W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Łukasza, Kai, Nastazji , 22 kwietnia 2019

Te rzeźby żyją

2012-10-02

Miałam ostatnio niewątpliwą przyjemność opowiadania o malarzach dwóch, którzy żyli w naszym mieście. A było to tak. Przechodziłam koło rzeźb mistrza Jana Korcza i mistrza Ernsta Henselera, co nie jest dziwne, bo stoją one na trasie mojej drogi do pracy i powrotu z niej. Przy rzeźbach stało kilka osób, będzie tak ze cztery, i w cudzoziemskim języku się zastanawiało, co to oto jest. Więc ja się uprzejmie zainteresowałam, czy aby im czegoś nie trzeba. No i usłyszałam pytanie – Kto zacz oto jest. Więc opowiedziałam, co wiedziałam i na ile moje umiejętności wysławiania się w cudzoziemskim języku wystarczyły. No i Anglicy, bo to była ekipa z Anglii, byli zachwyceni. Samym faktem dość niebanalnego upamiętnienia osób ważnych dla tego miasta. Potem ekipa ruszyła dalej, śledzić kolejne pomniki, o których zresztą im też opowiedziałam.
Od kilka lat niemal codziennie widzę jakieś roześmiane dziecko, które siedzi za mistrzem Eddym Jancarzem, a babcie, mamy, ciotki czy jeszcze inne pociotki je fotografuję. Podobnie jest z Szymonem Giętym i przewoźnikiem Piotrem Zacharkiem. Te rzeźbki po prostu żyją, stały się rozpoznawalnymi symbolami miasta nad Wartą. Co prawda guru Piotr Sarzyński z tygodnika „Polityka” w swojej rewelacyjnej książce „Wrzask w przestrzeni” dość mocno krytykuje podobne rozwiązania w innych miastach, twierdząc, że banalne to jest i brzydkie. Ja jednak będę bronić gorzowskiej galerii pod chmurką. Te prace są znakomitym sposobem wchodzenia w historię miasta nad Wartą, wstępem do poznawania lokalnej ojczyzny. Bo chwała Bogu, żyjemy w takich czasach, że historia miasta na siedmiu wzgórzach zaczyna się jak należy, w dniu 2 lipca 1257 roku, wraz z Albertem de Luge, a nie 30 stycznia 1945 r, jak było do 6 czerwca 1989 r.
A skoro o rzeźbkach mowa, to kolejny raz ukłony i słowa podziękowania dla mecenasa Jerzego Synowca, bo to dzięki niemu i jego przyjaciołom oraz znajomym prace te się znalazły. No i trzymam kciuki, aby udało się z Christą Wolf.
No i słówko z innej beczki, choć też o rzeźbkach. W sobotę w Galerii BWA w Miejskim Ośrodku Sztuki zagości Sylwester Ambroziak. Kto jeszcze jego prac nie widział, powinien sobie zarezerwować czas i udać się do galerii. Naprawdę warto. Artysta uczył się między innymi u Stanisława Kulona, i odrobineczkę Kulonowego myślenia w jego pracach widać. Mnie się podoba, podobnie jak kompletnie inne prace Jerzego Fobera czy Józefa Wilkonia.
No i na sam koniec - prezydent TJ w publicznym radiu oskarżył gorzowian o małostkowość i krytykanctwo. Choć komentarz dotyczy niebyt jasnej i zgodnej z prawem sytuacji w Słowiance, to jednak akurat TJ ma chyba rację. Wystarczy popatrzeć na Zieloną Górę, gdzie wszystkie siły są skoncentrowane na jednym – wszyscy, ale to wszyscy robią wszystko, aby Zielona Góra była piękna, silna, liczyła się w Polsce, po prostu dbają o jej interesy. U nas niestety jest odwrotnie, co zresztą teraz wychodzi z całą mocą.