W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Edwarda, Marleny, Seweryna , 23 października 2019

Po prostu muzyka

2012-10-12

Liczę godziny, bo już dziś wieczorem magia jazzu w Filarach. Dlaczego magia jazzu? Ano zagra Piotr Wojtasik, dla mnie po Tomaszu Stańce druga trąbka jazzowa kraju i na pewno czołówka trębaczy europejskich. Piotr Wojtasik do swojego projektu zaprosił międzynarodowy skład i efekt jest fantastyczny. Dlatego też nie wybiorę się do Filharmonii, bo choć kocham Piotra Czajkowskiego, zresztą jak i innych klasyków, to bardziej jednak przyciąga mnie magia jazzu, jakoś tak mam.
Natomiast w sobotę nową prywatną galerię otwiera malarz z Warszawy, któremu spodobało się miasto na siedmiu wzgórzach i po prostu postanowił się tu osiedlić. O szczegółach pisze w rubryce Kultura moja koleżanka Dorota Frątczak, więc nie będę się rozwijać dalej. Ale dodać muszę, że to fajnie, jak powstają nowe inicjatywy.
No a wieczorem, wieczorem magia poezji i dobrej muzyki. W Filarach koncert gorzowskich muzyków ze środowisk alternatywy, którzy nagrali płytę „Furman”. Mam to szczęście, że dane mi było tego krążka już posłuchać i nadal jestem pod wrażeniem. Może dlatego, że lubię alternatywę, a tak się składa, że zarówno teksty Furmana, jak i muzykę zaliczam właśnie do alternatywy. Jak tu już kiedyś pisałam, znam takich, co płyty nie słyszeli, ale już wybrzydzają, bo po co. No cóż, taka nasza gorzowska specjalność.
Wracam jednak do Furmana, bo Kazimierz był moim przyjacielem. Wiele czasu spędziliśmy razem w Filarach na gadaniu o rzeczach ważnych i nieważnych. Potem zawsze padała komenda - Rencia, do domu. Bo tak się składa, że mój dom był i nadal jest na szlaku marszu Furamana do jego domu. No i nie warto się było targować, że może jeszcze posiedzimy chwilkę, bo za chwilę znów była komenda - Rencia, no już, do domu. Brakuje mi Kazimierza Furmana, jak się ostatnio okazało, nie tylko mnie.
Myślę, że Rafał Stećków i spółka zdecydowali się na promocję tej płyty w Filarach, bo to chyba było najbardziej ulubione miejsce Poety. Zresztą gdzie mieli to zrobić? W Magnacie, którego nie ma, w bezosobowej sali widowiskowej, która tylko alternatywnie jest dopuszczona do użytku? Bez sensu. Tym bardziej, że dyrekcja MCK, co to ma być sztandarowa instytucją kultury w mieście, jakoś niewiele robi, aby ten stan poprawić. Na razie do jej zasług należy pogonienie alternatywy z MCK. No, bo i po co komu alternatywa. Tylko z nią same kłopoty. Powtórzę kolejny raz, bez sensu to wszytko.
No właśnie, bez sensu też spędziłam czwartkowe popołudnie. Była tak zwana debata o kulturze. Jedyny jej plus, to taki, że spotkałam całą masę znajomych, których lubię. Niestety, pojawili się też i tacy, których nie trawię, ale co zrobić, taki life.
Jeden z ciekawszych polskich królów, Stanisław August Poniatowski powiedział kiedyś, szkoda czasu i atłasu. I tak było w tym przypadku. Kolejny raz przekonałam się, że kultura to jedno, urzędnicy to drugie, a oba światy nie są styczne, a w naszym konkretnym przypadku raczej styczne nigdy nie będą. Żal mi było Dziekańskiego, który kolejny raz udowadniał, że nie jest wielbłądem, o czym wszyscy dobrze wiedzą, poza urzędnikami właśnie.
Zaskoczyły mnie ulizane wypowiedzi niektórych dyskutantów, z uznaniem przyjęłam wystąpienie Piotra Steblina-Kamińskiego.
Wiem już na pewno, że nie będę komentować działań urzędników, bo jak mówił cytowany już król Stanisław August Poniatowski, szkoda czasu i atłasu. A ludziom kultury – działaczom, artystom i animatorom, bo sama jestem odbiorcą, a to inna kategoria - serdecznie współczuję, że taka władza nad nimi nastała.