W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Franciszka, Lamberty, Narcyza , 17 września 2019

Nie popełniłem błędu, ale też nie wygrałem

2019-07-16

Trzy pytania do Bartosza Zmarzlika, wicemistrza Polski na żużlu

medium_news_header_25290.jpg

- Po raz drugi w karierze wywalczyłeś srebrny medal w finale IMP. Jak oceniasz to wszystko co mogliśmy obejrzeć w Lesznie?

- Runda zasadnicza, w której wygrałem wszystkie wyścigi była w moim wykonaniu niezła. Nie spodziewałem się, że tak dobrze w sumie mi pójdzie. O medalach zadecydował jednak wyścig finałowy. W nim miałem dobry start, wejście i wyście z pierwszego łuku również było bez zastrzeżeń. Nie popełniłem żadnego błędu, ale nie wygrałem. Zabrakło chyba troszkę sportowego szczęścia. Razem z Maćkiem Janowskim i Piotrkiem Pawlickim zjechaliśmy się w jedno miejsce i całkowicie otworzyliśmy na zewnętrznej – mówiąc popularnie – dużą bramę. Tor w trakcie zawodów zmieniał się, początkowo lepsza była jazda bliżej bandy. Z czasem nawierzchnia mocno odsypała się i przez to należało odchodzić najdalej do środka toru. Janusz Kołodziej jednak zaprzeczył temu, wykorzystał wolną ścieżkę za środka toru, tam świetnie się napędził i wygrał. Taki jest ten żużel. Nieprzewidywalny. W pełni należały mu się gratulację za tę akcję, jak i zdobycie mistrzostwa Polski. Ja ze srebrnego medalu jestem również zadowolony. Przed zawodami brałbym go w ciemno. Zwłaszcza, że w piątek w Gdańsku wygrałem Indywidualne Międzynarodowe Mistrzostwa Ekstraligi i mogę być naprawdę zadowolony z tego weekendu. A na złoto w finale IMP widocznie muszę jeszcze poczekać. Póki będę jeździł dam z ciebie wszystko, żeby kiedyś stanąć na najwyższym stopniu podium w tych rozgrywkach.

- Dużo kontrowersji wywołano Twoje zderzenie z Piotrem Pawlickim w piątym biegu, po którym część kibiców miejscowej Unii już do końca zawodów mocno gwizdała na Ciebie. Czułeś się winny?

- Myślę, że była to typowa sytuacja potwierdzająca opinie tych wszystkich, którzy chcą zmiany zapisu regulaminowego odnoście powtórek biegów w pełnej obsadzie. Zdarzenie było co najmniej dziwne, ale wyszło ono z walki. Ja nic nie mogłem zrobić po akcji Piotrka. Co najwyżej rozbić siatkę ochronną, gdyż zahaczyłem jeszcze o tylne koło motocykla Przemka Pawlickiego. Ledwo utrzymałem się na motocyklu. Uważam, że takie wyścigi powinny być powtarzane w pełnej obsadzie. Piotrek jechał przy krawężniku, Przemek również twardo walczył, do tego tor był świeżo polany i dziwnie zaczęło nam przestawiać motocykle. Było po prostu ślisko. Nie wiem, jakie zdanie ma na ten temat Piotrek, proszę porozmawiać z nim. Ja nie mam żadnego problemu, a gwizdy kibiców dodatkowo mnie zmobilizowały.

- Przed czterema laty w Gorzowie, a także przed rokiem w Lesznie wygrałeś rundę zasadniczą, podobnie jak teraz. Gdyby mistrzostwa odbywały się według dawnej formuły byłbyś trzykrotnym mistrzem Polski. Jesteś za powrotem do dawnej formuły wyłaniania medalistów tych rozgrywek?

- Rzeczywiście, dawniej po pięciu seriach wszyscy się pakowali i jechali do domów. Dzisiaj mamy dwa dodatkowe biegi, w których często widzimy nieprzewidywalne rzeczy. Taki jest regulamin i on mi nie przeszkadza. Ja go akceptuję. Pozwala on na przedłużenie zabawy, a o to w sporcie głównie chodzi.

RB