W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Franciszka, Malwiny, Władysława , 2 kwietnia 2020

Może doprowadzić do bankructwa żużla

2020-03-16

Trzy pytania do Marka Towalskiego, byłego żużlowca Stali Gorzów

medium_news_header_27198.jpg

- Na 27 marca planowany był w Gorzowie zlot byłych żużlowców z całego kraju. Z wiadomych powodów nie dojdzie do imprezy, ale została ona przełożona i jest szansa, że odbędzie się w innym terminie. W ostatnich latach takich spotkań weteranów jest coraz więcej. Z czego bierze się tak duże zainteresowanie takimi spotkaniami?

- Każdego roku to zainteresowanie rzeczywiście rośnie. Na najbliższe spotkanie mieliśmy potwierdzenie już od 60 osób, w tym zdecydowanej większość byłych żużlowców z różnych polskich klubów. Zauważyłem, szczególnie u tych przyjezdnych, że dla nich takie wydarzenia po latach są czymś bardzo ważnym. Dlatego coraz chętniej do nas przyjeżdżają. Kiedyś walczyliśmy twardo na torze, ale poza stadionami nawiązywaliśmy przyjaźnie, które do dzisiaj przetrwały. Same tego rodzaju imprezy są naprawdę wspaniałe, bo nasze środowisko jest otwarte, zabawne, zawsze przypominając fajne anegdoty dużo się przy tym śmiejemy. Inne miasta nie organizują takich wydarzeń, może dlatego, że to my byliśmy ,,złotą drużyną’’ i na nas spadła ta satysfakcja. Każde spotkanie to jednak dużo pracy, ale zawsze możemy liczyć na pomoc z różnych stron.

- Byli żużlowcy nie są w większości zamożnymi ludźmi, a ktoś musi finansować organizację spotkań czy wczasów rehabilitacyjnych. Skąd pozyskujecie środki?

- Od sponsorów. I powiem z radością, że bardzo często, do kogo się tylko nie zwrócimy najczęściej otrzymujemy finansowe wsparcie. Coraz wyższe zresztą, co jest istotne. Im więcej bowiem zbierzemy środków, tym więcej możemy zaprosić gości. Wśród wspomagających nas najczęściej są to nasi kibice sprzed lat, którzy nie zapomnieli nas z torów, a teraz chętnie utrzymują z nami kontakt i pomagają w przygotowaniach. Zapewne też nas lubią, po czujemy tę ,,chemię’’. Dużym autorytetem cieszą się ponadto z naszego grona Boguś Nowak czy Stasiu Maciejewicz i oni są takim motorem napędowym większości inicjatyw.

- Z powodu epidemii koronowirusa start sezonu żużlowego został wstrzymany. Kiedy pana zdaniem nastąpi powrót na tory i czy w razie konieczności rozgrywki ligowe powinny toczyć się bez publiczności?

- Nikt nie jest w stanie dzisiaj przewidzieć, kiedy ten powrót nastąpi. Przypuszczam, że trzeba liczyć to, niestety, w miesiącach, a nie w tygodniach. Ale nawet jak sezon ligowy wystartuje w czerwcu czy na początku lipca, to będzie można go w pełni rozegrać, wykorzystując wszystkie terminy. Natomiast bez kibiców i sponsorów żaden klub żużlowy w Polsce nie przetrwa do następnego roku. Mam nadzieję, że nikt nie podejmie świadomie decyzji, która może doprowadzić do bankructwa całą dyscyplinę. Dlatego nie mam wątpliwości, że trzeba czekać do oporu. Tych spotkań ligowych nie jest tak dużo, żeby nie można było całej ligi rozegrać w trzy miesiące. Najwyżej można zmienić dodatkowo jeszcze system rywalizacji, jak będzie zbyt mało terminów.

RB