W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Delfiny, Marii, Wirginiusza , 8 grudnia 2019

Ludzie się zgłaszają po psy do schroniska

2019-12-02

Trzy pytania do Izabeli Kunickiej, kierownik schroniska dla bezdomnych psów

medium_news_header_26408.jpg

- Zbliżają się święta. Czy zgłaszają się do państwa chętni po psy?

- Cały czas ktoś do nas trafia po pieski. Nie jest to jakiś oszałamiający ruch, ale stale ktoś przychodzi. U nas, wiadomo, są przede wszystkim kundelki, więc takie idą do ludzi. Choć nie ukrywam, że pytają też o yorki czy maltańczyki. Takie zdarzają się niezmiernie rzadko. Obecnie mamy około 80 piesków.

- Czy zatem ludzie oddają psy do schroniska?

- Oczywiście, to jest ruch w obie strony. Jedne psy do nas trafiają, inne od nas wychodzą. Najczęściej trafiają do nas psy, bo nagle się okazuje, że dziecko ma alergię i natychmiast trzeba się pozbyć zwierzęcia z domu. Trafiają do nas także psy, bo umarł właściciel i nikt się zwierzakiem nie chce zająć. Ale bywa też, że ktoś oddaje psa bez powodu.

- Czego na już potrzeba schronisku?

- Przede wszystkim rąk do pracy, najbardziej nam brakuje wolontariuszy, bo pracy jest bardzo dużo. Poza tym przydałaby się dobra jakościowo karma. Tłumaczymy darczyńcom, że może niech kupią mniej, a lepszej. Nie da się porównać karmy z sieciówek do tej ze sklepu zoologicznego. Wystarczy porównać skład. W karmie z sieciówek jest 4 procent mięsa, a w tej ze sklepu 70 procent. Tego brakuje, ale powiem też, czego mamy dużo. Otóż mamy w tej chwili bardzo dużo różnych koców i kołder, bo to stale dostajemy. No i dobrze by było, żeby darczyńcy nie przywozili nam poduszek wypełnionych pierzem czy innym wypełnieniem, bo psy je rozrywają i jeszcze mogą tego pierza najeść, co nie jest dobre. W każdym razie czekamy cały czas na wolontariuszy.

Renata Ochwat