W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Aleksego, Bogdana, Martyny , 17 lipca 2019

Środowisko sportowe może pomagać potrzebującym

2019-06-18

Trzy pytania do Joanny Jędrzejczyk, wielokrotnej mistrzyni świata w boksie

medium_news_header_25106.jpg

- Jak czuła się pani w roli kapitana jednej z drużyn podczas meczu charytatywnego, rozegranego w niedzielę na stadionie im. Edwarda Jancarza?

- Bardzo dobrze, a dla mnie to było szczególne wyróżnienie. Od trzech lat aktywnie uczestniczę w pracach fundacji Cancer Fighters i może dlatego prezes Marek Kopyść zdecydował się powierzyć mi zaszczytną rolę poprowadzenia drużyny w tym wielkim wydarzeniu. Na marginesie dodam tylko, że bycie kapitanem wcale łatwym zadaniem nie było. Chłopacy z mojej drużyny wyraźnie mnie dyskryminowali, nie chcieli na boisku podawać piłki, dlatego w szatni mieliśmy ostrą rozmowę. Oczywiście w formie żartu, bo cała impreza stanowiła świetną zabawę i cieszę się, że wszystko wypadło doskonale. Powiem może jeszcze nieskromnie, ale ja, jak i Michał Materla, który poprowadził drugą drużynę, przed kilkoma laty zapoczątkowaliśmy działalność fundacji w swoich regionach, co zaprocentowało tym, że dzisiaj działa ona prężnie i jako środowisko sportowe możemy pomagać potrzebującym.

- Jako olsztynianka miała pani okazję być wcześniej w Gorzowie?

- Nie, przyjechałam pierwszy raz, ale trafiłam na świetny czas, bo akurat odbywały się dni miasta i mogłam w nich przez chwilę uczestniczyć. W sumie spędziłam tutaj dwa dni, zdołałam trochę przyjrzeć się miastu i zauważyłam, że w centrum jest dużo remontów. Wizualnie miasto jest ciekawe. Jest tutaj dużo wody, piękny most a wokół ładne restauracje. Wiem co mówię, bo lubię dobrze zjeść. O samym Gorzowie wcześniej niewiele słyszałam, aczkolwiek różni się on od mojego rodzinnego Olsztyna tym, że ma żużel. I to jest fascynujące, bo z kimkolwiek z Gorzowa nie rozmawiam zawsze słyszę dumę z posiadania tego sportu na wysokim poziomie.

- Jak teraz będzie pani rozmawiała z kimkolwiek o Gorzowie, to jak zapromuje pani nasze miasto?

- Zawsze o danym miejscu nie decydują budynki czy inne aspekty architektoniczne, ale ludzie. I skoro przyjechałam do nowego dla siebie miejsca i na każdym kroku spotykam się z życzliwością oraz wspaniałym przyjęciem, to mogę wypowiadać się o gorzowianach w samych superlatywach. Trochę szkoda tylko, że na nasz mecz nie przyszło tylu kibiców, co przychodzi tutaj na mecze żużlowe. Najważniejsze, że ci co przyszli dołożyli cegiełkę do pomocy charytatywnej. Dla mnie to są ludzie o ogromnych sercach i nisko im się kłaniam.

RB