W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Jarosława, Konrada, Selmy , 21 kwietnia 2019

I znów przemówią artyści

2012-09-25

Zaczyna się kolejny sezon spotkań z artystami. I dobrze, bo to fajnie urozmaica ofertę. Tym bardziej jest to interesujące, że moderatorzy wyłuskują co ciekawszych lokalnych i około lokalnych twórców. Już dziś w Zapiecku w ZUO, który od lat prowadzi Barbara Schoreder, zagości znany i znakomity gorzowski fotograf Sławomir Sajkowski. Tym razem spotkanie ma tytuł „Namaste Nepal”, co na ludzki język rodzimy tłumaczy się „Bądź pozdrowiony lub też witaj Nepalu”. Jednym słowem Sławek – mam prawo tak pisać, bo znam go około 100 lat – będzie opowiadał o swoje wyprawie do Nepalu i trekkingu wokół Annapurny (8091 m n.p.m.) Czyli nie dość, że wdrapał się na około 5 tys. m n.p.m, plątał się wokół tej góry, choroby wysokościowej na szczęście nie dostał, to  jeszcze zrobił kupę fantastycznych zdjęć, a co więcej, potrafi o nich zajmująco opowiadać. Nepal, po Boliwii, Peru i Ekwadorze, to kolejny egzotyczny kraj, do którego dotarł. Tym razem znalazł się w Górach Najwyższych. Annapurna ma zresztą bardzo specyficzne znaczenie dla polskiego środowiska himalaistycznego. Tak się bowiem skład, że pierwszego wejścia zimowego dokonali na nią nie kto inny, a Polacy. 3 lutego 1987 na jej wierzchołku stanęli Artur Hajzer i sam mistrz Jerzy Kukuczka. Poza tym góra uznawana jest za wredną, no może nie tak, jak słynna maszyna do zabijania himalaistów – K2 – ale jednak. Niech o jej niekoniecznie dobrej sławie świadczy choćby i to, że jak do tej pory odbyły się na nią tylko cztery polskie wyprawy, w tym ostatnia w 2010 r. Wtedy na jej szczycie stanęła gwiazda współczesnego himalaizmu kobiecego, Polka Kinga Baranowska oraz Piotr Pustelnik, też wielka gwiazda wspinaczki w Górach Najwyższych.
Tylko dla porządku domu przypomnę, że w Gorzowie także mieszkali zdobywcy ośmiotysięczników. Mam na myśli Tadeusza Kudelskiego, który zaginął podczas zejścia z Mount Everest, wyprawą wówczas kierował Ryszard Pawłowski. Pisze się zaginął, bo ciała nie znaleziono. W naszym mieście mieszkała też Sylwia Bukowicka, która w 2003 r. wspięła na się na dwa ośmiotysięczniki Gasherbrum II i Cho Oyu. Poza tym udane wyprawy w Góry Najwyższe, choć może nie na ekstrema, zaliczają także członkowie Speleoklubu Gawra. Kto chce wiedzieć, jak tam w krainie lodu jest, powinien się wybrać do ZUO.
Natomiast jutro w Muzeum Lubuskim im. Jana Dekerta pierwsze w sezonie spotkanie z artystą-plastykiem. Otwiera je Iwona Markowicz-Winiecka, ciekawa malarka, która przechodziła i stale przechodzi różne fazy twórczości. Na równi fascynują ją człowiek, jak i szeroko pojęta mistyka i metafizyka. Czym się obecnie artystka zajmuje, można się było przekonać podczas wystawy pokoleniowej w bibliotece wojewódzkiej w tym roku wiosną.
Iwona nie tylko fascynująco opowiada o malarstwie, potrafi także równie zajmująco mówić o filozofii czy metafizyce. To może być naprawdę fascynujący wieczór.
No tak, i kolejny raz nieudało mnie się napisać o tej pięknej czerwonej vespie, co od niedawna parkuje na mojej ulicy. Kolejny raz bowiem zwyciężyły sprawy ważniejsze.