W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Darii, Mateusza, Wawrzyńca , 21 września 2019

A bimbka gdzie?

2012-10-18

Na razie bimbka, czyli mówiąc bardziej zrozumiałym językiem, replika starego gorzowskiego tramwaju stoi jeszcze na Wełnianym Rynku ku uciesze tych najmniejszych, których nadal zachwyca dzwonienie takim urządzonkiem, co to ja nie wiem, jak się nazywa. Stoi i niszczeje, bo na razie nie sprawdzają się żadne scenariusze dla niej przewidziane. Nie udało się w niej stworzyć punktu informacji turystycznej z kasą biletową na różne imprezy. Dlaczego? Mniemam, że po prostu do miasta na siedmiu wzgórzach nie trafia aż tak rzesza turystów, która zapewniłaby utrzymanie takiemu miejscu. Zresztą i trudno się dziwić, bo choć miasto ma swój urok, zwłaszcza wieczorem, i od strony Warty (nareszcie od kilku lat), to żadną potęgą turystyczną nie jest. Za chwilę, moim zdaniem oczywiście, straci resztą plusów, bo co i rusz coś się sypie i niszczeje, ot choćby świetnie zapowiadająca się Filharmonia.
No ale do bimbki. Otóż jakiś czas temu, kilka dni wstecz może, usłyszałam od jaskółek, że są plany przemieszczenia bimbki. Śliczny wagonik, niestety ze śladami działalności wandali ze spreyami w dłoniach (tak, tak, chuligaństwo miejskie nawet sentymentalny tramwaj naznaczyło), ma trafić... przed Spichlerz. Stanie obok nagrobka Hermanna Pauckcha oraz kilku zabytków techniki. Nie wiem, na ile moje jaskółki są poinformowane, ale jak dla mnie to byłoby najfajniejsze rozwiązanie. Szkoda po prostu tego wagonika, żeby nadal stał i po prostu niszczał. Szkoda ludzkiej pracy włożonej w wykonanie tego tramwajku, szkoda samej idei. Przy muzeum ten wagonik lepiej zaistnieje, może ktoś wymyśli dla niego jakieś przeznaczenie? Oby tak się stało. Natomiast na to miejsce na Wełnianym Rynku powinien wrócić Śfinster, wyrzucony na skwer przy ul. Jagiełły i kompletnie przez to zapomniany. A szkoda bardzo, bo to rzeźba autorstwa Zbigniewa Frączkiewicza, artysty coraz bardziej liczącego się na świecie. Inne miasta chlubią się jego pracami, my jakoś nie... No cóż, takie miasto.
Trzymam kciuki za powodzenie całego przedsięwzięcia.
A teraz o rzucaniu monetami. Otóż zbliża się kolejny nasycony różnymi imprezami weekend. Tylko w piątek jest ich kilka do wyboru. Dwie wystawy w Lamusie i Terminalu08, koncert w Filharmonii, podobna impreza w Miejskim Centrum Kultury, koncert awangardy w Łubu Dubu. Na dalekich rubieżach Gorzowa, czyli we Frankfurcie nad Odrą premiera sztuki Heinricha von Kleisa „Rodzina Schroffenstein”, czyli coś na kształt Szekspirowskiego „Romea i Julii”. A czemu o tym piszę? Bo grają tam gorzowscy aktorzy Bożena Pomykała i Krzysztof Tuchalski i bardzo bym chciała ten nietypowy od strony realizacji spektakl zobaczyć.
A w sobotę z kolei do wyboru wystawa fotograficzna pana Ryszarda Tomczuka, o czym zresztą więcej napiszę przy okazji, wystawa Kingi Dunikowskiej, performance Zygmunta Piotrowskiego, koncert Carrantouhilla i Tribute to Michael Jackson w Jazz Clubie. I teraz znów trzeba rzucić monetami, na co się wybrać, bo na wszytko nie sposób. Ale ja tym razem jestem w komfortowej sytuacji. W piątek idę na brytyjską alternatywę do MCK. A w sobotę..., a w sobotę jadę z przyjaciółmi regionalistami na wycieczkę do Parzeńska, Karska, Barlinka i  jeszcze w parę okolicznych dziurek, więc nie mam bólu głowy, co mnie ominie. Wystawy sobie obejrzę potem, z performance już wyrosłam, bardzo możliwe, że zdążę na końcówkę Tribute, bo to interesujący projekt. Jednym słowem komfort. Ale innym nie zazdroszczę.
A tak swoją drogą, to fantastycznie się porobiło, że trzeba wybierać. Dzieje się tak, jak w innych dużych miastach z pretensjami do metropolii. A miasto nad Wartą takie pretensje ma. Wystarczy, że przypomnę tylko marzenia o aglomeracji gorzowskiej w cieniu kiwania palcem prezydenta TJ, że jeśli gminy ościenne nie podchwycą tego genialnego pomysłu, to zwyczajnie pożałują. No i na chwałę nieba oraz innych bogów, na razie nikt się za bardzo nie przestraszył i aglomeracja jest tylko chybionym pomysłem. Daj Boże, żeby z innymi, równie chybionymi, tak się stało.
Dla porządku domu muszę jeszcze się odnieść do jednej rzeczy. Otóż jakiś czas temu napisałam, że straciłam sympatię do Lamusa. Otóż nie do miejsca jako takiego, tylko do niektórych ludzi, co tam bywają.
Chciałam się odnieść także do pewnego tekstu, ale uznałam, że nie będę wchodzić w polemiki z obrońcami urzędników, którzy z tego oto szacunku piszą ich funkcje wielkimi literami. Nie warto, czyli jak mawiał światły król Stanisław August Poniatowski – szkoda czasu i atłasu. Nawet tego elektronicznego.