W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Jadwigi, Leonarda, Teresy , 15 października 2019

Zwyczajnie nie damy sobie w kaszę dmuchać ​

2019-08-13

Trzy pytania do Grzegorza Musiałowicza, byłego radnego i członka Komitetu Rewitalizacji Zawarcia

medium_news_header_25501.jpg

- Komitet Rewitalizacji Zawarcia skutecznie zablokował organizację imprezy motorowej na zawarciańskich błoniach. Czemu się na to zdecydowaliście?

- Przede wszystkim dlatego, że jest to teren rekreacyjny właśnie dla Zawarcia. Poza tym jest to teren ważny przyrodniczo. Ktoś podjął decyzję, a nie zapytał mieszkańców, co oni na to. Przecież tego typu imprezy z powodzeniem były organizowane w okolicach parku Słowiańskiego i nikomu to nie przeszkadzało. Tam nie ma żadnych domów w pobliżu i było dobrze. A tu nagle ktoś zapragnął urządzić czołgowisko przy domach.

- Można więc powiedzieć, że tym razem mieszkańcy się zmobilizowali i powiedzieli nie?

- Na pewno. Przede wszystkim ludzi najbardziej zabolało, że podejmowanie takich decyzji odbyło się za ich plecami. Mieszkańcy poczuli się zlekceważeni. Ktoś zapragnął dosłownie pod ich oknami urządzić sobie głośną i szkodliwą imprezę. Miasto podkreślało wiele razy, że mieszkańcy maja wpływ na swoje otoczenie, a tym razem okazało się, że jednak nie. Ludziom mocno się nie spodobał pomysł, że ktoś im pod oknami urządzi jakiś poligon doświadczalny, zniszczy zieleń. Tym bardziej, że nikt za bardzo nie mówił o rekultywacji tego terenu. Warto pamiętać, że jak ludzie z komitetu zaczęli zbierać podpisy pod stanowiskiem w tej sprawie, to przy Fabrycznej i okolicznych ulicach tylko nieliczne, pojedyncze osoby odmówiły wsparcia. I nie chodziło o to, żeby całkowicie zablokować imprezę, ale o to, aby urządzać ją w tym miejscu, w którym uczyni najmniej szkód.

- Czy ta akcja to znak, że zawarcianie będą bardziej i mocniej bronić swojej dzielnicy?

- Myślę, że tak, choć praktyka magistratu jest taka, że dużo mówi o konsultacjach, a potem tego nie robi. Staramy się trzymać rękę na pulsie i choć może to dziwnie zabrzmieć, będziemy trzymali rękę na pulsie zmian, które mają naszej dzielnicy dotyczyć. Nawet jeśli się nie będzie z nami niczego konsultować, to my swoje zdanie i tak wyrazimy. Jak będzie trzeba, to zorganizujemy kolejną akcję. No zwyczajnie nie damy sobie w kaszę dmuchać.

Renata Ochwat