W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Trzy pytania do... »
Andrzeja, Maury, Ondraszka, 30 listopada 2020

Pojawiły się pieniądze dla tego obszaru i to jest ogromna szansa

2016-12-15

Trzy pytania do Grzegorz Witkowskiego, animatora w Lubuskim Ośrodku Wsparcia Ekonomii Społecznej

medium_news_header_17042.jpg

- Jak zachęcić osoby bezradne zawodowo lub społecznie do tego, żeby przełamały niechęć i pozwoliły sobie pomóc?

- To jest złożony proces. Najpierw należy wyjść z diagnozą i określić obszary wykluczenia społecznego oraz wskazać ich przyczyny i zakres. Często mówimy o bezrobociu, a przecież lokalnie ten poziom jest bardzo niski. Kiedy przypatrzymy się dokładnie strukturze pracujących okazuje się, że spora część pracuje na czarno, na umowach śmieciowych lub za bardzo niskie płace. Są też w tej grupie ludzie dobrze wykształceni, nie potrafiący jednak znaleźć pracy w swoim zawodzie. Dlaczego to jest takie ważne? Ponieważ musimy wiedzieć do jakiego środowiska chcemy kierować swoją ofertę, a tylko takim działaniem można zachęcić ludzi do współpracy z nami. Ciekawą inicjatywą mogą być spotkania osiedlowe, ale trzeba wiedzieć, gdzie skoncentrować uwagę. Animatorzy działają indywidualnie, muszą przede wszystkim potrafić pokazać osobie wykluczonej społecznie możliwości reintegracyjne, lecz bez realnej pomocy ze strony całej machiny pracującej na rzecz wsparcia ekonomii społecznej niewiele są w stanie zrobić. Pamiętajmy, że pomoc nie polega tylko na znalezieniu pracy. Tu musi zadziałać cały mechanizm, bo przyczyny wykluczenia zawodowego często są wielorakie.

- Jakie są słabe i mocne strony tak rozumianej ekonomii społecznej?

- W ostatnich dziesięciu latach najsłabszą stroną był brak odpowiedniego dofinansowania do prowadzenia działalności, co mocno utrudniało rozwijanie spółdzielni socjalnych. Bez środków na start niewiele grup inicjatywnych decydowało się na podejmowanie ryzyka. Jak już to czynili, rzadko kiedy udawało im się rozwinąć działalność, gdyż wejście na wolny rynek jest bardzo trudny dla profesjonalnie budowanych nowych firm, a co dopiero dla spółdzielni socjalnych. Nie brakowało za to pieniędzy na szkolenia liderów ekonomii społecznej, ale szybko okazywało się, że nie mieli z kim pracować. Zaczęto natomiast przekazywać pieniądze do urzędów pracy. Tam zaś nie potrafiono zbudować żadnych rozsądnych ścieżek dla chcących wejść na rynek pracy ze swoją działalnością gospodarczą. Na szczęście to się zmieniło. Obecnie pojawiły się pieniądze dla tego obszaru i to jest ogromna szansa. Mocną stroną jest ponadto wszechstronne przygotowanie beneficjentów oraz pomoc już w trakcie prowadzenie przez nich działalności.

- Liderzy i animatorzy są gotowi do pracy, pieniądze na rozwijanie działalności gospodarczej w ramach ekonomii społecznej leżą na stole. Czy to jest wystarczająca pomoc dla ludzi, którzy chcą uczestniczyć w projektach oferowanych przez ośrodki wsparcia?

- W mojej ocenie najważniejsza w całej układance jest międzysektorowa współpraca na poziomie miasta i gminy. Bez tego praca liderów i animatorów jest skazana na porażkę. Mam nadzieję, że samorządy bardziej zaufają organizacjom trzeciego sektora, które zajmują się ekonomią społeczną i zaczną z nimi lepiej współpracować na rzecz wykluczenia zawodowego. Ważne jest włączanie się w to wszystko innych środowisk, w tym również przedsiębiorców.

RB