W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Biny, Damazego, Waldemara , 11 grudnia 2019

Na razie szukamy swojego miejsca na mapie

2019-10-10

Trzy pytania do Krzysztofa Częstochowskiego, prezesa PKS Gorzów

medium_news_header_26005.jpg

- Niedawno minęło 30 lat powołania pierwszego niekomunistycznego rządu w Polsce, co było impulsem do wprowadzenia zasadniczych zmian w gospodarce kraju. Jako Gorzów wykorzystaliśmy te trzy dekady do właściwego rozwoju?

- Pytanie jest o tyle ciekawe, że należałoby najpierw wyznaczyć obszary wystawienia oceny. Każdy zapewne ma własny zestaw pytań. Takich choćby jak, czy zdołaliśmy w tym czasie pójść w kierunku szerokiej budowy nowoczesnej gospodarki poprzez prorozwojowe działania? Czy zrobiliśmy wszystko, żeby zachęcić gorzowian do pozostania w swoim mieście? Większość z nas zapewne na te i wiele innych podobnych pytań będzie miała różne odpowiedzi. Zaraz po wojnie, kiedy zaczęto budować w Gorzowie przemysł postawiono głównie na to, czym zajmowano się w przedwojennym Landsbergu. I to było naturalne. Po transformacji gospodarczej przed 30 laty dawne gorzowskie lokomotywy – Stilon, Silwana, Ursus, Gomad – albo zaczęły się mocno kurczyć albo wręcz upadać. Przez to dzisiaj nie ma za bardzo produktów utożsamianych z naszym miastem. To, że mamy jedną z największych w Europie fabryk montażu telewizorów niewiele ludzi w kraju nawet o tym wie. Gdybyśmy mieli pracownie projektowe i budowali coś od podstaw o rozpoznawalność byłoby łatwiej. Powiedzmy, że jako Gorzów na razie szukamy swojego gospodarczego miejsca na mapie.

- Co należałoby zrobić, żeby to miejsce szybko znaleźć?

- Nie powiem tutaj niczego odkrywczego. Można prowadzić prostą produkcję, ale można również projektować. Powinniśmy zacząć stawiać na działy, gdzie przede wszystkim pracuje się głową. Dlatego bardzo ważna jest kwestia samego podejścia do inwestycji. Szczególnie teraz, kiedy w cenie jest innowacyjność. I myślę, że przy obecnie budowanych strefach przemysłowych w mieście taka sposobność się pojawia, a co za nią powinno pójść, to przyjazd do Gorzowa większej grupy ludzi o wyższym poziomie przygotowania zawodowego. To byłby ważny ruch. Następna sprawa, do której namawiam, to szersze spojrzenie na to co się znajduje wokół nas. Jest szansa, że dojrzymy wówczas, iż naszym bliskim sąsiadem jest Berlin i powinniśmy ten fakt zacząć lepiej wykorzystywać. Dotychczas nie czyniliśmy tego w sposób wystarczający, a przecież to tam jest potężny kapitał i tam warto szukać miejsca do rozwinięcia współpracy gospodarczej.

- A w perspektywie następnych 30 lat czego potrzebować będzie Gorzów, żeby móc się dynamicznie rozwijać?

- Powinniśmy zacząć od stworzenia perspektywicznego programu funkcjonowania łącznie z odpowiedzeniem sobie na kilka bardzo ważnych pytań. Na razie bowiem jedynie odtwarzamy infrastrukturę, nie realizujemy zaś nowych pomysłów. Pierwsze pytanie musi dotyczyć przyszłości terytorialnej miasta. Chcąc go rozwijać musimy wiedzieć, w jakim kierunku, gdzie budować strefy przemysłowe, ale również gdzie stawiać kolejne osiedla mieszkaniowe? Następna ważna sprawa, to kreśląc taki plan trzeba przyjąć, że konsekwentnie będzie on krok po kroku realizowany. Nie może być tak, że coś się zaplanuje, przyjdzie kolejna ekipa rządząca i wszystko wyrzuci do kosza, bo będzie miała inną wizję. Jeżeli przykładowo zdecydujemy się na budowę północnej obwodnicy miasta, to podzielmy ją na kilka etapów i niech powstaje ona odcinkowo. Ale niech powstaje. Myślę, że w tej chwili najbardziej jednak potrzebujemy wizjonera, który by powiedział nam wszystkim, jak powinien wyglądać Gorzów za 30 lat, a sprawami technicznymi mogliby się szybko wtedy zająć specjaliści poszczególnych branż.

RB