W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Franciszka, Lamberty, Narcyza , 17 września 2019

O nagrodzie i debacie

2012-10-10

Na początek radość i wielkie gratulacje. Otóż wczoraj przed południem gorzowski malarz i grafik Bogusław Jagiełło odebrał jedną z głównych nagród na 24 Festiwalu Malarstwa Współczesnego w Szczecinie. Był jednym ze 96 twórców zakwalifikowanych do udziału w tym na nowo zyskującym wagę konkursie. Komisją kierował wybitny polski malarz współczesny, prof. Antoni Fałat. Cieszę się ogromnie i naprawdę serdecznie gratuluję, bo Boguś, tak na Artystę od lat mówię, więc nie widzę problemu, aby tak pisać, należy do bardzo ciekawych, odrębnych, zamkniętych w sobie i mocno wyciszonych twórców. Ma na koncie liczące sie międzynarodowe nagrody za prace graficzne wykonywane szlachetnymi technikami, jak choćby rzadko stosowana sucha igła. Od lat zajmuje się malarstwem. To w jego pracowni w Kłodawie narodziły się te piękne, tajemnicze kobiety o minach sfinksa, wabiące i kuszące półprzymkniętymi oczyma. Dla mnie Boguś Jagiełło jest jednym z najzdolniejszych malarzy, jacy stąd pochodzą. Dlaczego tak uważam? Bo nie powiela niczego, nie rozmienia się na drobne, nie maluję lewą ręką przez prawe ramię (autentyczne powiedzenie jednego z twórców, który za tak namalowane swoje prace zarabia krocie, dla przeciętnego zjadacza chleba oznacza to odwalanie chałtury pod przykrywką artyzmu).

Dla porządku domu dodam tylko, że Bogusław Jagiełło jest synem znanego malarza i promotora sztuki Augustyna oraz ojcem Tobiasza, twórcy filmów animowanych, który za swoją animację plastyczną „Na początku był chaos” zgarną nagrodę na najbardziej liczącym się polskim festiwalu filmów animowanych w Krakowie. Zresztą serdecznie polecam ten film, bo jest zabawny, ale przy okazji piekielnie inteligentny. Taka to bowiem rodzina, że byle czym się nie zadowala.

No i bardzo dobrze, bo z byle czym mam coraz bardziej do czynienia.

A teraz będzie o czym innym. Otóż w ferworze wymieniania imprez szykujących się na koniec tygodnia zapomniałam o trzech: debacie o kulturze, otwarciu nowej prywatnej galerii sztuki i premierze w teatrze.

Dziś będzie o debacie. To druga, jak dobrze pamiętam, debata poświęcona zmianom w gorzowskiej kulturze. Tym razem organizuje ją miesięcznik „Tylko Gorzów”. Zaproszone są wszystkie środowiska, w tym urzędnicy. No i z urzędu coraz mocniej dochodzą głosy, że najwyższa pani urzędnik od kultury się waha i ostatecznie na dziś nie wiadomo, czy udział weźmie. A ja bym bardzo chciała ją zapytać, co ona rozumie pod pojęciem „Kultura to delikatna materia”, którym chętnie szermuje. Chciałabym zapytać, czy nadal urząd upiera się przy kuriozalnym pomyśle łączenia Jazz Clubu Pod Filarami z Filharmonią, który został obśmiany przez pół Polski. Że przypomnę: najpierw pani urzędnik argumentowała, że zbędne są wydatki na pół etatu pani księgowej i duży może więcej - tak, to prawda, duży może więcej, ale nie w kulturze. Wiedzą o tym ci wszyscy, co się na tym znają. Duży, owszem, może więcej, ale w ekonomii, a na tym się zna wysoka urzędniczka. Bo na kulturze jak widać, raczej nie. Potem następnym argumentem było, że Jazz Club jest za mały, aby być samodzielną instytucją, bo w myśl ustawy instytucje kultury winny być duże, wręcz ogromne - można tych słów posłuchać w Radiu Zachód. Ciekawe, jakiego argumentu pani urzędnik teraz użyje. Interesuje mnie także, co dalej z likwidacją Grodzkiego Domu Kultury, bo plany jakoś palą na panewce. Co dalej z łączeniem Miejskiego Ośrodka Sztuki z Klubem Myśli Twórczej Lamus w instytucję pod nazwą Centrum Sztuki Współczesnej Przystań? Jak to było widać podczas [pierwszej debaty, tylko gorzowskie środowisko zabiło śmiechem ten pomysł, strach pomyśleć, co będzie się działo, kiedy pokrętną nazwę w stosunku do dzisiejszego MOS usłyszą inni.

Interesuje mnie również, dlaczego wydział kultury zajął się nagle organizacją różnych wystaw, jak choćby koszmarnie marną wystawą poświęconą plastycznym interpretacjom słów Fryderyka II Wielkiego pokazywaną w Galerii Askana. Bo wszak jakiś czas temu ta sama wysoka urzędniczka mówiła wyraźnie, że urząd nie jest od organizacji czegokolwiek, tylko od nadzoru i dzielenia pieniędzy. Vide – zarzut wobec poprzedniej ekipy za organizację Jazdy coolturalnej.

Oj, coś dużo niekonsekwencji w tym wszystkim. Człowiek może dojść do wniosku, że ktoś stosuje zasadę – robię tak, jak mi wygodniej, bo żadnej wyraźnej linii postępowania nie mam.

No cóż, skoro tak ma być, niech będzie, tylko przy takim myśleniu za rok kultury w mieście nie będzie. Oj, chyba przesadziłam, będzie, ale w nie w magistrackich instytucjach, bo tych nie będzie. Zostaną tylko marszałkowskie.

A o pozostałych wydarzeniach napiszę przy innej okazji.