymistycznie nastawiony do budowy nowej Polski. Dzisiaj muszę zweryfikować ówczesny entuzjazm i zgodzić się z tamtymi słowami. Na pewno wykorzystaliśmy te lata w obszarze polityki zagranicznej. Pomimo różnic politycznych wszyscy chcieliśmy jak najszybciej znaleźć się w NATO i znaleźliśmy się. Potem zdecydowana większość Polaków chciała do Unii Europejskiej i jesteśmy w niej. Pozytywne zmiany odnotowaliśmy w gospodarce krajowej. Przez 30 lat nasz kraj mocno się zmienił na korzyść i tylko trzeba dalej pracować, żeby utrzymać obecny poziom rozwoju. Nie zawsze jednak potrafimy ze sobą rozmawiać i przez to tracimy społecznie. Niemniej uważam, że ogólny bilans jest pozytywny, mamy więcej plusów niż minusów.

RB