W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Ady, Aleksandra, Dagmary , 12 grudnia 2019

Bartek niczego tu za darmo nie otrzymał

2019-10-07

Trzy pytania do Stanisława Chomskiego, trenera truly.work Stali Gorzów

medium_news_header_25981.jpg Fot. Bogusław Sacharczuk  

- Oczekiwania wobec Bartosza Zmarzlika na stadionie w Toruniu podczas ostatniej rundy Grand Prix 2019 roku były ogromne. Pan cały czas był przy zawodniku. Jak on to wszystko znosił?

- Było bardzo trudno, wydawało się, że tym najgroźniejszym konkurentem będzie Emil Sajfutdinow, ale perfekcyjnie jeździł Leon Madsen i od połowy zawodów trzeba było skupić się jeszcze mocniej, żeby wywalczyć potrzebne do mistrzostwa punkty. Bartek świetnie to wszystko ostatecznie opanował, ale on po prostu przez ostatnie lata dojrzewał do tego, żeby walczyć o mistrzostwo świata. Ciężko pracował nie tylko na torze, ale także mentalnie. Nic z niczego się nie wzięło. Sukces ten nie jest przypadkowy, to suma wielu lat codziennej pracy. Zawody w Toruniu były dla Bartka pod wieloma względami rzeczywiście trudne, do tego przytrafiła się jedna pomyłka sprzętowa, która kosztowała utratę dwóch punktów. Liczy się jednak końcowy efekt.

- W którym momencie kariery Bartosza Zmarzlika uwierzył pan, że jest on talentem czystej wody i może w przyszłości sięgnąć po najwyższy laur w żużlu, co właśnie stało się faktem?

- Bardzo szybko. Takim dla mnie przełomem było pewne zdarzenie z wiosny 2008 roku. Mieliśmy przebudowę toru i modernizację stadionu. Było trzeba jednak zorganizować przed sezonem trening, na który przyjechali wszyscy nasi zawodnicy, w tym Tomasz Gollob czy Rune Holta. Warunki torowe były ciężkie, ponieważ w części nawierzchnia została trochę zniszczona przez sprzęt, za pomocą którego prowadzono remont stadion. Nasi mistrzowie nie dawali sobie rady z płynną jazdą na grząskiej nawierzchni. Przerwałem więc trening, zawołałem Bartka, który miał dopiero 13 lat i on normalnie pojechał na pełnym gazie przez cztery okrążenia. Tomek Gollob był mocno zaskoczony. Oczywiście sam talent niewiele by Bartkowi dał, najważniejsza była i ciągle jest praca. Bartek jest takim zawodnikiem, że ten mistrzowski tytuł nic nie zmieni w jego postępowaniu. Może tylko tyle, że nie będzie musiał nikomu niczego już udowadniać. Ważna też jest rodzina. Zadał on kłam, że przy rodzinie nie można odnosić wielkich sukcesów. Można, jeżeli wszystko jest odpowiednio poukładane. U Bartka tak jest, tam role są odpowiednio rozpisane i każdy robi swoje.

- W jaki sposób gorzowski żużel powinien wykorzystać sukces swojego wychowanka?

- To pytanie oczywiście powinno być skierowane w głównej mierze do szefów klubu, zaś ze sportowego punktu widzenia powiem tylko tyle, że mając takiego zawodnika w zespole wszyscy skupieni wokół niego powinni garściami czerpać wiedzę. Bartek jest otwarty, chętnie pomaga tym, którzy o taką pomoc się zwracają, jest przecież kapitanem zespołu. Na pewno ucząc się od niego podejścia do sportu trzeba pamiętać o dwóch rzeczach. O pracy i pokorze. Bartek niczego za darmo nie otrzymał.

RB