W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Laury, Leszka, Marcjana , 17 czerwca 2019

Wysokiej Rady zabawy

2012-09-26

 Z dość dużym zaciekawieniem przeczytałam dziś dramatyczne nagłówki w lokalnej prasie – „Pat w Radzie Miasta” to najlżejsze określenie. A o co chodzi? Ano o to, że na wczorajszej sesji Wysoka Rada – jak się radni uwielbiają tytułować – nie wybrała wiceprzewodniczącego. Choć z klucza partyjno-komisyjnego wynikało, że powinien zostać ktoś z określonego ugrupowania, to jednak nie został, bo nie dostał  poparcia.
Dlaczego o tym piszę? No bo tak zwany jasny szlag mnie trafia, kiedy czytam takie informacje. Od lat wiem jedno na pewno, że Rada Miasta nie jest od polityki, tylko od roboty – od dbania o dobro miasta, patrzenia prezydentowi na ręce w sprawach wydawnictwa publicznych pieniędzy, przyglądania się pracy urzędników miejskich i w razie potrzeby ingerowania w sytuacjach kryzysowych.
Może gdzieś tak jest, ale na pewno nie u nas. W Gorzowie radni jakoś od lat są przekonani, że robią wielką politykę, stąd jakieś kluby, klubiki, konwenty, porozumienia, jakby chodziło o bezpieczeństwo nuklearne już nie tylko Europy, ale i całego świata wraz z okolicą.
To dziecinada jakaś jest, zabawy z otwartym ogniem, igranie z publicznym zaufaniem. Zawsze śmieszyło mnie, a jako specjalistę od rodzimego narzecza, wręcz irytowało, kiedy słyszałam i ciągle słyszę określenie – A my na klubie...
Skoro Wysoka Rada w tych swoich „naklubach” nie potrafi wymyślić nic sensownego, nie może się porozumieć w tak błahej sprawie, jak wybór wiceprzewodniczącego, to może pora spakować zabawki i poszukać sobie innej piaskownicy. Ale nie, przecież wtedy straci się światła jupiterów – cóż z tego, że tylko lokalnych, straci się zainteresowanie mediów. Więc dalej Wysoka Rada będzie przesypywać piasek z kubełka do kubełka, „robić” Wielką Politykę w mieście bardzo średniej wielkości, a samo miasto niech w efekcie diabli wezmą, bo nikomu na nim nie zależy. Tak prezydentowi, jak wyżej wymienionej Wysokiej Radzie.
Przykłady – proszę bardzo – popadające w ruinę Nowe Miasto, zagracone budami ścisłe centrum, przeganiane drobnych handlarzy w imię czyjegoś widzimisię, demontaż gorzowskiej kultury, brak koordynacji różnych miejskich służb – vide choćby korki na Teatralnej, zdewastowane chodniki i inne ciągi piesze, totalnie zarośnięte i zaśmiecone skwery, trawniki i parki... Wymieniać można w nieskończoność. Ktoś powie, ale to są drobiazgi, wystarczy tylko... No właśnie, wystarczy. Ale od lat nikomu w magistracie się nie chce, a radni, przepraszam, Wysoka Rada też się tym nie zajmuje, bo zajęta jest polityką, choć jakolwiek śmiesznie i nieprawdopodobnie to brzmi w odniesieniu do samorządowców, jednak cały czas się dzieje. Żałosne.
Ale ja tam się na tym nie znam, bo generalnie zajmuję się kulturą. Dlatego też już się cieszę na wystawę Zbyszka Rudzińskiego, szefa PTTK, który jutro w bibliotece wojewódzkiej przy ul. Kosynierów Gdyńskich (tak, tak, wiem, że oficjalny adres to Sikorskiego 107, ale wejście jest od Kosynierów i tak będę pisać) otworzy swoją wystawę. Nosi ona zachęcający tytuł „Najpiękniejsze miejsca Europy”. A że Zbyszka też nosi po niebanalnych zakątkach, szykuję się na coś fajnego. Kiedy go kilka dni temu spotkałam, powiedział mi tylko – Zobaczysz, okaże się, że nawet nasz Gorzów może być miejscem pięknym. No zobaczymy, zwłaszcza w kontekście powyższej litanii braków i niedoróbek.
I znów zabrakło miejsca na tekst o pięknej czerwonej vespie, co to od kilku dni parkuje na mojej ulicy. Powiem jak świętej pamięci Szakal, no cóż, może innym razem...