W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Aleksego, Bogdana, Martyny , 17 lipca 2019

Leśnika historie z kresami wschodnimi w tle

2019-07-09

Trzy pytania do Zdzisława Urbanowskiego, członka Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich w Gorzowie

medium_news_header_25240.jpg

- Niedawno otrzymał pan za swoją działalność społeczną „Odznakę Honorową za Zasługi dla Województwa Lubuskiego”. Nie pochodzi pan z Kresów, a jednak mocno się zaangażował w pracę Towarzystwa. Dlaczego?

- Lubię działać, mimo że mam 88 lat,ale tak naprawdę się dopiero rozkręcam. Wyróżnienie, o którym pan mówi, tylko dodatkowo mnie zmotywuje do dalszej pracy. Zwłaszcza, że działam również w Światowej Organizacji Żołnierzy Armii Krajowej. Tak na poważnie moja miłość do Lwowa i Kresów wzięła się z kilku powodów. Przed wojną część mojej rodziny mieszkała na Wołyniu, ale chyba ważniejszym powodem jest to, że moja żona Regina, z którą żyję 61 lat, jest rodowitą wołynianką. Przeżyła ona rzeź w ostatnią sobotę sierpnia w 1943 roku. Miała wtedy osiem lat. Ukraińcy otoczyli rodzinną jej miejscowość i rano zaczęli mordować Polaków. Jej, jak i trzem siostrom, wszystkie były w przedziale wiekowym 6-14 lat, udało się zbiec. Dziewczyny musiały przeprawić się przez pobliską rzekę i znalazły schronienie dopiero w lesie. Niestety, tuż przed ucieczką ostatni raz widziały się z matką, która zapewniała, że dotrze do nich z jedzeniem. Niestety, nie dała rady.

- Ponoć wiele mógłby opowiedzieć pan o swojej rodzinie wojennych historii, a często są to bardzo bolesne dzieje. Lwów kojarzy się panu również z tatą Stanisławem. Dlaczego, skoro pochodził on z Mazowsza?

- Zgadza się, ale pochodził z mocno patriotycznej rodziny. W wieku 18 lat, kiedy Polska zaczynała odzyskiwać niepodległość zgłosił się na ochotnika do Legionów Piłsudskiego. Trafił do szkoły podchorążych znajdującej się w Ostrowi Mazowieckiej, szybko został oficerem i walczył z 7. Pułkiem Piechoty Legionów w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 roku. Z Warszawy trafił najpierw do Przemyśla, gdzie były bardzo ciężkie walki. Tam został ranny. Potem uczestniczył w obronie Lwowa aż dotarł do Kijowa. Następnie, na rozkaz Piłsudskiego, pułk poszedł na północ na Białoruś, w rejon Berezyny i dalej na Wileńszczyznę, tocząc kolejne ciężkie walki.Za wojnę bolszewicką został odznaczony czterokrotnie Krzyżem Walecznych.Po zakończeniu wojny jeszcze był przez dwa lata w Warszawie, ale później został przeniesiony do Chełma, gdzie już ja się urodziłem. Rodzina była bardzo duża. Dziadek miał ośmioro dzieci, w tym sześć córek. Jedną z nich była moja mama. Cztery z nich wyszły za mąż za oficerów. Jeden z nich, Tadeusz Zieliński, po uderzeniu Sowietów na Polskę w 1939 roku zaczął organizować ruch oporu w Chełmie. Zaraz po wojnie został aresztowany w Warszawie i trafił do więzienia na Rakowieckiej. Trzykrotnie dostał karę śmierci, potem zamienioną na dożywocie. Przesiedział ostatecznie 18 lat. Z kolei Władysław Krawczyk, to trzeci z tych oficerów, był zastępcą szefa kancelarii wojskowej u prezydenta Ignacego Mościckiego, a z czasem wstąpił do wojska generała Andersa. Czwarty z wojskowych był lekarzem. O każdym w rodzinie rzeczywiście mógłbym opowiedzieć ciekawą historię.

- Jak pan trafił do Gorzowa?

- Z zawodu jestem leśnikiem. Po wojnie, w 1953 roku, dostałem trzyletni nakaz pracy do Gorzowa, ale ostatecznie na krótko zostałem skierowany do Dębna Lubuskiego, gdzie byłem w dziale technicznym rejonu Lasów Państwowych. Potem trafiłem do wojska do Zamościa. Z tytułu pochodzenia, a dokładniej za to, że mój tata oraz wujkowie walczyli przeciwko bolszewikom, któregoś dnia wysłano mnie do karnej jednostki w Szladze obok Orzysza, choć nikomu niczego złego nie zrobiłem. Potem różnie te moje losy się układały, a do Gorzowa powróciliśmy razem z żoną kilkanaście lat temu za sprawą córki Basi, która tu zamieszkała. Nie mogąc jednak usiedzieć w domu staram pomagać innym i fajnie, że czasami mogę jeszcze komuś opowiedzieć przedwojenną historię mojej rodziny, a tym samym naszej ojczyzny.

RB