W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Hanny, Klementyny, Łukasza , 18 października 2019

Jakie fajne miasto

2012-10-20

Aż czasami strach otwierać lokalne media, bo co i rusz się człowiek natyka na jakieś rewelacje. Tym razem dla mnie rewelacją stały się dwie informacje. Pierwsza, że magistrat chce zlikwidować Ośrodek Interwencji Kryzysowej. Nie napisano, co w zamian. Szkoda bardzo dobrej placówki, która pomaga, kiedy dzieje się coś okropnego. Tego typu ośrodki działają w każdym większym mieście, bo eskalacja przemocy wobec innego człowieka rośnie, i to jak podają statystyki, w zastraszającym tempie. Media co i rusz piszą o różnych obrzydliwostkach, jakie ludzie czynią innym ludziom. Ciekawe, co taki człowiek teraz ze sobą zrobi, kiedy zlikwiduje mu się przytulisko na najgorszy moment. Może jednak Wysoka Rada się jeszcze nad tym zastanowi?
Druga informacja, która mnie mocno zadziwiła, to taka, że przyszły rok ma być „Rokiem wielokulturowości Gorzowa”. Zadumałam się nad tym hasłem. Fakt, żyje tu wiele różnych mniejszości narodowych, ale reprezentację kulturalną mają Cyganie, w postaci Cygańskiego teatru Tańca Terno. Także Stowarzyszenie Romów w Polsce prowadzi zespół dziecięco-młodzieżowy. Do tego można jeszcze dodać chór Sotiria, który można uznać za sublimację kultury Łemków i Ukraińców – bo w tym przypadku sprawa jest mocno pogmatwana. Żadnej emanacji kulturalnej nie mają Tatarzy, których została maleńka garsteczka. Podobnie z Białorusinami, których też jest niewielu. Można jeszcze poszukać i innych mniejszości, ale raczej nic się nie znajdzie. No i co w związku z takim stanem rzeczy? Będziemy importować kulturę mniejszości z innych miejsc. Ze Strzelec Krajeńskich może przyjechać zespół Łemko-Tower, który nagrał przepiękną płytę „Spiwanoczki”, z okolic Krzeszyc może jakiś zespół ludowy, bo tam się po wojnie osiedliło sporo ludzi z Kresów, co niektórzy mają mieszane korzenie. Z Dębna może przyjechać Anatol Wierzchowski ze swoim chłopakami z teatru KOD i pośpiewają fantastyczny folklor skąd tylko magistrat będzie chciał.
Nie czepiam się, broń Boże, tylko się zastanawiam, dlaczego ostatnio się tak porobiło, że wszytko ma jakieś nadęte, pompatyczne hasła, które trudno wypełnić sensowną treścią.
Dlaczego nie może być, jak w innych miastach? Jak choćby w Zielonej Górze, gdzie jakoś pompy i lukru jest mniej, a działania są o wiele sensowniejsze.
Chwała magistratowi, że chce uczcić 25-lecie Terna, bo warto i nawet trzeba. Ale żeby zaraz z tej okazji tworzyć pewną fikcję.
Na tej nieszczęsnej debacie w bibliotece wojewódzkiej usłyszałam, że znakiem firmowym gorzowskiej kultury powinny być festiwale. Ale wiem też, że wiadomy urząd nie przyjmuje do wiadomości, że takowe już się dzieją. Ot choćby wysoko w Polsce i nie tylko, bo za miedzą też o nim wiedzą, ceniony Gorzów Jazz celebrations, co prawda odbywa się nieregularnie, ale kilka razy do roku i to z gwiazdami megaświatowego kroju. W kinie 60 Krzeseł też co i rusz jest jakiś festiwal, a to kina żydowskiego, a to ważnych dokumentów, a to kina kobiecego. Jest fantastyczny festiwal muzyki dawnej, jaki robi Marcjanna Wiśniewska. Jest bamberka, są Spotkania teatralne, jest Scena Letnia. Jak by dobrze poszukał, to by jeszcze i innych parę znalazł. To jest, to się po prostu dzieje. I myślę, że jak na takie miasto, to wystarczy. Nie ma potrzeby mnożenia bytów, bo zwyczajnie odbiorców zabraknie.
Ostatnio w „Polityce” przeczytałam fantastyczny wywiad z Krystianem Lupą o kondycji głównie teatru, ale też i kultury. I ten wybitny reżyser, który zresztą odszedł ze Starego Teatru po tym, jak naczelnym tejże sceny został Jan Klata, stwierdził, że polska kultura psieje po prostu, bo nie ma intelektualnego nad nią namysłu, nie ma ciągłości pewnych wydarzeń, nie ma prób wychodzenia poza dobrze znaną i ulukrowaną sztampę. I zasmuciłam się okropnie, bo tak się właśnie dzieje z kulturą w Gorzowie. Brak mocnego, skonsolidowanego środowiska widać teraz bardzo szczególnie, i bardzo dotkliwie już czuć jego brak. Boję się myśleć, co będzie za dwa-trzy lata. Chyba nic. Nawet już nie będzie alternatywy.
Jednym słowem, takie fajne to nasze miasto się zrobiło.