W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Alfreda, Maksymiliana, Selmy , 14 sierpnia 2020

Satysfakcja z tego, że można pomóc innym

2019-11-25

Trzy pytania do Piotra Snackiego, honorowego krwiodawcy, wyróżnionego odznaką ,,Zasłużony Dla Zdrowia Narodu’’

medium_news_header_26361.jpg

- Kiedy zaczął pan honorowo oddawać krew i co było powodem tego, żeby dzielić się tym najcenniejszym ludzkim lekiem?

- Wszystko zaczęło się, kiedy szedłem do wojska. Pamiętam, jak na komisji wojskowej zachęcano nas do oddawania krwi i poszedłem z ciekawości. Kiedy pierwszy raz pobrano ode mnie krew i okazało się, że wszystko jest w porządku, wybrałem się drugi, potem trzeci i tak już zacząłem systematycznie chodzić. W sumie życie zawodowe związałem z wojskiem i bywało, że jeździłem na misje, a wtedy nie było warunków do systematycznego oddawania krwi. Niemniej przez około 40 lat nazbierało się w sumie ponad 56 litrów. Ostatni raz w punkcie krwiodawstwa byłem przed trzema laty. Potem miałem operację, a i również przekroczyłem limit wiekowy i musiałem zakończyć ten rozdział. Cieszę się, że mogłem coś zrobić dla służby zdrowia, a przede wszystkim dla ludzi.

- Oddając krew czyni się to najczęściej anonimowo w tym znaczeniu, że nie wiadomo do kogo ona ostatecznie trafi. Zdarzyło się jednak panu udzielić bezpośredniej pomocy?

- Tak, było to w czasie, kiedy pracowałem w jednostce wojskowej przy ul. Myśliborskiej. Pewnego razu pilnie była potrzebna krew dla młodego człowieka w Poznaniu. Tak się akurat złożyło, że miałem potrzebną grupę, podobnie jak pięciu moich kolegów z jednostki. Zgłosiliśmy się, zawieźli nas do poznańskiego szpitala, gdzie ten chłopak leżał i oddaliśmy mu plazmę. Powracam pamięcią do tamtej sytuacji z satysfakcją, bo jednak udzielenie bezpośredniej pomocy zupełnie inaczej się odbiera.

- Wspomniał pan, że oddając krew nie odczuwał żadnych komplikacji zdrowotnych. Czy potwierdzi pan to również teraz, jednocześnie zachęcając młodych ludzi, żeby częściej odwiedzali stacje krwiodawstwa?

- Oczywiście mogę mówić na swoim przykładzie i powiem wprost, że żadnych skutków ubocznych nie odczuwam i nigdy nie miałem problemów ze zdrowiem. Jednorazowo oddawałem po 450 ml krwi i najczęściej czyniłem to, jak byłem na miejscu co dwa miesiące. Zachęciłem do krwiodawstwa syna i on także oddaje systematycznie krew i oczywiście namawiam dzisiejszą młodzież, żeby poszła w nasze ślady. Wiem, że są kłopoty z chętnymi, a wynikają one, w mojej ocenie, z niewielkiej promocji. Myślę, że nasze społeczeństwo jest otwarte na udzielanie pomocy, ale trzeba stworzyć im odpowiednie warunki. Najważniejsza jest dostępność do punktów krwiodawstwa, nawet poprzez mobilne punkty. Jak ktoś musi specjalnie dojechać przykładowo do Gorzowa z miejscowości leżącej kilkadziesiąt kilometrów, to nie zawsze ma czas, chęci czy nawet możliwości. Ja sobie jakoś radziłem, choć mieszkałem w Myśliborzu i często specjalnie jeździłem do Gorzowa tylko po to, żeby oddać krew. Może warto spróbować tworzyć dodatkowe punkty choćby w przychodniach w mniejszych miastach.

RB