W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Elżbiety, Faustyny, Pawła , 19 listopada 2019

Niespodzianki, niespodzianki

2012-10-15

Tak, tak, były i to całkiem spore. Jak już wcześniej pisałam, w piątkowy wieczór zamiast Filharmonii wybrałam Jazz Club. Grał Piotr Wojtasik ze swoim kwartetem. No i to była cudna muza, taka mainstreamowa, klimatyczna. Popisy dali wszyscy muzycy, ale mnie zaczarował Michał Barański, kontrabasista, który był prawdziwą niespodzianką, bo nie był awizowany. Ale jak to w jazzowym światku bywa - nagłym zastępstwem. A dla mnie objawieniem. Dawno, dawno nie słyszałam, żeby ktoś tak grał na basie. Od lat wiem, że w Filarach dzieją się cuda, właśnie taki maleńki cudek wydarzył się w piątek.
Cudu i zaskoczenia nie było w sobotę. Na koncert promujący płytę „Furman” przyszedł taki tłum ludzi, że część po prostu stała przed klubem. To nic, że młodzi na razie nie znają poezji Kazimierza. Ta płyta spowodowała, że być może nieliczni sięgną po tę trudną, ale jakże piękną poezję. O muzykach już napisałam parę razy, więc teraz powiem tylko jedno słowo – byli i są super.
Teraz napiszę o urzędnikach. Bo właśnie za taką mam obecną dyrektor Miejskiego Centrum Kultury. A dlaczego tak myślę? Bo w chwili promocji najważniejszego produktu swojej placówki za ostatnie lata powinna być ze swoimi ludźmi, powinna ich wspierać, jak trzeba poklepać po ramieniu i powiedzieć, że następnym razem będzie lepiej. Choć akurat w tym przypadku takie coś nie było potrzebne. Tymczasem pani dyrektor się nie pojawiła, bo wybrała koncert... Kata. Znam panią dyrektor od lat i za żadne chińskie, tybetańskie czy jakiekolwiek inne bóstwa nie uwierzę, że akurat muzyka Kata to jej estetyka. Nikt i nic mnie nie przekona. Powód? Przez lata całe chodziłam na metalowe, punkowe i inne koncerty w tym i nie tylko w tym mieście. I jakoś nigdy na nich nie widziałam pani dyrektor, wtedy jaszcze pani urzędniczki. Nagła przemiana, miłość do metalu – nie wierzę.
Niespodzianką kolejną jest też i to, że lada chwila z Gorzowa wyjedzie maestro Piotr Borkowski z Filharmonii. A przynajmniej wszystko na to wskazuje. Sam publicznie się pożalił, że kończy mu się kontrakt, a nic nie wskazuje, aby nowy szef Filharmonii miał z nim umowę przedłużyć. Będzie to na pewno ze szkodą dla instytucji, bo dyrygentem jest dobrym, zbudował świetny zespół. Ale z drugiej strony maestro szybko wszedł w styl tutejszych urzędników – arogancją i pychą zraził do siebie niemal wszystkich, w tym całe środowisko medialne. Barokowy styl pracy też mu sławy nie przysporzył. No i nie czarujmy się, z tą światową sławą pana dyrygenta to też lekka przesada. Ale, niech tam.
No i na koniec – obiecałam sobie, że nie będę komentować zachowań pewnej pani urzędnik. Nie będę, za to odsyłam do czytania o zachowaniach pani urzędnik na różnych gorzowskich stronach internetowych. Chodzi mi o debatę o kulturze zorganizowaną w bibliotece wojewódzkiej przez środowisko Jacka Bachalaskiego. Kiedyś, dawno temu napisałam, że za taką arogancję, takie dorabianie gęby Urzędowi Miasta normalny szef takiego urzędnika dawno by zdymisjonował. Takiego pokazu właśnie arogancji, pychy, zwykłego niezrozumienia materii, którą się kieruje, pogardy dla podwładnych, jakimi są szefowie miejskich instytucji kultury, wielu z nich bardzo zasłużonych i z wielkimi osiągnięciami dawno nie widziałam. Kolejny raz powtórzę – pani dyrektor może się zna na ekonomii, na pewno nie zna się na kulturze. Jeden z mądrych ludzi w tym mieście, też z tytułem doktor, tyle że kulturoznawca po tej debacie tylko wzruszył ramionami, bo komentować nie chciał, nie było czego.
Ale cóż, widać tak musi być. Wiem, tylko jedno, jeśli prezydent TJ nie zainterweniuje, to za jakiś czas nie będzie czego ratować.