W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Amielii, Idalii, Leopolda , 15 listopada 2019

Miasto ma potencjał, ale nie ma ludzi

2019-10-16

Trzy pytania do Piotra Nogiecia, właściciela Biura Turystycznego Juventur

medium_news_header_26046.jpg

- Panie Piotrze, zupełnie niedawno upadło największe i najstarsze biuro turystyczne, angielski Thomas Cook. Czy gorzowscy turyści jakoś odczuli ten fakt?

- Nie, bo życie nie znosi próżni. Inne biura od razu weszły w tę lukę z własnymi ofertami, nawet dla klientów Neckermanna, które też poszło za Cookiem. Życie toczy się dalej i bardzo dobrze, że tak jest. Trzeba pamiętać, że takie sytuacje zdarzają się od czasu do czasu, a my nie mamy na to wpływu. Najczęściej o tym decyduje brutalna ekonomia, walka o rynek, o klienta. Myślę też, że upadek Neckermanna nie bardzo dotknął także gorzowskich turystów, bo jest ich stosunkowo niedużo w porównaniu do takich turystów z Niemiec. Nie słyszałem o jakichś wielkich tragediach, które przydarzyłyby się gorzowskim turystom. 

- Od czasu do czasu radni miasta Gorzowa dowodzą, że miasto powinno być turystyczne. Pana zdaniem miasto ma potencjał turystyczny?

- Na pewno ma potencjał turystyczny. Ale nie ma ludzi, którzy w odpowiedni sposób by tym potencjałem zarządzali. Oczywiście to jest miasto, które ma swoją historię i ciekawą teraźniejszość, ale jednak tego potencjału turystycznego nie mamy aż tak wiele, jak inne miasta. I dlatego tym bardziej powinniśmy dbać o to, co mamy. Ja jednak do tej pory nie widzę takich działań. Swego czasu proponowałem, aby nieodpłatnie, w moim biurze zrobić Centrum Informacji Turystycznej. Ale oczywiście nie ma żadnego oddźwięku. Nie ma żadnej odpowiedzi. Proponowałem także, aby uczennice Liceum Turystycznego mogły tu odbywać praktyki, szczególnie w okresie wakacji, kiedy tłumy ludzi przychodzą. I też nic się nie dzieje.

- Panie Piotrze, właśnie na kanwie turystyki, miast chce wyprowadzić ruch z ulicy Hawelańskiej i Wełniany Rynek, gdzie m.in znajduje się wasze biuro. Jak pan ocenia ten pomysł?

- Jako absurd. Bo najlepiej odciąć nas wszystkich od naszych klientów. Nie wiem, może miasto chce tu wprowadzić furmanki, hulajnogi, cokolwiek. To wedle mnie szalony plan. Bo liczy się tylko interes mieszkańców. Natomiast interes ludzi, którzy tutaj zarabiają pieniądze, którzy włożyli równie wielkie pieniądze w wykupienie lokali, ich urządzenie, zupełnie się nie liczy. Na nas nikt nie patrzy. Odcięto nas od usług i handlu, przenosząc niemal wszystko do dwóch galerii, gdzie za darmo są parkingi. Natomiast Stare Miasto, Wełniany Rynek, Hawelańska to jest obraz nędzy i rozpaczy. Zamknięto tu ostatnią księgarnię. Był dawno temu Empik, który tworzył atmosferę. Ja zwyczajnie tego działania zmierzającego do wyprowadzenia ruchu z centrum zupełnie nie rozumiem. Powinno się zrobić wszystko, aby tu życie wprowadzać. A tu jest za mało miejsc parkingowych, więc trzeba jeszcze zlikwidować następne. Ktoś wymyślił, że ma tu być zielono, mnóstwo ogródków kawiarnianych, kolorowi i szczęśliwi ludzie. Zastanawiam się, skąd ich wziąć. Może ktoś zamierza centrum Barcelony tu przenieść…

Renata Ochwat