W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Anatola, Leszka, Tamary , 3 czerwca 2020

Należało się spodziewać zamknięcia granicy

2020-03-30

Trzy pytania do Jakuba Barbaszy, mieszkańca Jenina pracującego w Niemczech

medium_news_header_27300.jpg

- Polacy pracujący u naszych sąsiadów nie mogą już swobodnie przekraczać codziennie granicy, gdyż wiąże się to z 14-dniową kwarantanną. Co to oznacza dla większości pracujących choćby w Niemczech?

- Od 2,5 roku dojeżdżam codziennie do pracy w okolice Berlina. Akurat tak się złożyło, że w marcu byłem w trakcie zmieniania pracy i przez to miałem wolne, ale od 1 kwietnia wyjeżdżam z powrotem. Podjąłem jednocześnie decyzję, że póki będą omawiane obostrzenia, póty zostaję za zachodnią granicą. Mogę sobie na to pozwolić, gdyż jestem kawalerem i jakoś sobie poradzę. Jest duża jednak rzesza ludzi, dla których decyzja o zamknięciu szlabanów jest dramatyczna, bo nie mogą oni pozostawić swoich domostw. Tak jest choćby w przypadku mojej mamy, która także codziennie dojeżdżała do pracy, a teraz pozostanie w domu, bo musi opiekować się dziadkami. Znam mnóstwo osób, mających podobne dylematy, dlatego jeżeli byśmy mieli oceniać w szerszej perspektywie decyzję polskiego rządu o wprowadzeniu kwarantanny dla pracujących w innych krajach, to powiedziałbym, że jest to temat rzeka. Każdy wypowiadający się będzie miał też zapewne inny pogląd. Wszystko zależy od osobistej sytuacji danej osoby.

- Wprowadzenie nowych zasad było zaskoczeniem?

- Chyba należało się tego jednak spodziewać. Powiem więcej, że analizując tą decyzję na chłodno w mojej ocenie jest ona uzasadniona. Sytuacja w ostatnich tygodniach była rozwojowa, codziennie zapadały jakieś różne decyzje i należało liczyć się z tym, że wszystko może się wydarzyć. Pamiętajmy, że codziennie przechodząc przez granicę każdy napotykał tłumy ludzi, jedni spotykali się z innymi i niewykluczone, że w takiej grupie mogły być osoby noszące w sobie koronawirusa. Zagrożenie zakażeniem w takich miejscach jest bardzo wysokie i potem w sposób oczywiście nieświadomy można przywieźć chorobę do domu i zarazić innych. Kolejna sprawa to wydłużające się powroty. Ze względu na kontrolę graniczną część ludzi wracała wieczorem, a skoro świt znowu musiała wyjeżdżać. I tak w kółko. Nie było to komfortowe. Powiem szczerze, że nie widzę innego racjonalnego rozwiązania, jak wprowadzone ograniczenie.

- Jak w takiej sytuacji pracujący teraz ludzie w Niemczech poradzą sobie, skoro dotychczas nie musieli szukać stałej bazy w miejscu pracy?

- Słyszałem od kilku znajomych, że rząd niemiecki wyszedł z propozycjami pomocy nie tylko w znalezieniu miejsc zakwaterowania, ale w przyznaniu dodatkowych zasiłków, które miałyby zrekompensować koszty pobytu. Jest to sprawa świeża, nie znam szczegółów, ale gdyby rzeczywiście taka pomoc się pojawiła, to zapewne wielu naszych rodaków miałoby ułatwioną sprawę w podjęciu decyzji, co mają dalej robić? Pamiętajmy, że dodatkowe koszty związane z wynajmem mieszkań, mogą stanowić pewien problem dla tych, co nie zarabiają zbyt dużo. Mam nadzieję, że cała ta sytuacja związana z pandemią niebawem zacznie się na tyle stabilizować, że za kilka tygodni będą podejmowane kolejne decyzje, ale już korzystne dla nas wszystkich, w tym powolny powrót do całkowitego otwarcia granic.

RB