W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Laury, Leszka, Marcjana , 17 czerwca 2019

Kolejny mural już jest

2012-09-24

No i bardzo fajnie, że kolejny mural pojawił się na ścianie Szkoły Podstawowej nr 10 przy ul. Towarowej. To dobry sposób na rzeczywiste ubogacenie Zawarcia, do niedawna dzielnicy traktowanej jak piąte koło u wozu. Choć do dziś zadziwia mnie wygląd przebudowanego stadionu żużlowego, który pojawia się nagle wśród małych i mocno zaniedbanych kamieniczek. Cały czas kojarzy mnie się z pojazdem kosmicznym, który wylądował w przypadkowym miejscu. Wiem, co mówię, bo na żużel chodzę od lat i pamiętam stadion, który wyglądał, jak siermiężny kurnik, ale bardziej chyba pasował do zawarciańskich klimatów.
Ale nie o tym ma być. O muralu, który stylistycznie nawiązuje do już istniejącego przy ul. Śląskiej. No i dobrze, bo pewna konsekwencja jest konieczna, tak aby nie powstał wrzask stylów i wykonań. Ale z drugiej strony patrząc, czyżby w Gorzowie nie było grafficiarzy i muralistów – prawda, jakie ładne słówko odnoszące się do wielkich murali. Ale na poważnie – mam wrażenie, że nowi urzędnicy nie dostrzegają tego, że Gorzów nie jest pustynią bez własnych środowisk artystycznych. Tak właśnie zaczyna się zachowywać pani plastyk. A przecież w mieście nad Wartą jest sporo bardzo uzdolnionych młodych ludzi, którzy nie raz udowodnili, że sztuka machania pędzlem nie jest im obca. Może przy okazji tworzenia kolejnych malowideł – kolejny raz podpowiadam ścianę przy Wełnianym Rynku w pasażu prowadzącym do byłej pracowni Andrzeja Gordona – warto pomyśleć o zaangażowaniu lokalnych twórców. Będzie to z korzyścią zarówno dla samego miasta, jak i środowisk twórczych.
Ale kolejny raz nie mam złudzeń, na pewno tak się nie stanie, no bo przecież trzeba chcieć.
A tak przy okazji wrócę do Miejskiego Centrum Kultury przy ul. Drzymały. Rozdyskutowało  się ostatnio na ten temat forum jednej z lokalnych gazet. No i zdanie jest jedno – wyłączenie z działalności obu sal, wyrzucenie z centrum alternatywy spowodowało, że placówki nie ma. No bo co to za placówka, w której jest tylko pani dyrektor i coraz bardziej nietrafione imprezy – vide festiwal techno za ciężkie pieniądze, którym zainteresowała się maleńka garsteczka gorzowian. A przecież po tak zwanych zmianach i porządkach w kulturze ma to być sztandarowa instytucja. Głowa mnie boli, kiedy o tym myślę, więc nie myślę za często.
A dla uspokojenia skołatanego serce wybrałam się do Muzeum Lubuskiego, aby pogapić się, nie, w tym przypadku, podziwiać ikony z muzealnych zbiorów. Choć wystawa malutka, jakże urzekająca. A do tego z cerkiewną muzyką, czyli śpiewem, bo w prawosławiu muzyki się nie gra. Balsam na duszę, polecam wszystkim.
A o tej ślicznej, czerwonej vespie, co to od niedawna parkuje na mojej ulicy, znów spróbuję napisać innym razem, bo jak zawsze są ważniejsze sprawy.