W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Franciszka, Lamberty, Narcyza , 17 września 2019

Kot w butach i kładka

2012-10-08

Nie należę do grona znajomych córki Michała Puklicza, i chyba dlatego nie dostałam zaproszenia na otwarcie wystawy poświęconej temu znakomitemu artyście. W holu biblioteki głównej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej przy ul. Chopina pokazane zostały między innymi programy teatralne z autografami, ważne listy do Artysty oraz projekty dekoracji i kostiumów teatralnych. Wszak zmarły przed 10 laty Artysta był przez długie lata głównym scenografem Teatru Osterwy. Nie pierwszy to wernisaż i na pewno nie ostatni w moim życiu, w którym nie wzięłam udziału. Świat się od tego nie zawali, a wystawę zawsze obejrzeć można potem. Co i ja też uczyniłam w piątkowe popołudnie. No i dość mocno wzruszyła mnie ta wystawa, a to za sprawą projektów kostiumów do „Kota w butach”, który premierę miał w 1972 r. Dlaczego tak mocno akcentują akurat ten spektakl? Ano dlatego, że to była moja pierwsza w życiu wizyta w teatrze. Pamiętam jak dziś zachwyt wszystkim. Do dziś, ile razy wchodzę do teatru czy opery, zawsze ogarnia mnie dziwne uczucie – oczekiwania, zachwytu, nieśmiałości. Fakt, często bywa, że efekt finalny jest daleki od oczekiwań, ale cóż tam. Zawsze jest nadzieja, że będzie lepiej. Potem wiele razy oglądałam w teatrze tego „Kota” w różnych wykonaniach. Ale ten pierwszy zawsze zostanie ze mną, jako ten najważniejszy.
A tak a propos różnych realizacji. Ostatnio w Teatrze Telewizji oglądałam „Trzy siostry” Antoniego Czechowa. Obsada gwiazdorska, między innymi Wierszynina grał Borys Szyc. Jak dla mnie porażka, brak zrozumienia ducha Czechowa. A dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że w pamięci mam „Trzy siostry” z naszego Teatru Osterwy. Co prawda słowacki reżyser Pavel Kocan wymieszał je z „Alchemikiem”Paulo Coelho i efekt był co najmniej dziwaczny. Ale Czechow się obronił, a Marzena Wieczorek zagrała najlepszego Wierszynina, jakiego w życiu widziałam. Podobnego zdania był Jacek Sieradzki, jeden z najbardziej liczących się krytyków teatralnych w Polsce.
No a teraz do rzeczy przyziemnych. Przeczytałam w lokalnych mediach, że miasto chce rozmawiać z PKP o remoncie kładki wiodącej mostem kolejowym na Zawarcie, a na pewno o remoncie schodów. No i chwała magistratowi za to. A jak jeszcze uda się PKP przekonać do remontu, to będzie sukces pełen. Bo po prawdzie to przejście powinno być zamknięte – jest po prostu niebezpieczne. Dziw wielki, że jeszcze nikt tam sobie krzywdy nie zrobił. Wiem, bo przez cały sezon chodziłam tamtędy na żużel i dopóki było jasno, jakoś się dało. A jak teraz szybko ciemnieje na dworze, to lepiej nadłożyć drogi, bo może być różnie.
I na koniec gratka – co prawda za kilka miesięcy, ale jednak do Gorzowa przyjedzie Anatol Wierzchowski z teatrem KOD z Dębna. Na spotkanie powinni wybrać się wszyscy, którzy lubią ludowe śpiewki podawane białym głosem, bo tak jak chłopaki z Dębna dziś już śpiewa rzadko kto. Miałam to szczęście, że dane mi było chłopaków posłuchać między innymi w Barlinku, podczas gali z okazji 50. lat twórczości Romany Kaszczyc i kolejny raz się wzruszyć. No i teraz czekam.