W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Laury, Leszka, Marcjana , 17 czerwca 2019

Obecność telewizji to jednak duża sprawa

2019-06-04

Trzy pytania do Ewy Dębickiej, współorganizatorki 31. festiwalu Romane Dyvesa

medium_news_header_25002.jpg

- W ostatnich latach festiwal odbywał się na nadwarciańskich błoniach, teraz powraca do amfiteatru. Skąd taka decyzja?

- Cieszymy się z tego, bo przez prawie 30 lat naszym domem był amfiteatr i teraz do niego wracamy. Warunki dla naszego koncertu są tam na pewno lepsze. I to pod wieloma względami. Przede wszystkim widzowie znajdują się na niewielkim stosunkowo obszarze, co dodaje wyjątkowego klimatu całości. Ten nastrój wyczuwają artyści i im też jest łatwiej nawiązać nić współpracy z widzami. Nie chcę przez to powiedzieć, że błonie są gorsze. One również mają swoje plusy, bo są tacy, którzy wolą dużą przestrzeń, która pozwala na swobodę, zabawę. Do tego na błoniach jest naturalny ruch. Jedni wychodzą, drudzy przychodzą, gdyż dostępny duży plac sprzyja takim wycieczkom. Trochę żałuję, że nasz koncert jest tydzień przed Dniami Gorzowa, ale to decyzja Telewizji Polskiej, która musiała przyspieszyć transmisję ze względu na opolski festiwal, który odbędzie się w połowie czerwca.

- Na ile obecność telewizji zmienia charakterystykę festiwalu?

- Telewizja ma ogromne potrzeby i wymagania, przez to trochę miesza nam w głowach. Może dlatego, że transmisja z naszego koncertu będzie bezpośrednia. Dla telewizji w pierwszej kolejności liczy się show, natomiast elementem charakterystycznym dla naszego festiwalu jest autentyczność i utrzymanie odpowiednio wysokiego poziomu. Nad tym czuwamy i to nam się udaje, choć przyznam, że wprowadzane przez telewizję elementy czasami przeszkadzają nam w realizacji własnych pomysłów. Pamiętajmy jednak, że obecność telewizji to duża sprawa nie tylko dla nas, ale głównie dla Gorzowa. Będziemy mieli znakomity czas antenowy, gdyż relacja prowadzona będzie w sobotę 8 czerwca wieczorem w drugim programie. Potem będzie mnóstwo powtórek na różnych kanałach.

- Jak współpracuje się z telewizją w trakcie przygotowań do całego wydarzenia?

- Jak często w takich sytuacjach bywa ta współpraca jest trudna, ale radzimy sobie. Jako organizatorzy to my wybieramy wykonawców, a dokładniej czynią to mój mąż Edward i nasz syn Manuel. To są dwa pokolenia, które w swoich wyborach starają się przedstawić bogatą listę, spełniającą oczekiwania starszych i młodszych słuchaczy. Czasami potrafią się nawet o jakiegoś wykonawcę pokłócić, ale to tak na marginesie. Muszę tu zwrócić jeszcze uwagę na jeden aspekt. Dla telewizji ważna jest polska gwiazda. Dla nas nie jest to takie istotne, ale musimy się do tego dostosować. Jeżeli chodzi o reżyserię, całość na siebie biorą specjaliści od telewizji. To wiąże się przykładowo z tym, że każdy wykonawca będzie mógł podczas relacji telewizyjnej zagrać jedynie dwa utwory. Potrzebna jest bowiem duża rotacja wykonawców. My chcemy z kolei, żeby nasze gwiazdy mogły dłużej pograć, dlatego przyjęliśmy zasadę, że wybrani wykonawcy pojawią się na scenie również w czasie nieprzewidzianym dla telewizji, a będzie to dodatkowa godzina. Wszystko zacznie się o godzinie 20.00, telewizja relację zacznie o 21.00 i będą to dwa bloki po 50 minut z małą przerwą na reklamy. Potem jeszcze będzie czas dla nas. Dodam, że koncert poprowadzą Rafał Brzozowski i Manuel Dębicki.

RB